Europejski populizm zostanie z nami na zawsze

Tak długo jak postępowi politycy nie będą potrafili pozyskać niezdecydowanego elektoratu, tak długo populiści będą mieli znaczący wpływ na polityczny krajobraz Europy - czytamy na łamach "The New York Times".

Kolejny europejski kraj skręcił w prawo. Prawie 58 procent austriackich wyborców 15 października oddało swój głos na centroprawicową Partię Ludową lub skrajnie prawicową Partię Wolności. Jest prawdopodobne, że obie strony utworzą koalicję rządzącą.

Reklama

Od lat 80. Partia Wolności kojarzona jest z antyimigracyjną ksenofobią, antysemityzmem, a ostatnio także z islamofobią. 15 października około 26 procent Austriaków poparło tę partię, dając jej tym samym najwięcej głosów od 1999 roku. Chociaż socjaldemokraci centrolewicowi zajęli drugie miejsce, unikając zawstydzającego trzeciego miejsca, jedynie mniej niż jeden punkt procentowy dzielił ich od Partii Wolności.

Klęska "progresywnego skrzydła" odzwierciedla słabnące poparcie dla centrolewicy w całej Europie. W 2000 roku 10 z 15 rządów w Unii Europejskiej sprawowały lewicowe partie. Dziś robi to tylko sześć z 28 rządów. Socjaldemokracja w Europie desperacko potrzebuje odnowy.

Wielu analityków błędnie diagnozuje podstawową przyczynę siły populistycznej fali. Zbyt często obwiniają kwestie ekonomiczne, gdy, jak pokazuje rosnący stos badań, popularność ta ma znacznie więcej wspólnego z wartościami. Dopóki postępowcy nie zajmą się tą luką, jaka powstała w obowiązujących wartościach, populiści będą mieli znaczący wpływ na krajobraz polityczny Europy.

Nowy kanclerzem Austrii został 31-letni Sebastian Kurz z Partii Ludowej, która uzyskała ponad 31 procent głosów. Podczas całej kampanii, podobnie jak rosnąca liczba głównych polityków w Europie, Kurz mówił o ograniczaniu korzyści dla migrantów, zamykaniu szkół islamskich, zakazie finansowania zagranicznych meczetów i podejmowaniu ostrych środków w celu radzenia sobie z kryzysem uchodźczym.

Niektórzy nazywają go "konserwatywnym Macronem" - odnosząc się do Emmanuela Macrona, 39-letniego francuskiego prezydenta - z powodu tego, że podobnie jak Macron, zdystansował się od politycznej starej gwardii swojego kraju.

Kurz i jego partia przeforsowali zakaz zasłaniania twarzy, który wszedł w życie w listopadzie. Prawo to ma także zastosowanie w kwestii noszenia masek narciarskich i strojów na imprezę, jednak jest powszechnie postrzegane jako atak na islamskie burki. Osoby złapane na zasłanianiu twarzy mogą zostać ukarane grzywną w wysokości do 150 euro (około 640 złotych).

Wybór Kurza wzmocni tych ludzi w całej Europie, którzy są głęboko krytyczni wobec humanitarnego podejścia do kryzysu uchodźczego, prezentowanego przez niemiecką kanclerz Angelę Merkel. Pojawią się zwiększone żądania dotyczące bardziej asertywnej obrony chrześcijańskiej kultury, wartości i granic Europy.

Węgry, Polska i inne państwa w Europie Środkowej i Wschodniej będą wskazywać na wyniki wyborów austriackich jako na kolejny dowód na rażący rozdźwięk między postawą pro-uchodźczą w Brukseli a antyimigracyjnymi nastrojami wśród konserwatywnych wyborców.

Jednak europejski populizm nie zaczął się od kryzysu uchodźczego. Kształtuje się bowiem od dziesięcioleci. Począwszy od lat sześćdziesiątych XX wieku, jego powstanie wspierane było przez szybki rozwój szkolnictwa wyższego, ukształtowanie się bardziej liberalnej klasy średniej, podsyciło ‘popyt’ na postępowe wartości.

Dominacja tych bardziej mobilnych, zamożnych i liberalnych wyborców została opisana przez uczonego Ronalda Ingleharta jako "cicha rewolucja" - nowa era, w której nasze zbiorowe potrzeby bezpieczeństwa fizycznego, materialnego i kulturalnego stopniowo zanikają.  

Jednak wielu myślicieli, zwłaszcza lewicowych, nie doceniło nacjonalizmu panującego wśród mniej mobilnych, zazwyczaj mniej wykształconych i bardziej konserwatywnych wyborców. Wielu z nich zostało w tyle z powodu unowocześnienia gospodarki - ale nie wszyscy.

Gdy centrolewicowe partie przyjęły liberalny konsensus klasy średniej, koalicja wyborców klasy robotniczej i socjalnych konserwatystów została odrzucona i przegrała z populistyczną prawicą. Wiele krajów na zachodzie odczuwa teraz pełną siłę kontrrewolucji.

To sprawia, że populiści utrzymują władzę i pozostają stosunkowo odporni na zmieniające się cykle gospodarcze. Amerykanie byli zszokowani wyborem Donalda Trumpa, ale w Europie kampanie podobne do tej, którą prowadził, od prawie 40 lat przyciągają duże poparcie.

Austriacka Partia Wolności znajduje się dziś na pierwszych stronach gazet, podobnie jak miało to miejsce w 1999 roku, w czasach niskiego bezrobocia w Europie, kiedy partia osiągnęła 27 procent głosów. Podobnie było, kiedy Marine Le Pen wywołała falę na początku tego roku, jednak to w latach dziewięćdziesiątych to jej ojciec po raz pierwszy przyciągnął dużą część robotniczego elektoratu we Francji.

Te populistyczne rewolty zachodzą już od dawna i mają niezwykłą moc przetrwania. Nie ma łatwych odpowiedzi dla lewicy, ale jedno jest pewne: tradycyjna strategia stanowczego potępiania populizmu, przy jednoczesnym unikaniu trudniejszej pracy nad zmniejszeniem luki w wartościach, przestała się sprawdzać.

(Matthew Goodwin, profesor politologii na Uniwersytecie w Kent i członek Chatham House, jest współautorem książki "Brexit: Dlaczego Wielka Brytania głosowała za opuszczeniem EU")

Matthew Goodwin/The New York Times

Tłum.: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje