Krajobraz po przejściu tsunami

Opuszczony biały budynek mieszkalny pokazuje ogrom tragedii. Skutki katastrofy widać na każdym piętrze.

Na parterze, w miejscu gdzie kiedyś były podłogi, okna i sufity, pozostały wielkie dziury.

Reklama

Na drugim piętrze z niektórych dziur wystają kawałki aluminium.

Więcej metalu jest na trzecim piętrze - to pozostałości po ramach okiennych. Na czwartym piętrze, w dziurach, są poziome i pionowe metalowe pręty. Na piątym i ostatnim piętrze widać wreszcie to, co było niegdyś na każdym poziomie tego budynku: biały parapet i szklane przesuwane drzwi balkonowe.

Budynek położony w mieście Rikuzentakata jest niesamowitą ilustracją potęgi tsunami. Pierwsze cztery piętra są kompletnie zdewastowane. Jednak im wyżej, tym mniejsza siła żywiołu, dlatego piąte piętro ocalało.

Władze miasta zdecydowały niedawno, że zachowają ten budynek jako obraz zniszczeń spowodowanych przez trzęsienie ziemi i tsunami, które nawiedziło północno-wschodnie wybrzeże Japonii w dniu 11 marca 2011 roku.

Pomniki tragedii

W pobliżu budynku, żółte koparki wciąż pracują i przekopują ziemię - szykują podstawy pod budowę nowej konstrukcji.

Tereny naznaczone przez siłę tsunami są czyszczone z typową dla Japończyków dokładnością. Samorządy lokalne zdecydowały jednak, by pozostawić niektóre zdewastowane budynki "na pamiątkę", uznano, że powinny być one pod szczególną ochroną jako "pomniki" tragedii.

Decyzja ta okazała się być kontrowersyjna i nie spotkała się z powszechną akceptacją.

Podniosły się głosy mieszkańców, mających domy w okolicy, by budynek wyburzyć. Jak tłumaczą, nie potrzebują, by przypominać im o skali dramatu i o stratach jakie ponieśli. W Japonii nie ma tradycji budowania solidnych konstrukcji. Wręcz przeciwnie, od lat częściej wykorzystywane jest drewno, a nie kamień.

Jedynym z wyjątków jest budynek, który przetrwał bombardowanie Hiroszimy - jego stalowa kopuła stała się powszechnie znanym symbolem rzeczywistości nuklearnej wojny.

Przeciwnicy tej decyzji martwią się także, że na utrzymanie tych "pomników" przeznaczane będą pieniądze ze środków funduszu odbudowy.

Dramat "na żywo"

Bezprecedensowa ilość wizualnych zapisów tej klęski żywiołowej i upowszechnianie ich przez media w całym kraju i na świecie wywołało burzliwą debatę.

Ludzie w całej Japonii zobaczyli 330-tonowy statek, który były myty i czyszczony w środku miasta albo budynek sprzed którego młoda dziennikarka na żywo informowała o nakazie ewakuacji, aż wreszcie i on został porwany przez falę tsunami.

Takashi Murakami rozpoczął projekt konserwatorski statku.

Na statku znaleźć można było wszystko, nawet powyginane znaki drogowe.

Murakami zaczął zbierać to, co mógł zmieścić się w samochodzie - do tej pory zebrał około 100 elementów, takich jak pojemniki z olejem, gaśnice, znaki uliczne.

Krytyk kultury Hiroki Azuma utworzył grupę, która ma się zająć zbadaniem możliwości utworzenia ze likwidowanego reaktora jądrowego w prefekturze Fukushima celu turystycznych i edukacyjnych wycieczek.

"Chcemy, by ludzie wiedzieli"

Władze prefektury Miyagi wydały wytyczne konserwatorskie dla swoich miast.

Budynki powinny być konstruowane tak, by w przyszłości móc uratować życie lub mieć potencjał, by kształcić przyszłe pokolenia w temacie zapobiegania katastrofom.

Konstrukcje muszą spełniać normy bezpieczeństwa i nie zakłócać planów odbudowy.

Władze Rikuzentakaty, położonej w sąsiedniej prefekturze Iwate, postanowiły nie oszczędzać żadnych budynków, w których zginęli ludzie. Choć niektórzy widzą potrzebę istnienia pomników, które przypominałyby o skali zniszczeń wywołanych przez potężną falę tsunami.

- Elementy konstrukcji, które przywoływałyby na myśl tragedię powinny tu pozostać - przekonuje Akira Kugiko, która oprowadza turystów po zniszczonych obszarach.

- Potrzebujemy, aby ludzie wiedzieli, co tu się stało - dodaje.

Ilustracja skali zniszczeń

Ale miejsca te są niszczone. W zeszłym miesiącu zburzono budynek urzędu miasta w Rikuzentakacie, w którym, tak jak i w wielu sąsiednich budynkach zakwalifikowanych do ewakuacji, zginęły dziesiątki Japończyków.

Widok starego urzędu miejskiego był "żywą ilustracją" skali zniszczeń.

Na pierwszym piętrze były dwa zgniecione samochody, ich koła zanurzone były z mule. Na ścianie wielki czerwony krzyżyk, wskazujący na to, że w tym miejscu odnalezione zostało ciało. To znak pozostawiony przez śledczych - plastry przyklejone do ściany, oznaczające, że "śledztwo zostało zakończone".

Dalej, wzdłuż wybrzeża, na południe, w miejscowości Kesennuma, leży słynny statek. Widok 60-metrowego kadłuba jest dziś jeszcze bardziej uderzający, gdy wrak został oczyszczony.

Wielu mieszkańców apeluje o to, by go pozostawić, po to, by przypominał o ogromnie katastrofy.

A także po to, by do miasta wciąż przyjeżdżali turyści, którzy specjalnie wybierają ten kierunek, żeby zobaczyć słynny wrak.

"Cudowna sosna"

Ale jest grupa ludzi sprzeciwiających się pozostawieniu statku. To przede wszystkim mieszkańcy okolicznych domów, które zostały spalone, po tym jak ogień wybuchł na wraku.

Pod wrakiem są zwęglone pozostałości po samochodach, zardzewiałe felgi. A nie wiadomo, co jeszcze przykrył statek.

Z okazji 11 marca, czyli drugiej rocznicy uderzenia niszczycielskiej fali tsunami, urzędnicy Rikuzentakaty, oczyścili i wyeksponowali to, co nazywane jest "cudowną sosną".

To drzewo, które pozostało nienaruszone, mimo zniszczenia i zrównania z ziemią całego lasu.

27-metrowe drzewo obumarło w zeszłym roku, po tym, jak jego korzenie zgniły pod wpływem wody morskiej. Zostało jednak wydrążone, wypełnione włóknem węglowym i ozdobione specjalnie przygotowanymi gałęziami i liśćmi.

Nowe drzewo nie symbolizuje ludzkiej słabości w obliczu klęsk żywiołowych. Miasto ma nadzieję, że jego majestatyczna replika będzie symbolem zachęcającym do odbudowy i odnowy.

Kumiko Makihara

The International Herald Tribune

Tłum. AK, śródtytuły od redakcji INTERIA.PL


New York Times/©The International Herald Tribune
Dowiedz się więcej na temat: Japonia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje