Intymna historia

Historia bielizny, najbardziej intymnej części naszej garderoby, jest niezwykle fascynująca! Dowodzi tego wystawa w paryskim Muzeum Sztuki Dekoracyjnej, o której na łamach „New York Timesa” pisze Suzy Menkes.

O, my niemądre kobiety, z naszymi gorsetami, turniurami i biustonoszami! Chociaż te elementy stroju praktycznie przeszły już do historii, to przecież przez tak długi czas zafałszowywały obraz naszej sylwetki...

Reklama

Ale co powiedzieć o mężczyznach, tych dumnych pawiach, i podejmowanych przez nich rozpaczliwych próbach podniesienia własnych walorów? Przykładem mogą być chociażby mieszki przytwierdzane do dawnych spodni na wysokości krocza, czy powiększające genitalia majtki "Wonderjock", mające konkurować z kobiecym superbiustonoszem - Wonderbra.

W tym bezprzykładnym chwaleniu się intymnymi częściami ciała najbardziej zaskakuje to, że na przestrzeni wieków - od średniowiecza aż po dzień dzisiejszy - mężczyźni byli równie skorzy do poprawiania czy wręcz zmieniania natury, co kobiety.

Zwiedzanie wystawy zatytułowanej "La Mécanique des Dessous" ("Mechanika bielizny" - red.) w paryskim Muzeum Sztuki Dekoracyjnej rozpoczyna się od... metalowej klatki. Ta niedyskretna historia intymnej garderoby człowieka nie jest bynajmniej tym, o czym przywykliśmy myśleć w kategoriach falbanek i puchu: kurator wystawy, historyk Denis Bruna, miał swoje powody, by nawiązać w jej tytule do naukowego pojęcia.

- Przyglądamy się tutaj strukturom, konstrukcjom, materiałom i mechanizmowi ich działania - mówi Bruna, zdaniem którego kształtowanie ludzkiej sylwetki za pomocą spodnich elementów ubioru zastąpiliśmy w XXI w. "gimnastyką i chirurgią plastyczną".

Dlaczego miękkie tkaniny, łagodnie udrapowane na ciele człowieka w czasach antycznych Greków i Rzymian, zostały zastąpione przez sztywne konstrukcje ubraniowe (Bruna wskazuje tutaj jako cezurę wiek XIV)? Oto jedna z wielkich zagadek mody.

Metalowe gorsety, które z czasem wyewoluowały w zszywane z licznych elementów kaftany zwane dubletami, zarezerwowane były dla szlachetnie urodzonych. Z jednej z multimedialnych plansz, inteligentnie wkomponowanych w tę doskonałą wystawę, dowiadujemy się, że usztywniona sylwetka była niegdyś symbolem przynależności do wyższych warstw społecznych i sygnalizowała dobre wychowanie.

Ale co z dziećmi, wtłoczonymi w fiszbinowe stelaże prezentowane na maleńkich manekinach i lalkach odzwierciedlających dawną dziecięcą modę? Na uwagę zasługują też "otwierające się" biustonosze dla karmiących matek, prawdziwy cud techniki. W istocie - to mechanika.

Najbardziej wyeksponowanym, a zarazem najbardziej skomplikowanym ukrytym elementem ubioru pozostaje oczywiście krynolina, symbolizująca zduszone cielesne żądze, perwersję i chęć dominacji. Czy kobiety naprawdę przyjęły ją z zadowoleniem (jak sugeruje wystawa) jako wygodny wynalazek, dzięki któremu ciężar długiej spódnicy lub dołu sukni stawał się mniejszy? A jeśli tak, to dlaczego została ona później zastąpiona przez turniurę, która wydłużyła kobiece pośladki o swoisty "ogon" przywodzący na myśl kakadu?

Nie sposób odpowiedzieć na pytanie, dlaczego kobiety przez stulecia koncentrowały się na wybranych, różnych częściach swojego ciała, podkreślając je to eksponującym wdzięki stanikiem, to znów gorsetem ściskającym talię do granic możliwości. Jeżeli w czasach wiktoriańskich odsłonięty fragment pończochy rzeczywiście był czymś aż tak szokującym, to Francuzi znaleźli kontrapunkt dla tej strefy erogennej, za jaką była uważana noga w kostce: w zbiorach muzeum znajduje się wypchana skarpetka z dżerseju, datowana na lata 1850 - 1890, stworzona specjalnie po to, by pogrubiać łydki, które stały się nową manifestacją męskości. (...)

Wynalezienie tkaniny typu strech zmieniło sposób myślenia o materiałach - ale nie ich przeznaczenie. Mężczyźni zaczęli być krytykowani za obfite brzuchy i zachęcani do noszenia elastycznych, szerokich pasów. Jedną z najzabawniejszych atrakcji wystawy jest z kolei reklama pewnej francuskiej firmy. Jest to film prezentujący idealne męskie slipy. Jego bohaterką jest kobieta wypychająca ubrania jajkami...

Całkowitą zasługą kuratora jest to, że wystawa, która łatwo mogła stać się jedną wielką okazją do śmiechów i chichów, posiada naukowo-historyczną wartość. Towarzysząca jej książka (wydana przez Muzeum Sztuki Dekoracyjnej - niestety, dostępna tylko w języku francuskim) to efekt dogłębnych badań, w dodatku wspaniale zilustrowany, dzięki czemu całe przedsięwzięcie zostaje wzbogacone o nowy wymiar.

W 1797 r. niejaki Guillaume François Roger Molé, właściciel galerii strojów, powiedział: "Nie wystarczy prezentować zewnętrze ubrań. Równie ważne jest zrozumienie tego, co jest ukryte przed naszymi oczami: często to właśnie te elementy decydują o prestiżu ubioru".

Jedyny temat, który mógł zostać bardziej rozwinięty, to przejście od reżimu spodnich elementów stroju do obecnej dyktatury sali gimnastycznej i siłowni. Chociaż na wystawie nie zabrakło współczesnych wariacji na temat biustonosza (w tym słynnego stożkowatego stanika zaprojektowanego przez Jeana Paula Gaultiera), to nie dowiadujemy się niczego o prawdziwym sekrecie idealnej sylwetki naszych czasów.

Panowie dawno już porzucili żelazne klatki i elastyczne pasy wyszczuplające talię - ale słynne reklamy Calvina Kleina z początku lat 90. z raperem Marky Markiem (dziś aktorem Markiem Wahlbergiem) w roli głównej, jak również bielizna Emporio Armani prezentowana przez Davida Beckhama, kreują wizerunek mężczyzny, którego ciało zostało ukształtowane przez ćwiczenia fizyczne, a nie sztucznie poprawione przez inteligentny produkt.

Być może właśnie dlatego sklepy z bielizną również dzisiaj oferują nam wynalazki, które obiecują nam kontrolę nad naszym nieposłusznym ciałem.

Suzy Menkes

© The New York Times 2013

Tłum. Katarzyna Kasińska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje