Japoński kult muszli klozetowej

W Japonii toaleta jest miejscem, w którym można poczuć się jak w raju. Nic dziwnego, że Japończycy bez skrępowania rozmawiają o tym, co robią w łazience. O kulcie muszli klozetowej pisze w "The New York Times" pisarka i tłumaczka Kumiko Makihara.

"W toalecie mieszka piękna, przepiękna bogini. Czyść toaletę każdego dnia, a będziesz tak piękna, jak ta bogini."

Reklama

Tak śpiewa Kana Uemura, popularna japońska piosenkarka. Jej bogaty, melodyjny głos wznosi się w odzie, którą wyśpiewuje na cześć swojej nieżyjącej babci. W trwającej niemal dziesięć minut balladzie Kana wyraża swój żal z powodu rozstania ze starszą kobietą, która zachęcała ją do przezwyciężenia niechęci, jaką napawało ją szorowanie muszli klozetowej.

Pomimo tej "wydalniczej" tematyki, w ubiegłym roku piosenka ta była jednym z największych hitów w Japonii. A może raczej powinnam napisać: właśnie z powodu tej tematyki.

Toaleta zajmuje w życiu Japończyków miejsce szczególne. W kraju kwitnącej wiśni toaleta to szczyt zaawansowanej technologii, synonim wygody osobistej, a nawet źródło narodowej dumy. Podczas Światowej Wystawy Expo 2010 w Szanghaju, w ramach ekspozycji zatytułowanej "Najwspanialsza toaleta świata", japońska firma INAX Corporation zaprezentowała pokrytą złotem muszlę klozetową Regio. Z ankiety przeprowadzonej na zlecenie japońskiego rządu wynika, że ponad 70 proc. tamtejszych gospodarstw domowych wyposażonych jest w zaawansowany technicznie model toalety, którą w Japonii powszechnie określa się mianem "Washlet", w nawiązaniu do marki oferowanej przez jednego z wiodących producentów tego niezbędnego elementu wyposażenia łazienki.

W Japonii muszle klozetowe wyposażane są w specjalne dysze wyrzucające strumień ciepłej wody, który ma za zadanie obmyć pupę użytkownika. Takie modele są powszechnie dostępne również w miejscach użyteczności publicznej, jak stacje kolejowe czy sklepy, gdzie łazienki często mogą śmiało konkurować z ustronnymi miejscami w luksusowych hotelach pod względem czystości i najnowocześniejszych gadżetów.

Ciężko jest nadążyć za nieustannie wprowadzanymi ulepszeniami. Ostatnio w domu przyjaciół powitała mnie toaleta, z której bił promień światła, mający swoje źródło gdzieś z tyłu muszli. Światło wyczarowywało na wodzie migoczące refleksy, służąc jednocześnie jako lampka nocna. Wśród innych nowatorskich rozwiązań znajdziemy samoczyszczącą się muszlę (babciu Uemura, wybacz!), która sama określa intensywność procesu czyszczenia, rejestrując czas, jaki użytkownik spędził na desce - a także toalety, które zaczynają wygrywać kojące melodie, gdy tylko na nich usiądziemy.

Na ścianach w publicznych toaletach, zwłaszcza tych odwiedzanych przez obcokrajowców, często można znaleźć pomocne wskazówki. Przypominają one instrukcje obsługi czegoś w rodzaju włącznika światła, z tym, że włącznik ten może być wyposażony nawet w ponad 20 przycisków. Tych, którzy w ustronnym przybytku mogą stracić kontakt z rzeczywistością, specjalne znaki ostrzegają: "Uważaj, by twój telefon komórkowy nie wpadł do toalety!".

Ktoś mógłby powiedzieć, że Japończycy mają obsesję. Kiedy mój synek chodził do żłobka, jedna z matek ubolewała nad faktem, że jej dziecko nie potrafi się tam wypróżniać, jako że ta akurat placówka nie była wyposażona w "Washlety". Wówczas myślałam, że dzieciak jest rozpieszczony, ale dziś, gdy rozmawiamy z przyjaciółmi o życiu za granicą, zawsze wspominamy o braku "Washletów" jako o jednym z czynników będących źródłem niewygody.

W szkole podstawowej mojego syna przeprowadzono ankietę, w której zapytano dzieci o to, co stresowało je podczas programu wymiany z australijskimi uczniami. Na jednym z kwestionariuszy znalazła się odpowiedź następującej treści: "strumień wody podczas spłukiwania toalety miał inny kierunek, niż w Japonii".

Podobnie jak Kana Uemura, my, zwykli Japończycy, bez skrępowania rozmawiamy o tym, co dzieje się w toalecie. Kiedy odkryłam, że "Washlet" zainstalowany w moim mieszkaniu nie posiada nawiewu ciepłego powietrza suszącego pupę po umyciu, zadzwoniłam do działu obsługi klienta firmy TOTO, by dowiedzieć się, czy moją toaletę da się "doposażyć". Wkrótce wdałam się w dyskusję z młoda konsultantką, którą zapytałam, czy bez nawiewu skrawki papieru toaletowego pozostaną na mokrej pupie. Dziewczyna zapewniła mnie, że "każdego ranka korzysta z "Washletu" bez nawiewu ciepłego powietrza, ale nic jej się nie przylepia".

W przeszłości troski związane z toaletą były o wiele bardziej przyziemne - priorytetami były czystość, dobre oświetlenie i bezpieczeństwo. Czterdzieści lat temu, kiedy chodziłam do szkoły podstawowej, ubikacje w Japonii wyglądały zupełnie inaczej. Były to latryny kompostujące, tak głębokie, że wydawało się, iż nie mają dna. Po naszym miasteczku krążyła specjalna szambiarka, która zasysała odchody za pomocą grubego, szarego węża.

W takich wilgotnych latrynach ja i moi rówieśnicy straszyliśmy się nawzajem opowieściami o rękach wynurzających się z wykopanego dołu, albo o pływających na jego dnie gałkach ocznych. Do najbardziej rozpowszechnionych "toaletowych" historii grozy należy legenda o Hanako-san, dziewczynce-widmo straszącej w szkolnych toaletach.

Znane są różne jej wersje, ale najpopularniejsza jest ta, która przedstawia ją jako uczennicę szkoły podstawowej o bladej cerze i fryzurze a'la bob, której słabiutki głos odzywa się w pustej kabinie. W klasie mojego synka książeczki o Hanako-san są wciąż popularne, mimo iż - jak sam mówi - dziś "toalety są tak czyste, że nie ma szans, by Hanako-san się w nich pojawiała".

Zamiast Hanako-san w toalecie można za to spotkać... samotną duszę spożywającą swój lunch. Ostatnio do naszego leksykonu weszło wyrażenie "benjo meshi", czyli "łazienkowy posiłek", dotyczące uczniów, studentów i pracowników firm. Jest to nic innego, jak posilanie się w toaletowej kabinie przez osobę, która nie chce być postrzegana jako ktoś, kto nie potrafi znaleźć sobie towarzystwa na czas lunchu. Osobiście nie spotkałam nigdy nikogo, kto praktykuje "benjo meshi", może więc to być równie dobrze miejska legenda. Jednak sam fakt jej istnienia sugeruje, że w toalecie czają się pokłady strachu i samotności. Takiej udręki nie może zrekompensować nawet najbardziej zaawansowana technologia. Przynajmniej na razie...

Kumiko Makihara

"New York Times" / "International Herald Tribune"

Tłum. Katarzyna Kasińska

Dowiedz się więcej na temat: Japończycy | muszla klozetowa | The New York Times | muszle

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje