Fake newsy: Szeroki zasięg, mały wpływ

Rola ‘fake newsów’ ewoluowała z podrzędnych stron internetowych do poważnego zagrożenia wyborczego, tak szybko, że naukowcy zajmujący się zachowaniem społeczeństwa mieli niewiele czasu, by odpowiedzieć na podstawowe pytania na ich temat, na przykład: kto je czytał, ile prawdziwych wiadomości jednocześnie pochłonął i czy kiedykolwiek podjął się ich zweryfikowania - czytamy na łamach "The New York Times".

Przeprowadzano badania, w których pytano ludzi o to, co czytają. Nie są one jednak zbyt precyzyjne, chociażby dlatego, że użytkownicy internetu mają krótką pamięć, a definicja ‘fake newsa’ ciągle się zmienia. Samo określenie ‘fake news’ przekształciło się też w popularne i uniwersalne oszczerstwo, wykorzystywane m.in. przez prezydenta Trumpa i innych polityków do wyśmiewania się z dziennikarzy, których nie lubią.

Reklama

Teraz pojawiły się pierwsze twarde dane dotyczące konsumpcji ‘fałszywych wiadomości’. W zeszłym tygodniu naukowcy opublikowali analizę historii przeglądania stron tysięcy dorosłych w okresie poprzedzającym wybory w 2016 roku - to obraz przedstawiony w czasie rzeczywistym, pokazujący, kto czytał ‘fake newsy’, a do kogo docierały te prawdziwe informacje.

Jak wykazały badania, zasięg fałszywych wiadomości był szeroki, ale jednocześnie dość płytki. Co czwarty Amerykanin był odbiorcą co najmniej jednego ‘fake newsa’, jednak nawet najbardziej zagorzali ‘fake-newserzy’ - głęboko konserwatywni zwolennicy prezydenta Donalda Trumpa - byli bombardowani głównie prawdziwymi informacjami i pochłonęli ich znacznie więcej - ich źródłem były gazety, strony internetowe i inne cyfrowe źródła.

Podczas gdy badania nie rozstrzygają ostatecznie kwestii, czy dezinformacja miała kluczowe znaczenie w wyborach w 2016 roku, ich wyniki dają społeczeństwu i badaczom pierwszy solidny przewodnik z odpowiedzią na pytanie, jaki jest jej wpływ na internautów. To pytanie staje się coraz ważniejsze, zwłaszcza, że internetowi giganci, tacy jak Facebook i Google, zwrócili uwagę na ten problem i chcą chronić swoich użytkowników przed wpływami ‘rosyjskich agentów’ i innych internetowych ‘złoczyńców’.

"Było wiele spekulacji na temat wpływu fałszywych wiadomości na nasze życie. W tym kontekście rzucano różnymi liczbami, w które ludzie wierzyli" - mówi Duncan Watts, naukowiec z Microsoftu, który twierdził, że dezinformacja ma znikomy wpływ na wyniki wyborów.

W nowym badaniu trio politologów - Brendan Nyhan z Dartmouth College (stały współpracownik "The Times's Upshot"), Andrew Guess z Princeton University i Jason Reifler z University of Exeter - przeanalizowało dane o ruchu w sieci zebrane z reprezentatywnej próby 2,525 Amerykanów, którzy zgodzili się, aby ich aktywność anonimowo monitorowała firma analityczna YouGov.

Dane obejmowały wizyty na stronach internetowych dokonane w tygodniach poprzedzających i po wyborach w 2016 roku oraz miarę politycznej stronniczości w oparciu o ogólne nawyki przeglądania. (Większość uczestników faworyzowała Trumpa lub Hillary Clinton.)

Zespół definiował odwiedzaną witrynę jako tę podającą fałszywe wiadomości, jeśli opublikował ona co najmniej dwie fałszywe informacje - co określili ekonomista Hunt Allcott i Matthew Gentzkow w badaniach opublikowanych w ubiegłym roku. Na 289 takich stronach około 80 procent fałszywych artykułów wspierało Trumpa.

Zachowanie online uczestników w pewnych kwestiach było przewidywalne, a w innych zaskakujące. Konsumpcja treści przebiegała wzdłuż linii partyjnych: najbardziej konserwatywne 10 procent próby wykonało około 65 procent odwiedzin fałszywych serwisów informacyjnych.

Zwolennicy Trumpa byli około trzy razy bardziej skłonni do odwiedzania fałszywych serwisów informacyjnych wspierających swojego kandydata, niż ci, którzy wspierali Clinton - oni rzadziej odwiedzali fałszywe witryny, które ją promowały.

‘Fake newsy’ stanowiły jednak niewielki ułamek newsów docierających do internautów, niezależnie od ich preferencji politycznych: zaledwie 1 procent wśród zwolenników Clinton i 6 procent wśród osób popierających Trumpa. Dotyczy to nawet tych najbardziej konserwatywnych internautów.

Na podstawie danych nie było możliwości ustalenia, ile osób uwierzyło w to, co zobaczyło lub przeczytało na tych stronach. Wiele z tych newsów było wyraźnie absurdalnych, jak ten oskarżający Clinton  o "Podejrzany, nagły przelew 1,8 miliarda dolarów do Centralnego Banku Kataru" lub wideo, w którym oskarżano Billa Clintona o gwałt na 13-latce.

"Z powodu całego zamieszania wywołanego ‘fake newsami’ ważne jest, aby zdać sobie sprawę z tego, że dotarły one jedynie do garstki Amerykanów, a większość z tych, do których dotarły, już była zradykalizowana" - powiedział Nyhan. "Ta sama grupa pochłaniała wiadomości w dużych ilościach i komentowała wszelkie treści związane z polityką. To są ludzie mocno zaangażowani".

Biorąc pod uwagę stosunek prawdy do fikcji, jak twierdzi Watts, ‘fake newsy’ bledły w świetle prawdziwych wiadomości, szczególnie w artykułach o Clinton i jej wykorzystaniu prywatnego serwera poczty elektronicznej, kiedy była sekretarzem stanu. Relacje dotyczące tego tematu pojawiała się wielokrotnie w miejscach takich jak "The New York Times" i "The Washington Post".

Nowe badanie nie wyklucza jednak całkowicie możliwości, że fałszywe wiadomości wpłynęły na wybory - uważa David Rand, profesor psychologii, ekonomii i zarządzania na Uniwersytecie Yale.

Jak pokazują nowe badania, Amerykanie w wieku powyżej 60 lat częściej odwiedzali fałszywe serwisy informacyjne niż młodsi. Jednym z powodów, jak mówi Rand, może być to, że starsi, mniej wykształceni wyborcy, którzy przenieśli swoje poparcie z Prezydenta Baracka Obamy w 2012 roku na Trumpa w 2016 roku, byli szczególnie podatni na fałszywe wiadomości. "Mogło to mieć wpływ na wyborców w niektórych ze stanów, takich jak na przykład Wisconsin" - powiedział Rand. "Ale to oczywiście kwestia przypuszczeń".

Badanie wykazało, że Facebook był wiodącą platformą, przez którą ludzie najczęściej trafiali na ‘fake newsy’.  W zeszłym roku, w odpowiedzi na krytykę, firma zaczęła prowadzić politykę weryfikującą informacje pojawiające się na portalu.

Większość osób biorących udział w nowym badaniu spotkało się z oznaczeniami na Facebooku, które ostrzegały przed tym, że wiadomość może być fałszywa. Jednak rzadko zdarza się, aby użytkownicy na własną rękę weryfikowały prawdziwość informacji.

W grudniu Facebook ogłosił zmianę w podejściu do monitorowania ‘fake newsów’. Zamiast je oznaczać, będzie pokazywać obok nich prawdziwą wersję historii.

Benedict Carey/The New York Times

Tłum.: KK

 


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje