Ideologia kontra płeć przy urnie wyborczej

Zaledwie miesiąc temu, Christine C. Quinn, jedyna kobieta w wyścigu o fotel burmistrza Nowego Jorku, była najmocniejszym kandydatem demokratów i wydawało się, że wygra prawybory 10 września. Ma 47 lat, 14 lat doświadczenia w służbie publicznej i rozpoznawalne nazwisko. Oczekiwano, że zdobędzie ogromne poparcie wśród kobiet.

Ale po serii negatywnych artykułów, zaplanowanej i dobrze finansowanej kampanii przeciwko niej i gwałtownym wzroście poparcia dla bardziej liberalnego kandydata adwokata Billa de Blasio z Brooklyna, pani Quinn jest daleko w tyle. Tak wynika z sondażu New York Times-Siena opublikowanego 6 września. Okazuje się, że 32 procent demokratycznych wyborców zagłosuje na de Blasio, a zaledwie 17 procent na Quinn.

Może jeszcze bardziej niepokojące dla pani Quinn powinno być to, że de Blasi ma o dziewięć punktów procentowych większe poparcie wśród kobiet. I to w mieście, w którym kobiety stanowią 60 procent demokratycznych wyborców.

Reklama

Jednak pani Quinn, w wywiadzie udzielonym przez telefon powiedziała, że historie o tym, że "nie ma ona kontaktu z kobietami-wyborcami" to "samonapędzająca się machina, a oskarżenia te są nieprawdziwe", gdyż otrzymuje ona wiele wyrazów wsparcia.

"Czuję się strasznie" - powiedziała, wskazując jednak, że sondaże nie zawsze odzwierciedlały obecną sytuację. Dodała, że spodziewała się tego, że jej przewaga będzie topnieć. "Zawsze tak się dzieje, kiedy biegniesz jako pierwszy" - oceniła.

"Zamierzam ostro walczyć"

Quinn mówi, że ciężko pracowała, spotykała się z ludźmi i czuła emocje tej kampanii. Wspomina wszystkie kobiety - matki, córki, które mocno wspierały ją w Washington Heights.

Przyznaje, że była tym "uskrzydlona", opowiada powitaniu, jakie zgotowała jej pewna kobieta - babcia. Powiedziała do małej dziewczynki, swojej wnuczki: "To ta pani, którą widziałaś w telewizji". Wtedy dziewczynka podbiegła do Quinn i mocno ją uściskała.

"Czuję, że kolejne dni będą bardzo dobre" - mówi. "Najważniejsze są prawybory i wybory. Zamierzam ostro walczyć" - zapewniła.

Po jej stronie jest ikona feministek - Gloria Steinem i była mistrzyni tenisa, Billie Jean King-Size.

Ma poparcie kilkudziesięciu kobiet, które są urzędnikami w Nowym Jorku, a także cele brytów - są wśród nich Whoopi Goldberg, Brooke Shields, Lena Dunham, Audra McDonald, Anna Quindlen. Po swojej stronie ma także wiodącą organizację kobiecą.

"Wybór pierwszego burmistrza-kobiety w największym mieście w kraju to będzie wyraźny sygnał dla młodych dziewcząt w Nowym Jorku i w całym kraju. Jesteśmy dumni, że możemy wspierać jej kampanię" - mówi Stephanie Schriock, prezes Emily’s List.

Ostatnio pani Quinn próbuje jeszcze poprawić swoje notowania u kobiet, pokazując się z celebrytkami w mieście i w siedzibach kobiecych organizacjach - była widziana m.in. z King czy z McDonald.

Teorie o staraniach Quinn, by przypodobać się żeńskiej części wyborców są przeróżne. Mówi się także o jej bliskich relacjach z burmistrzem Michaelem R. Bloombergiem i jej roli w zmianach prawa pięć lat temu, by umożliwić sobie, Bloombergowi i innym, urzędowanie trzecią kadencję.

Zaskakujący problem

Nowy Jork to liberalne miasto, żyje wśród nich wiele silnych kobietom, jak na przykład Hillary Rodham Clinton i senator Kirsten E. Gillibrand.

"Jest mnóstwo utalentowanych kobiet, kobiet-liderów, kobiet-biznesmenów w Nowym Jorku. Przedsiębiorcy i kobiety - przywódcy polityczni wzajemnie się wspierają" - mówi Beth A. Brooke, wiceprzewodnicząca globalnej polityki publicznej w Ernst&Young, firmie świadczącej usługi finansowe.

Jednak pani Quinn, która podobno ma gorący temperament i wypowiada się bez ogródek, nie udało się pozyskać głosów umiarkowanych i progresywnych kobiet, które zwykle postrzegane są jako jej naturalni wyborcy.

"Częścią problemu Quinn jest to, że jest postrzegana jako biurokratka bez inspiracji, z bezczelnym i agresywnym charakterem, bez błyskotliwości ani wizji" - Katie Roiphe, feministka i dziennikarka napisał w Slate

"Ale idea jej kandydatury jako pierwszej kobiety-burmistrza nie jest wystarczająca, by uznać ją za dobrą kandydatkę" - dodała.

"Ważniejsza jest ideologia"

Aktorka Susan Sarandon określiła to w ten sposób: "Gdy jest się kobietą, to nie można po prostu głosować pochwą". Ona wspiera pana De Blasio.

"Ważniejsze pytanie jest takie: jak ważne jest dla kobiet, że to kobieta była prezydentem lub burmistrzem?" - powiedział natomiast demokratyczny politolog z Manhattanu, wypowiadając się anonimowo.

"Może to nie jest takie ważne. Może atuty ideologii zwyciężają nad płcią" - stwierdził.

"De Blasio jest najbardziej liberalny, jest najbardziej rozzłoszczony, ma największą pasję. A Quinn nie jest tak liberalna, nie ma takiej pasji ani złości. Być może dziś, w Nowym Jorku dla kobiet ważniejsza jest ideologia niż płeć" - ocenił.

Luisita Lopez Torregrosa

The New York Times

Tłum. AK, śródtytuły pochodzą od INTERIA.PL

The New York Times
Dowiedz się więcej na temat: płeć | wybory | wybory USA | burmistrz | USA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje