Królewskie życie, boskie życie

Tajska monarchia jest obrzydliwie bogata z jednego powodu. Sprawiła, że poddani traktowali króla Bhumbola jak buddę - czytamy na łamach "The New York Times".

Bhumibol Adulyadej, zmarły król Tajlandii, został skremowany 26 października na trawiastym terenie przed Wielkim Pałacem w centrum Bangkoku. Zmarł ponad rok temu, po 70 latach panowania. Przypisuje mu się przekształcenie Tajlandii w nowoczesne państwo narodowe i zjednoczenie kraju w czasach politycznych zawirowań.

Reklama

Armia królewskich artystów i rzemieślników zbudowała na tę okazję skomplikowaną konstrukcję, która w tajskiej hindusko-buddyjskiej kosmologii symbolizuje góry, kontynenty i oceany na krańcu wszechświata. Stos pogrzebowy, mający dokładnie 50,49 m wysokości, przedstawia górę Meru, która ma połączyć królestwo ludzkie z boskością.

Wybrano 7 500 osób, które zostały zaproszone na teren pałacu na pięciodniową ceremonię, jednak w pobliżu pałacu zgromadziło się znacznie więcej żałobników. Według doniesień rząd wydał od 30 do 90 milionów dolarów na przygotowania. Osiemdziesiąt pięć replik ołtarza z Bangkoku powstało w całym kraju, a na świecie z tej okazji powstało prawie 100 pomników.

Koszt, tłumy, znakomite odtworzenie starożytnego spektaklu - wszystko to może wydawać się odpowiednie dla króla, ale skala podniosłości sygnalizuje niezwykłą ewolucję. Chociaż główne rytuały tajskiej kremacji królewskiej niewiele się zmieniły od XIV wieku, otaczająca je widowiskowość odzwierciedla interesy polityczne każdego okresu. W ciągu ostatniego stulecia monarchia tajlandzka przeszła od pozornie skromnego stylu do bezwstydnie bogatego - i udało jej się to poprzez uczynienie z króla Bhumibola postaci podobnej do Buddy.

W XIX wieku integracja Siamu, (tak wówczas nazywano Tajlandię), z gospodarką światową umocniła potęgę i bogactwo rodziny królewskiej. Ale to sprawiło także, że monarchia była podatna na ataki despotyzmu i marnotrawstwa, dokładnie w czasach, kiedy poddani stawali się coraz bardziej szczerzy, ośmieleni rewolucjami, które zachodziły w innych krajach. Wcześniej, przez wieki, zachęcano ludność do świętowania "wniebowstąpienia" króla Syjamu   za pomocą teatru, fajerwerków i innych publicznych wydarzeń. Jednak właściwa ceremonia kremacji była trzymana z dala od ludzkich oczu.

Na przełomie XIX i XX wieku, zwłaszcza po zniesieniu niewolnictwa w Siamie w 1905 r., nawet królewskie ceremonie dostosowywały się do zmieniających się norm dotyczących odpowiedzialności państwa. Kremacja króla Chulalongkorna, znanego również jako Rama V w 1911 roku, była pierwszą taką okazją, która odzwierciedlała to zjawisko.

Postępowano częściowo wzorując się na królewskich pogrzebach w Europie - kontynencie uważanym wówczas za awangardę nowoczesności - nie odbywały się uroczystości, ale publiczność mogła uczestniczyć w samej ceremonii. Do tych instrukcji zastosował się sam król Chulalongkorn: poprosił on, aby jego stos pogrzebowy został zredukowany z 80 metrów - taką wysokość miała konstrukcja użyta do kremacji Ramy IV w 1868 r. - do 33 metrów.

Stos kremacyjny Ramy VI w 1926 r. był jeszcze mniejszy: mimo że próba obalenia monarchii w 1912 r. nie powiodła się, skargi na jego ekstrawagancje stawały się coraz głośniejsze. Po rewolucji 1932 r. przekształcił Siam z monarchii absolutnej w konstytucyjną, a koszty oficjalnych ceremonii naturalnie pozostały delikatną kwestią polityczną.

Potem, w 1946 r., na tron wstąpił Bhumibol i po dyskretnej pierwszej dekadzie rządów  w dużej mierze z dala od wścibskich oczu, jego panowanie nabrało rozpędu. Proamerykański wojskowy zamach stanu w 1958 r., umieścił króla (urodzonego w USA) w centrum zainteresowania, a tajska publiczność zareagowała entuzjastycznie.

Dzisiaj, sześć dekad później, niewiele się mówi o kosztach kremacji króla Bhumibola. Mówi się, że dwanaście milionów Tajlandczyków odwiedziła jego "grób", ponieważ było ono wystawione na widok publiczny. Stos pogrzebowy króla Bhumibola, czyli Ramy IX, był większy od stosu Ramy IV.

Królowi Bhumibolowi przypisuje się powstrzymanie ruchu komunistycznego podczas zimnej wojny, liberalizowanie tajlandzkiej gospodarki i utrzymywanie kraju w zgodzie, pomimo jego  podzielonej polityków. Ale innym z jego wielkich sukcesów, przynajmniej dla monarchii, było sprawienie, by bogactwa królewskie wydawały się święte, a jakikolwiek wkład w nie był  cnotliwy.

W kraju dotkniętym nierównością ekonomiczną i powszechną korupcją król Bhumibol był przedstawiany jako życzliwy i oszczędny, oderwany od świata materialnego i zamartwiający się przede wszystkim dobrobytem poddanych. (Po śmierci króla wyciśnięta tubka jego pasty do zębów była wystawiona publicznie, położona z dbałością na złotej tkaninie, jako dowód jego legendarnej ekonomii).

Status samego Króla Bhumibola jako niemal buddy pomógł także przekształcić monarchię tajlandzką z oblężonej instytucji, walczącej o przetrwanie polityczne i finansowe, na początku jego rządów, do kwitnącej, niemal korporacyjnej wersji.

Rodzina królewska, po części dzięki braniu udziału w wielu projektach biznesowych, czy związanych ze sztuką i organizacjami charytatywnymi, zaistniała w centrum życia kulturalnego i społecznego Tajlandii -  z dala od brudnej, brutalnej rzeczywistości kapitalizmu i politycznych gier. Przeznaczenie pieniędzy lub praca na rzecz króla jest uważana za dobry uczynek, a więc jest też okazją na polepszenie swoich szans na pomyślne odrodzenie w buddyjskim cyklu reinkarnacji.

Darowizny na królewskie gospodarstwo od śmierci króla Bhumibola wyniosły ponad 26 milionów dolarów. Dziesiątki tysięcy Tajlandczyków zgłosiło się na ochotnika, aby wesprzeć ceremonię kremacji, zapewniając nocleg, transport i bezpieczeństwo, a także usługi porządkowe.

Według rządowego departamentu ds. public relations, wolontariusze poniżej 17. roku życia otrzymali skarbonki na których wygrawerowano słowa zmarłego króla: "Potęgą ludzi, którzy myślą pozytywnie, robią dobre uczynki i są wdzięczni, jest siła, która przyniesie pokój i dobrobyt dla rodzin, społeczności i kraju".

Materialne dziedzictwo króla Bhumibola również jest wspaniałe. The Crown Property Bureau, agencja zarządzająca finansami królewskimi, znacznie rozszerzyła swoją ofertę biznesową. Ani majątek biura, ani jego operacje nie są w pełni jawne, ale monarchia tajlandzka jest obecnie uważana za najbogatszą na świecie, z szacowaną fortuną wynoszącą co najmniej 30 miliardów dolarów. Pod rządami króla Bhumibola królewska rodzina Tajlandii stała się bajecznie bogata, kultywując pozór skromności i czyniąc bogactwo nieistotnym - a raczej boskim.

(Matthew Phillips jest historykiem na Uniwersytecie Aberystwyth w Walii).

Matthew Phillips/The New York Times

Tłum.: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje