Jezus też ma stronę na Facebooku

41-letni lekarz Aaron Tabor, dietetyk z Południowej Karoliny, znalazł sposób na stworzenie najbardziej zaangażowanej - w skali całego świata - grupy fanów na Facebooku, wykraczającej daleko poza działania marketingowe podejmowane przez celebrytów i drużyny sportowe. Sięga po słowa Jezusa i wysyła je cztery lub pięć razy dziennie.

Ojciec Tabora wygłaszał kazania w kościołach w Alabamie i Karolinie Północnej. Strona, którą dietetyk założył na Facebooku, to Jesus Daily. Swoją działalność rozpoczął w kwietniu 2004 r. Początkowo traktował to jako hobby. Niedługo potem zaczął używać Facebooka do promowania swojej książki o dietach i prowadzonego w sieci biznesu. Sprzedawał napoje sojowe, batony proteinowe i suplementy.

Reklama

Z analiz prowadzonych na AllFacebook.com wynika, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy liczba ludzi, którzy "polubili", skomentowali i podzielili się linkami z Jesus Daily, wyprzedziła pozostałe strony - w tym funpage Justina Biebera.

Media społecznościowe zmieniły sposób porozumiewania się ludzi, pracy, odnajdywania się nawzajem i zakochiwania. Za wcześnie, by stwierdzić, że zmieniły również sposób, w jaki praktykuje się religię, ale liczba osób rozmawiających o wierze na Facebooku znacząco wzrosła w ciągu ostatniego roku.

Ogólnie rzecz biorąc 31 proc. użytkowników Facebooka w Stanach Zjednoczonych i 24 proc. użytkowników spoza USA zamieszcza wyznanie w swoim profilu. Ponad 43 miliony ludzi są fanami co najmniej jednej strony skategoryzowanej jako religijna.

Większa część dyskusji na platformach społecznościowych jest prowadzona przez osoby duchowne, kościoły, synagogi i inne religijne instytucje, aby zachęcić użytkowników i wzmocnić powiązania między członkami społeczności.

Nowym zjawiskiem jest wybieranie stron, które - podobnie jak Jesus Daily - zostały założone przez ludzi, którzy nie są osobami duchownymi, ani instytucjami kościelnymi.

Jesus Daily ma 8,2 mln fanów, 3,4 mln interakcji tygodniowo w porównaniu do 630 tys. interakcji między 35 milionami fanów strony Justina Biebera.

Funkcjonująca na Facebooku strona The Bible, prowadzona przez United Bible Societies z Reading (Anglia), ma 8 mln fanów i także przebija Biebera w kwestii liczby interakcji.

Poza stronami Lady Gagi, Texas Hold'em Poker i Manchester United, Joyce Meyer Ministries znajduje się w czołowej dwudziestce, wraz z innymi stronami poświęconymi Jezusowi Chrystusowi, hiszpańskojęzyczną stroną Dios Es Bueno czy God Is Great. Facebook ma swoją pierwszą opartą na Pismie Świętym grę - Wyprawa Mojżesza.

Ale czy "bycie fanem" kościoła on-line jest zbliżone do czczenia Boga w rzeczywistości?

Chociaż papież Benedykt XVI wyraził w swoim ostatnim oświadczeniu, że media społecznościowe oferują "wspaniałą okazję", ostrzegł wiernych, że "wirtualny kontakt nie może i nie powinien zastępować bezpośrednich relacji z ludźmi na żadnej płaszczyźnie naszego życia".

Wielebny Henry G. Brinton, pastor Presbyterian Church w Fairfax w stanie Wirginia, który pisze bloga i korzysta z Facebooka, mówi, że (...) nie jest możliwe samodzielne wielbienie Boga w sieci. - Nie mówię, że powiązania tworzone na platformach społecznościowych są bezwartościowe, ale nigdy nie zastąpią prawdziwego obcowania z ludźmi podczas wspólnego oddawania czci Bogu"

"Być może największą okazją dla duchownych i instytucji kościelnych jest znalezienie i utrzymanie nowych członków, jak pisze wielebny Kenneth Lillard, autor książki "Social Media and Ministry: Sharing the Gospel in the Digital Age." Uważa, że Facebook i inne narzędzia społecznościowe, w tym Google Plus, YouTube i Twitter, dają wspaniałą szansę duchownym na powiększanie swoich wspólnot, od czasu, jak prasa drukowana pomogła Marcinowi Lutrowi w czasie reformacji.

Od chwili, gdy trzy lata temu Laura Baum z Congregation Beth Adam w Cincinnati, zaczęła wykorzystywać media społecznościowe, synagoga dotarła do tysięcy ludzi z całego świata i w znaczący sposób zwiększyła liczbę ludzi biorących udział w piątkowych modlitwach. Strona oferuje czytania poprzez nagrania na żywo na Facebooku, umożliwiając wiernym z całego świata przyłączenie się do modlitwy i rozmowy na Facebooku i Twitterze.

- Jest grupa ludzi, którzy zawsze będą preferować osobiste spotkania, którzy uwielbiają spędzać czas w jednym pomieszczeniu z innymi współwyznawcami i czuć zapach świeżo upieczonej chałki. I część ludzi, którzy wolą być on-line - mówi 32-letnia Baum.

- Są po prostu ludzie, którzy wolą sprawdzać nasze tweety przez telefon lub słuchać naszych podcastów. Nie uważam, że korzystanie z nowych technologii jest dobre dla każdego. My po prostu znaleźliśmy wspólnotę w sieci. Wiele z tych osób nigdy wcześniej nie czuło takiego związku z judaizmem - dodaje.

Dla niektórych Jesus Daily stał się społecznością wierzących, miejscem, w którym ludzie dzielą się swoimi problemami i otrzymują słowa wsparcia.

- Jesus Daily przypomina mi codziennie, że nie jestem sama - mówi Kristin Davis-Ford, samotna matka i studentka z Houston. - Każda prośba o modlitwę, którą wysyłam, nie pozostaje bez odpowiedzi - mówi.

Tabor wysyła samodzielnie większość postów, wykorzystując techniki marketingowe, których nauczył się prowadząc swój biznes związany z dietami (...).

- Chcę, żeby ta strona była zachętą - mówi. - Jest tyle osób, które walczą z rakiem, próbują utrzymać swoje małżeństwa, czy odbudować relacje z dziećmi. Jest tyle osób, które nie mają pracy, są na krawędzi i chcę, żeby Jesus Daily stał się miejscem, w którym zawsze będą mogli znaleźć otuchę - bez względu na to, jaką walkę prowadzą - tłumaczy.

Jennifer Preston/New York Times News Service

Tłum. Ewelina Karpińska-Morek

Dowiedz się więcej na temat: Facebook | Jezus | religia | Justin Bieber | wiara

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje