Jeden człowiek przeciwko Kremlowi

Williamowi F. Browderowi udało się bardzo zdenerwować Kreml. To najlepsze na co mógł liczyć po trzyletniej kampanii, mającej na celu obciążenie rosyjskich urzędników państwowych winą za śmierć Siergieja Magnitskiego - 37-letniego prawnika, który zmarł w więzieniu w 2009 roku.

Na szczęście dla Browdera, kiedy przywódcy Rosji są naprawdę wściekli, używają amunicji, która często rykoszetem uderza ich w stopę lub nawet w twarz.

Reklama

Z biura w Londynie, którego ściany oklejone są artykułami prasowymi na temat jego sprawy, Browder odpiera każdy wymierzony w niego atak i przetwarza go na kolejny dowód na to, że ma do czynienia ze "złym, morderczym, obłudnym i mściwym reżimem kierowanym przez Władimira Putina".

Sedno sprawy

- Gdzie jest sedno sprawy? - pyta Browder, Brytyjczyk urodzony w Stanach Zjednoczonych, mówiąc o wydanym wobec niego niedawno przez sąd w Moskwie nakazie aresztowania.

- Istotą jest to, że w Rosji istnieje kleptokracja prowadzona przez Putina i wszystkich facetów wokół niego - odpowiada. - Oni nie pracują po to, by służyć społeczeństwu, ale po to, by kraść pieniądze - twierdzi.

Na pierwszy rzut oka, walka między Browderem a Rosją jest nierówna. Jeden człowiek przeciwko Kremlowi - to brzmi jak komiczny tytuł książki.

W rzeczywistości, wszystko zmieniło się w grudniu ubiegłego roku, gdy Kongres Stanów Zjednoczonych, po ciężkim lobbingu Browdera, przyjął tzw. listę Magnitskiego, która nakłada sankcje na 18 urzędników rosyjskich, rzekomo zamieszanych w sprawę śmierci znanego prawnika.

Krucjata Browdera stała się wielkim atakiem dyplomatycznym, który jeszcze bardziej komplikuje i tak już napięte stosunki pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją.

Rosja ostrzega Europę

Browder mówi, że rosyjska reakcja na tę ustawę, zwłaszcza zakaz adopcji rosyjskich dzieci przez Amerykanów, była wymierzona w Europę, gdzie podobne sankcje wobec rosyjskich urzędników - zakaz wydawania wiz i zamrożenie aktywów - mogłyby zaszkodzić członkom elity rządzącej, którzy ulokowali tu swoje aktywa.

"Przesłanie, jakie skierowali do Europy brzmi: Nie zadzierajcie z nami!".

Walka Browdera przeciwko władzom rosyjskim rozpoczęła się przed śmiercią Magnitskiego. W listopadzie 2005 r., Browder - krzykliwy obrońca Putina w czasie, kiedy jego firma, Hermitage Capital Management, była wiodącym inwestorem zagranicznym w Rosji - został wydalony z tego kraju z powodów, które pozostają niejasne.

Mocne ataki

W 2008 roku rozpoczął medialny atak, oskarżając grupę rosyjskich urzędników o przywłaszczenie 230 milionów dolarów zwrotu podatku.

Od czasu przyjęcia przez USA ustawy, władze rosyjskie nasiliły ataki na Browdera (a co za tym idzie na Magnitskiego, który jest pośmiertnie sądzony).

W styczniu, podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, w Szwajcarii, premier Dmitrij Miedwiediew powiedział, że dochód Browdera w Rosji "nie był całkowicie czysty".

Dwa miesiące później, padły nowe oskarżenia. Posądzono go o nielegalne pozyskiwanie akcji Gazpromu w latach 2001 - 2004.

Również w marcu, rosyjska stacja telewizyjna wyemitowała program, w którym oskarżono Browdera (i razem Magnitskiego) o popełnienie "zbrodni stulecia", a także o morderstwo i szpiegostwo.

Nowe zarzuty, w których posądza się Browdera o próbę "wpływania" na rosyjski monopol gazowy, są komentowane jako "śmieszne" nie tylko przez Browdera, ale również kilku innych inwestorów zagranicznych, którzy byli aktywni w Rosji w tym czasie.

- Został opracowany cały przemysł dla własności zagranicznej przez rosyjskie firmy inwestycyjne - tłumaczy Browder. - Ja i około 1000 innych inwestorów zagranicznych, posiadaliśmy udziały w Gazpromie, które zostały w pełni uznane przez rząd rosyjski, ujawnione i zatwierdzone - mówi.

Drwi z zarzutu próby "wpływania" na Gazprom. Rzeczywiście, w 2000 roku Browder, wraz z innymi akcjonariuszami Gazpromu, rozpoczął udaną kampanię, aby ujawnić kradzieże na szczycie firmy. - Teraz zatrzymanie przestępczości w Gazpromie staje się zbrodnią - ocenia.

Paradoks, który irytuje

Minęła dekada i teraz Browder, przebiegły gracz na mrocznych rynkach rosyjskich, który zrzekł się obywatelstwa Stanów Zjednoczonych w 1999 roku, stał się orędownikiem praw człowieka, przy pełnym poparciu ze strony Kongresu USA - paradoks, który irytuje niektórych z jego byłych kolegów.

Browder obrusza się na pytanie, dlaczego oddał swój paszport amerykański, kiedy stał się obywatelem brytyjskim. Odnosi się do "psychologicznych" konsekwencji bycia wnukiem Earla Browdera, który ponad 60 lat temu stał na czele Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych.

Odrzucił również koncepcję, że wykorzystuje amerykańską dyplomację do osobistego dążenia do sprawiedliwości i zemsty.

Porównuje sprawę Magnitskiego do kampanii na Steve'a Biko, bohatera ruchu anty-apartheidu RPA, który zmarł w areszcie w 1977 roku.

"To jest charakterystyczny przypadek - powiedział. - Drzwi zostały otwarte, nakłuta została bańka bezkarności w Rosji".

Jak dotąd jednak, przypadek Magnitskiego nie miał żadnego wpływu w samej Rosji. Urzędnicy Kremla otrzymali amerykańską listę z nazwiskami urzędników i obiecali ich chronić.

- Jest zbyt wcześnie - twierdzi Browder. - Efekty będą widoczne za wiele lat - dodaje.

Nic nie wskazuje na to, że Browder podda się ze względu na koszty lub ryzyko osobiste.

- Walczymy w wojnie ze złym systemem, który próbuje nas zniszczyć - twierdzi.

"Czy żyję w strachu? Czy jakkolwiek zmieniłem swoją kampanię ze względu na mordercze skłonności rządu rosyjskiego? Odpowiedź brzmi: nie".

Celestine Bohlen

New York Times News Service

Tłum. AK, śródtytuły od redakcji INTERIA.PL

New York Times/©The International Herald Tribune
Dowiedz się więcej na temat: Wladimir Putin | Władimir Putin

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje