Ewolucja Władimira Putina

Jak to się stało, że Władimir Putin, który w 2000 roku, gdy doszedł do władzy, obiecywał stabilność, dziś jest hazardzistą, który ryzykuje wysoką stawkę, wywołuje kryzys gospodarczy w kraju i rozpętuje wojnę na Ukrainie? Dlaczego teraz jego priorytety skupiają się wokół politycznego przetrwania, i to nawet wtedy, gdy cena, jaką muszą zapłacić przeciętni Rosjanie rośnie nieproporcjonalnie?

Aby zrozumieć, jak postawa Władimira Putina ewoluowała, trzeba spojrzeć na traumy, które wstrząsnęły Rosją w 1990 roku, i na to, w jaki sposób "poradził sobie" z nimi poprzedni prezydent.

Kiedy w 1991 roku Borys Jelcyn został pierwszym demokratycznie wybranym przywódcą kraju, od razu otoczył się intelektualistami - politologami, socjologami, ekonomistami i dziennikarzami.

Reklama

Nie zdołał on jednak wcielić w życie swojego postępowego programu i szybko poniósł klęskę - jego rządy były krótkie i zakończyły się w 1996 roku.

Wszechobecna korupcja, a także niestabilność gospodarcza, polityczna i społeczna zmusiły Borysa Jelcyna do przyznania, że potrzebuje ludzi, którzy będą w stanie się z tym uporać.

Putin na scenie

W 1997 roku pojawiał się tajemniczy, były oficer wywiadu, Władimir Putin. Jako szef Głównego Zarządu Kontroli, miał on ścisły nadzór nad wydatkami i działalnością urzędników państwowych, tak jak to czynił jako oficer KGB za czasów sowieckich.

Inny specjalista ds. bezpieczeństwa, generał Nikołaj Patruszew (obecnie sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji), awansował Putina na stanowisko szefa FSB w 1998 roku. Natomiast generał Nikołaj Bordiuża (obecnie sekretarz generalny Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym) został szefem administracji prezydenta w 1998 roku.

Borys Jelcyn sądził, że ci i inni oficerowie KGB zdołają rozprawić się z korupcją. Ale oni działali zupełnie inaczej, niż prezydent sobie to wyobrażał. Zamiast zwalczać korupcję, krzewili ją w swojej służbie. W sierpniu 1999 roku, Jelcyn wybrał Putina spośród wielu, jako kandydata na premiera.

Zasadnicza różnica

Rozpoczęło się nowe tysiąclecie, a Władimir Putin nadal podążał tą samą ścieżką, zmierzającą do wzrostu gospodarczego i przywrócenia Rosji jej potęgi.

Chociaż zarówno Putin, jak i Borys Jelcyn, chcieli być postrzegani jako uosobienie państwa rosyjskiego, to jednak była między nimi jedna zasadnicza różnica. Jelcyn zdał sobie sprawę, że może brać udział w niebezpiecznym precedensie i ustąpił, natomiast Putin twierdził, że on i Rosja to jedno.

"Bitwa o Rosję"

Podczas wiecu, wiosną 2012 roku, po wyborze na trzecią kadencję prezydencką, Władimir Putin oświadczył, że "jego zwycięstwo było porażką dla tych, którzy próbują zniszczyć państwo rosyjskie". "Bitwa o Rosję trwa. Ale zwycięstwo będzie nasze" - oświadczył zgromadzonym.

Ale wybory prezydenckie w 2012 roku bynajmniej nie były walką na śmierć i życie. Rywale Putina byli starannie dobrani, pilnowano, by odznaczali się lojalnością wobec niego. A jednak wrócił on na fotel prezydenta jako człowiek odmieniony - pełen zapału i chęci do walki.

Być może dlatego, że spędził cztery poprzednie lata jako premier, w czasie gdy prezydentem był jego protegowany - Dmitrij Miedwiediew.

Z pozoru była to komfortowa sytuacja - Władimir Putin miał decydujący głos w kluczowych sprawach. Ale nawet jeśli w rzeczywistości nadal był numerem 1, to jednak musiał czuć się niepewnie, gdyż oficjalnie był uważany za numer 2.

Musiało być dla niego denerwujące, gdy prezydent Stanów Zjednoczonych, Barack Obama, czy kanclerz Niemiec, Angela Merkel, ostentacyjnie zwracali się tylko do prezydenta Miedwiediewa.

Merkel nawet zasugerowała podczas wizyty Miedwiediewa w Hanowerze w 2011 roku, że wolałaby, aby to on wygrał zbliżające się wtedy wybory prezydenckie w Rosji.

Nowy poziom

To był zły czas. Na Bliskim Wschodzie wzrosła liczba przywódców-dyktatorów obalonych przez ludzi podczas tzw. arabskiej wiosny. Władimir Putin obawiał się "kolorowej rewolucji", która przetoczyła się przez Gruzję, Ukrainę i inne kraje byłego Związku Radzieckiego.

Gdy wrócił na fotel prezydenta wprowadził walkę o polityczne przetrwanie na zupełnie nowy poziom.

Bardziej racjonalnie myślący lider, byłby zajęty troszczeniem się o to, czy gospodarka dobrze się rozwija i czy jego wyborcy są szczęśliwi. Ale dla Władimira Putina prawdziwą przyczyną problemów Rosji było tylko "wścibstwo obcych krajów".

W jego przekonaniu, to Zachód napędza "kolorowe rewolucje" i to Zachód podsycał gniew i doprowadził do protestów po sfałszowanych wyborach parlamentarnych w zimie 2011-2012 roku.

Niemal natychmiast przeforsował ustawy uznające, że pozarządowe organizacje są finansowane z zagranicy.

Putin kontra reszta świata

Dziś Rosja nadal obraca się do wewnątrz. Dla Władimira Putina, konkurowanie z resztą świata oznacza, że jeśli nie grasz według zachodnich zasad, to musisz liczyć się z sankcjami.

On walczy zaszczepiając ponownie w swój kraj wojenną mentalność. Kryzys rosyjskiej gospodarki jest prezentowany jako cena, którą należy zapłacić w walce o ważne cele - postawienie się Stanom Zjednoczonym, niszczenie "faszyzmu" na Ukrainie i zdobycie dla Rosji uznania jako dla światowego mocarstwa.

Dlaczego moi rodacy wydają się otwarci na argumenty Władimira Putina? To pozostaje kwestią otwartą. Putinowi z pewnością udało się wprowadzić zamęt w rosyjskie postrzeganie i zakłócić myślenie obywateli.

Nikt nie wie, jak długo ta strategia będzie mu przynosić sukces, ale co do jednej rzeczy nie ma wątpliwości: Dla wielu Rosjan, Władimir Putin walczy w szlachetnej sprawie.

"Tak długo, jak jest Władimir Putin, tak długo będzie istnieć Rosja" - powiedział jesienią ubiegłego roku przedstawiciel Kremla, zastępca szefa sztabu, Wiaczesław Volodin. " Bez Putina nie ma Rosji" - dodawał.

Być może pewnego dnia Rosjanie obudzą się z letargu i uświadomią sobie, że państwo i osoby, które nim kierują, to nie jedno i to samo.

Maxim Trudolyubov / The New York Times

Tłum. AK, śródtytuły pochodzą od Interii

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje