Krytyczna więź: Niemcy i Grecja

Relacje między dwoma dużymi gospodarkami Unii Europejskiej - tą najsilniejszą i tą najsłabszą - są w krytycznym punkcie - czytamy na łamach "The New York Times".

Stosunki między krajem o najsilniejszej gospodarce w Unii Europejskiej a tym, który został najbardziej dotknięty przez kryzys były bardzo napięte, ale ich więź się utrzymała. Jednak właśnie teraz, gdy wymaga ona wzmocnienia, związek między Niemcami a Grecją może paść ofiarą kolejnych turbulencji.

Reklama

Podczas kryzysu w Grecji obserwowaliśmy gniewne wymiany zdań w greckich i niemieckich mediach. Populistyczna retoryka prezentowana po obu stronach, zachęcała wręcz do kreowania narodowych stereotypów, wpływając jednocześnie na wewnętrzną politykę każdego z tych krajów i stosunki między nimi.

Jednak potrzeba Niemiec i innych krajów, aby wesprzeć Grecję, sprawiła, że dążenie do jedności w Europie się wzmocniło. Wydaje się, że nastroje w Grecji nieco się uspokoiły. Mimo to Niemcy są teraz pod wpływem uproszczonych narracji - potencjalnie kosztem Grecji i Unii Europejskiej.

Niepowodzenie w utrzymaniu strefy euro w stanie nienaruszonym byłoby katastrofą - zarówno pod względem gospodarczym i społecznym dla Grecji, ale także dowodem na brak woli politycznej do ochrony europejskiego projektu.

W Grecji centrum polityczne uległo rozdrobnieniu, z korzyścią dla wcześniej marginalizowanych grup ekstremistycznych, które wykorzystywały publiczne niezadowolenie, nie rozwiązując jednocześnie problemów, które je powodują. Utrudniło to konsensus potrzebny do odbudowy kraju. Niedawne wybory w Niemczech pokazują, że mieszanka politycznych namiętności i uproszczonych narracji ekonomicznych znajduje się w centrum uwagi.

Problemy gospodarcze Grecji wywołały pierwszy poważny kryzys w Unii Europejskiej. Niemiecka kanclerz Angela Merkel opowiedziała się za pozostawieniem Grecji w strefie euro, ale nie ułatwiała jednocześnie tej sprawy Atenom. Chciała w ten sposób uniknąć krytyki w swoim kraju. Teraz, gdy jej konserwatywna partia wygrała wybory znikomą większością głosów, Merkel prawdopodobnie znajdzie się pod presją, by jeszcze bardziej utrudniać życie Grekom.

Ironią losu jest to, że do niedawna to greccy politycy najgłośniej sprzeciwiali się ratunkowi finansowemu, a partie opozycyjne piętnowały rząd za korzystanie z funduszy UE. Obecny rząd - koalicja radykalnie lewicowej i nacjonalistycznej prawicy - doszedł do władzy na początku 2015 roku na fali anty-oszczędnościowej, często antyniemieckiej retoryki. Premier Alexis Tsipras zażądał wsparcia bez żadnych zobowiązań.

Kiedy partnerzy Grecji i wierzyciele zorientowali się, że blefuje, a Grecja nie zapłaciła ani grosza Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, kraj znalazł się na krawędzi wyjścia ze strefy euro. Wówczas Tsipras podpisał nową umowę o dofinansowanie na jeszcze surowszych warunkach. Zmuszony do porzucenia swojej radykalnej polityki, zaczął polegać na niemieckiej kanclerz, jej poparciu i zrozumieniu. Ale jego brutalność podkopała wcześniejsze starania i doprowadziła Grecję do recesji. Kraj wciąż próbuje się podnieść, a gospodarka dopiero w tym roku wykazuje umiarkowany wzrost.

Teraz niemieccy politycy grożą zerwaniem relacji, która trzymała w ryzach strefę euro.  Jeszcze przed wyborami 24 września, fala poparcia dla skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec wypaczyła politykę kraju, a członkowie innych partii powtarzali niektóre z jej żądań, w tym sprzeciw wobec strefy euro i poparcie dla Grecji.

Próbując stworzyć koalicję rządzącą, Merkel będzie musiała pogodzić sprzeczne kierunki polityki wśród potencjalnych partnerów i uspokoić nastroje we własnej partii.

Wolna Partia Demokratyczna, która dla Merkel jest najbardziej prawdopodobnym partnerem, opowiada się za twardą linią w sprawie Grecji. Niedawno przywódca partii Christian Lindner oskarżył przyszłego ministra finansów Wolfganga Schäuble, który wielokrotnie proponował, by Grecja opuściła strefę euro (przynajmniej tymczasowo), o to, że jest "zbyt miękki". Lindner uważa, że należy wymagać od Grecji, nie umarzać jej długów, a Niemcy powinny utrzymać surową politykę fiskalną wobec Europy.

To ciężkie czasy dla liberalnej demokracji. Zagrożenie dla Unii Europejskiej i jej zasad wymaga silniejszego związku, jak podkreślił nowy prezydent Francji, Emmanuel Macron. Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej, wskazuje z kolei na potrzebę zadbania o wartości społeczne, wykraczając tym samym poza obawy o jednolity rynek i strefę euro.

W ciągu ostatnich kilku lat Merkel zezwoliła na bycie "bliżej unii". Na początku kryzysu wcale nie było to tak oczywiste. W 2010 roku nie istniał żaden scentralizowany fundusz na ratowanie Grecji. System, który został przyjęty, głównie z powodu nacisków Niemiec, dotyczył krajów strefy euro udzielających Grecji dwustronnych pożyczek; ich warunki były karygodne, a podatnicy w krajach donatorów mieli świadomość, że ich pieniądze idą na ratowanie Greków, a nie na ochronę wspólnej waluty.

To wywołało podejrzliwość wobec Grecji w wielu krajach. Z tego powodu kraje zaczęły kłaść nacisk na interesy narodowe, zamiast zachęcać do zaufania do wspólnoty europejskiej. Kryzys imigracyjny nasilił się, gdy kilka krajów wyłamało się z szeregu polityki Unii Europejskiej, wznosząc mury i odmawiając przyjęcia kwot uchodźców, wybierając własne interesy i stawiając je ponad zasadami UE.

Strefa euro dysponuje teraz instytucjami i procedurami, aby poradzić sobie z kryzysami gospodarczymi. Zajmowano się już kryzysami w Irlandii, Portugalii i na Cyprze bez wywoływania zamieszek podobnych do tych w Grecji.

Europejski Bank Centralny - pomimo niemieckich protestów - odgrywa bardziej aktywną rolę w obronie euro i państw członkowskich niż w 2010 roku. Dopóki Grecja pozostaje w stanie zawieszenia, jest ona jednak wyłączona z programu skupu obligacji EBC, który dałby greckim bankom większą płynność i poprawiłby zaufanie do gospodarki.

Nic dziwnego, że populiści osiągają sukcesy w Niemczech. Wciąż jednak stoi za nimi niewielki procent wyborców i nie powinno się dopuszczać nieproporcjonalnych głosów w polityce krajowej. Stawka jest zbyt wysoka. W Grecji zobaczyliśmy, co dzieje się, gdy na scenie dominują politycy z hasłami, a nie poważnymi propozycjami. W Grecji jednak to Grecy płacą za swoje błędy. Świat nie może sobie pozwolić na to, aby Niemcy popełnili ten sam błąd.

Jeśli Niemcy nie będą działały na rzecz jedności europejskiej, oznaczać to będzie utratę przywództwa o historycznych konsekwencjach. Jeżeli najsłabsze ogniwo Unii Europejskiej nie wytrzyma, wspólnota może się rozpaść. Jeśli narody pozwolą nieodpowiedzialnym mniejszościom dyktować politykę i rządzić, to co je powstrzyma przed rozpadem?

(Nikos Konstandaras jest felietonistą w gazecie Kathimerini.)

Nikos Konstandaras/The New York Times

Tłum.: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje