Kto cieszy się z reelekcji Obamy?

Zwykli Europejczycy i przywódcy polityczni Starego Kontynentu z zadowoleniem przyjęli reelekcję Baracka Obamy na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. Ale już europejskie kręgi finansowe zareagowały na tę wiadomość mniej entuzjastycznie.

Wielu szefów wiodących instytucji finansowych w Europie wolałoby, aby w Białym Domu zasiadł ktoś, kto byłby "jednym z nich". Ich zdaniem, do roli sternika amerykańskiej gospodarki (a trzeba pamiętać, że USA to największy rynek zbytu dla europejskich towarów) o wiele lepiej nadawałby się Mitt Romney. Podobnie zresztą uważają giganci biznesu w samych Stanach.

Reklama

- Świat biznesu był za Romeneyem, i nie jest to żadną tajemnicą - mówi Fred B. Irwin, prezes Amerykańskiej Izby Handlowej w Niemczech. - Środowiska te miały poczucie, że administracja Baracka Obamy zwyczajnie je ignoruje.

Europejskie giełdy początkowo niemal nie reagowały na reelekcję Obamy. Później główne indeksy zanotowały nawet spadki, którą to tendencję można też było zaobserwować na parkietach za oceanem. Co z tego wynika? Inwestorzy nie są pewni, czy druga kadencja Obamy przyniesie tak bardzo pożądany w obliczu kryzysu w strefie euro wzrost, którego wyczekują zarówno firmy europejskie, jak i koncerny amerykańskie działające na Starym Kontynencie. Nastrój przygnębienia dodatkowo spotęgowały środowe pesymistyczne prognozy dotyczące kondycji gospodarczej krajów unii walutowej, ujawnione przez Komisję Europejską.

Oczekiwania kontra realia

Wielu Europejczyków - do których, jak się wydaje, do końca nie docierało, że porażka Obamy w walce o prezydencki fotel była scenariuszem jak najbardziej realnym - oczekiwało w środę, że nowy-stary prezydent silniej zaakcentuje swoją chęć wspierania wzrostu gospodarczego. Zwycięstwo centrolewicowca, który opowiada się za aktywną polityką interwencyjną rządu i gwarancjami socjalnymi dla ogółu społeczeństwa, napawa ich otuchą.

Ogólnie rzecz biorąc, europejscy eksperci wyrazili nadzieję, że podczas drugiej kadencji Obama będzie realizował obietnice, które złożył jeszcze w trakcie pierwszej kampanii wyborczej. Należą do nich większe akcentowanie multilateralizmu w polityce zagranicznej, wypracowanie porozumienia z Iranem, polepszenie stosunków z Rosją i zwiększenie zaangażowania w proces izraelsko-palestyńskiego pojednania. Wszystkie te kwestie są dla Europy niezwykle istotne.

Co do przedstawicieli świata finansów, to z pewnością poczuli oni ulgę, że gorączka wyborcza w Ameryce minęła, a tamtejsze elity polityczne mogą skoncentrować się teraz na naprawdę pilnych sprawach: majaczącym na horyzoncie widmie "klifu fiskalnego" (zbiegające się w czasie wygaśnięcie ulg podatkowych, obniżka zasiłków i podwyżka podatków dochodowych - red.) i przewidywanych drastycznych cięciach wydatków publicznych. Doświadczenia pierwszej kadencji sprawiły jednak, iż wielu obserwatorów nie wierzy w to, że Obama będzie traktował relacje biznesowe z Europą w sposób priorytetowy czy też forsował te ekonomiczne projekty, które leżą na sercu europejskim przedsiębiorcom (m.in. porozumienie handlowe znoszące taryfy importowe i eksportowe czy unifikacja przepisów dotyczących dopuszczania do obrotu leków i innych produktów).

Czy Ameryka dostrzeże Europę?

Gratulacjom, jakie napływały do Obamy od europejskich przywódców, w większości towarzyszyły apele o poświęcenie większej uwagi relacjom biznesowym pomiędzy Ameryką a Europą. "Musimy kontynuować wysiłki na rzecz zniesienia niepotrzebnych barier w zakresie transatlantyckiego handlu i polityki inwestycyjnej" - to słowa Martina Schulza, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego.

Nie brak też jednak głosów zadowolenia, wynikających z poczucia ulgi, że w tych niespokojnych czasach zachowana zostaje ciągłość waszyngtońskiej administracji i jej linii politycznej. Tym samym można nie obawiać się zamętu i wielomiesięcznych przestojów, nieodłącznie związanych z procesem przejmowania władzy przez nowego prezydenta i ustalaniem składu jego gabinetu.

- Tym razem jest inaczej - wyjaśnia Volker Perthes, dyrektor Niemieckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa w siedzibą w Berlinie. - Entuzjazm Europy nie jest szczególnie duży, ale ma ona mocno sprecyzowane oczekiwania co do realizacji złożonych przez Obamę obietnic, także w zakresie działań, których oczekiwaliśmy z jego strony podczas jego pierwszej kadencji. Panuje powszechne przekonanie, że teraz jego czyny będą podyktowane chęcią pozostawienia po sobie trwałego śladu, a nie pragnieniem ponownej reelekcji - co ze względów oczywistych nie jest już przecież możliwe. (...)

Obopólne zależności

Kwitnąca amerykańska gospodarka nie rozwiąże oczywiście strukturalnych i politycznych problemów Europy, ale jej dobra kondycja z pewnością pozytywnie wpłynie na wzrost popytu na produkty ze Starego Kontynentu - poczynając od samochodów produkowanych przez Mercedes-Benz, a kończąc na greckiej oliwie z oliwek.

Chociaż ostatnimi czasy rola Chin jako partnera handlowego Europy znacznie wzrosła, USA wciąż pozostają największym rynkiem zbytu dla europejskich towarów. Z danych Eurostatu wynika, że w okresie od stycznia do lipca br. Amerykanie nabyli od Europejczyków towary o łącznej wartości ok. 172 mld euro. (...)

W Berlinie i innych europejskich stolicach frustrację wywołuje natomiast impas między prezydentem a zdominowanym przez Republikanów Kongresem. Sprzeciw budzi również amerykańska krytyka poczynań Unii Europejskiej w obliczu kryzysu zadłużenia. Sam Obama przez ostatnie cztery lata rzadko odwiedzał Europę - za to sekretarz skarbu USA, Timothy Geithner, wykazywał dużą zakulisową aktywność, jeśli chodzi o problemy gospodarcze Europy. Jego zainteresowanie nie zawsze spotykało się jednak z wdzięcznością. Część niemieckich polityków narzekała, że Geithner namawiał Europę do poluzowania dyscypliny finansowej tylko po to, by uratować reelekcję Obamy: pogłębienie się kryzysu w strefie euro odbiłoby się również na amerykańskiej gospodarce, a to uderzyłoby rykoszetem w urzędującego prezydenta.

Siła przyzwyczajenia

- Ale przecież przyzwyczailiśmy się już do Obamy - zauważa Volker Perthes. - Niemiecki minister finansów, Wolfgang Schauble, znalazł też wspólny język z Geithnerem. A ponieważ wiele wskazuje na to, że kryzys w strefie euro niedługo zostanie zażegnany, ciągłość w Waszyngtonie jest pożądaną rzeczą.

"To prawda, że nie jest to administracja, której sercu Europa jest najbliższa. Dla niej ważniejsze są inne sprawy" - przyznał z kolei szef francuskiego resortu finansów, Pierre Moscovici, wypowiadając się w środę dla radia RTL. "Niemniej jednak Amerykanie bardzo nam pomogli w walce z kryzysem w strefie euro, a także w równoważeniu dyscypliny budżetowej i działań stymulujących wzrost" - dodał. (...)

Nie wiadomo, czy Mitt Romney jako prezydent USA byłby szybszy i efektywniejszy w swoich działaniach. Jego niska popularność w Europie mogłaby stanowić pewien problem dla działających tutaj amerykańskich firm - wystarczyłoby, że jego prezydentura zaczęłaby wzbudzać antyamerykańskie sentymenty, jak to często miało miejsce za obu kadencji George'a W. Busha. Niepokój Europejczyków wywoływała też wojownicza retoryka Romneya w stosunku do Rosji, Iranu i Chin.

W trakcie swojej kampanii Romney przedstawiał też Europę jako siedlisko pogrążonych w dekadencji socjalistów, a podczas pierwszej debaty z Obamą ostrzegał, że "klif fiskalny" zmieni Amerykę w drugą Hiszpanię. Naturalnie, zirytowało to część hiszpańskiego społeczeństwa, w tym także sympatyków Romneya.

Xavi Canigueral 27-letni doradca polityczny z Barcelony, przyznaje, że Romney jako zwolennik ograniczonego interwencjonizmu państwa podobał mu się bardziej niż Obama. Natychmiast jednak dodaje, że wygłoszona przez republikańskiego kandydata krytyka pod adresem jego kraju mocno go zdenerwowała - mimo iż kryło się w niej ziarno prawdy. W jeszcze większą złość wprawiały go poglądy Romneya z zakresu polityki międzynarodowej. - Obamę cechuje większe umiarkowanie - mówi. - Jego reelekcja to większa szansa na przyjazne stosunki między krajami.

Jack Ewing, Steven Erlanger

© 2012 The International Herald Tribune

Tłum. Katarzyna Kasińska

(Śródtytuły pochodzą od redakcji Interia.pl)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje