Imperialne fantazje Turcji

W latach 90., gdy Turcją miotały różne kryzysy polityczne i gospodarcze, toczyła się ogólnonarodowa debata dotycząca przystąpienia do Unii Europejskiej. Zastanawiano się, czy akcesja rozwiąże problemy kraju nad Bosforem.

Byłem wtedy studentem stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Marmara. Na moim wydziale był tylko jeden profesor, który sprzeciwiał się integracji Turcji z Zachodem.

To wybitna osoba, ekspert ds. islamizmu i znawca zachodniej filozofii politycznej, który uwielbiał dyskutować z uczniami. Podczas swoich wykładów przekonywał, że Turcja wkrótce stanie się liderem świata islamskiego, ponieważ ma wielkie dziedzictwo i ogromny potencjał geograficzny.

Reklama

Teraz, 14 lat później, ten profesor - Ahmet Davutoglu - został mianowany nowy premier Turcji.

Wypowiedzi Davutoglu podczas zajęć brzmiały bardziej jak bajki niż analizy polityczne. Przytaczał historyczne precedensy z Wielkiej Brytanii, która stworzyła globalne imperium, i Niemiec - podzielonego kraju, który stał się światową potęgą.

Naród, który pisze historię

Davutoglu był przekonany, że jego wizja może zmienić sytuację i odczucia wśród narodu, który był rozdarty przez wojnę z kurdyjskimi separatystami. Był przekonany, że Turcja będzie światową potęgą.

Sprecyzował te pomysły w książce "Strategiczna Głębia" w 2001 roku, rok przed tym jak jego partia doszła do władzy. W publikacji przedstawiał Turcję jako naród, który nie studiuje historii, ale ją pisze; kraj, który nie leży na peryferiach Zachodu, ale w centrum islamskiej cywilizacji.

Książka była przepowiednią tureckiej przyszłości. Davutoglu uważał się za wielkiego myśliciela pochodzącego z państwa, które nazywał "rzeką historii". Sądzil, że on i jego kraj nie są pionkami w międzynarodowej grze, ale zawodnikami, którzy rozgrywają.

Dziś prorządowe media widzą go w takiej roli. Opublikowanie nagranie, które obejrzały już setki tysięcy osób, na którym został przedstawiony jako potężny przywódca podążający śladami osmańskich sułtanów.

Panislamista

"Moje marzenia się spełniają. Jestem duchowym spadkobiercą Abdulhamida II" - twierdzi.

Ale Davutoglu nie jest "neoottomanistą" . Choć w taki sposób często jest przedstawiany. On jest panislamistą. Ruch znany jako Ottomanism powstał w 1830 roku, gdy elity imperium postanowiły zastąpić dotychczasowe instytucje islamskie nowoczesnymi organami, w europejskim stylu.

Davutoglu wierzy, że Turcja powinna skierować się w stronę przeszłości i kultywować islamskie wartości i odbudować instytucje.

Jak na ironię, opiera swoje panislamskie wizje na politycznych teoriach, które były używane do legitymizacji imperialnej ekspansji Zachodu przed 1945 r.

Choć rzekomo oferuje Turcji nową politykę zagraniczną w XXI wieku, to w rzeczywistości opiera się na przestarzałych pojęciach geopolitycznych myślicieli takich jak Amerykanin Alfred Thayer Mahan, Brytyjczyk Halford Mackinder, czy Niemiec Karl Haushofer, który spopularyzował pojęcie "Lebensraum".

Bezwstydne tezy

Według Davutoglu, państwa narodowe utworzone po rozpadzie Imperium Osmańskiego są sztucznymi tworami, a Turcja musi teraz utworzyć własne "Lebensraum". Bezwstydnie głosi tę tezę. Jego zdaniem, w ten sposób można doprowadzić do kulturowej i gospodarczej integracji świata islamskiego. Turcja musi ustanowić hegemonię gospodarczą na Kaukazie, Bałkanach i na Bliskim Wschodzie lub pozostać państwem narodowym rozdartym przez konflikty, ale jest ryzyko, że wówczas się rozpadnie

Jako minister spraw zagranicznych, Davutoglu wierzył, że Arabska Wiosna to historyczna okazja, by Turcja wreszcie zrealizowała te pomysły. Przepowiedział, że obalona dyktatura zostanie zastąpiona przez reżimy islamskie.

Bezwstydne tezy

Próbował sprzedać ten projekt w zachodnim opakowaniu, jako "demokratyczną transformację na Bliskim  Wschodzie". Do dziś zamiast obiecanego systemu demokratycznego, Turcja graniczy z samozwańczym kalifatem.

Dwa miesiące temu jego bojownicy zaatakowali turecki konsulat w irackim Mosulu. Wciąż trzymają 49 tureckich dyplomatów jako zakładników. Davutoglu, który twierdził, że Turcja powinna utworzyć Unię Islamską poprzez zniesienie granic, chyba nie ma pojęcia, jak radzić sobie z dżihadystami w Syrii i Iraku.

Jako były student Davutoglu, który przeczytał setki artykułów i książek, nie jestem zaskoczony, że sposób w jaki prowadzi politykę zagraniczną, sprawił, że Turcja znalazła się w narożniku.

Nowy premier jest w błędzie wierząc, że zegar na Bliskim Wschodzie zatrzymał się na 1918 roku, czyli na dacie, gdy Imperium Osmańskie zostało zniszczone. Nie ma także racji, że Turcja może wymazać granice regionu i stać się liderem Unii Islamskiej, ignorując całe stulecie arabskiego nacjonalizmu i sekularyzmu.

Davutoglu musi przede wszystkim zaakceptować, że jego panislamski światopogląd, oparty na archaicznych teoriach ekspansji, jest już nieaktualny.

Zamiast przywracać wartości i instytucje islamskie, musi wspierać uniwersalne wartości, takie jak demokracja, praworządność i wolność jednostki.

Tylko wtedy Turcja przezwycięży polaryzację i stanie się dobrym przykładem dla swoich sąsiadów.

Behlul Ozkan / The New York Times

Tłum. AK, śródtytuły pochodzą od INTERIA.PL

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje