"Miejsce do zabawy" dla pracowników Google’a

Po tym jak nowa dyrektor generalna Yahoo, Marissa Mayer, nakazała pracownikom dotychczas pracującym z domu przychodzić do biura, zaczęto podejrzewać, że próbuje naśladować Google, swojego wcześniejszego pracodawcę.

Jeśli tak, to do pracowników Yahoo uśmiechnęło się szczęście. Cokolwiek bowiem można powiedzieć o siedzibie Yahoo, daleko jej do Google’a, o czym przekonałem się odwiedzając biura firmy na Manhattanie.

Debata na temat elastyczności, produktywności i kreatywności miejsca pracy rozpoczęła się po tym, jak w lutym do sieci trafiła firmowa notatka Yahoo w tej sprawie.

Reklama

“Musimy stać się jednym Yahoo, a to rozpoczyna się od fizycznego przebywania ze sobą" - czytamy w liście Jackie Reses, dyrektorki ds. zasobów ludzkich Yahoo, która stała się hitem internetu po tym, jak Kara Swisher umieściła ją w serwisie AllThingsD.

Najwspanialsze miejsce pracy na świecie?

Różne biura i siedziby Google’a na całym świecie odzwierciedlają nadrzędną filozofię firmy, którą jest "stworzenie najszczęśliwszego, najbardziej produktywnego miejsca pracy na świecie" - tłumaczy Jordan Newman, rzecznik Google’a. Ale czy niekonwencjonalne miejsca pracy i sowite bonusy sprzyjają kreatywności, z której firma jest tak dumna, a którą Yahoo ma nadzieję naśladować?

27-letni Newman, który dołączył do zespołu Google’a prosto z Yale, i Brian Welle, manager zasobów ludzkich, który tytuł doktora psychologii przemysłowej i organizacyjnej uzyskał na New York University, byli moimi przewodnikami podczas energicznej i niekiedy powodującej zawrót głowy wycieczki przez labirynt pokoi i biur: kawiarnie, bary kawowe i otwarte kuchnie; słoneczne, odkryte tarasy; stołówki dla smakoszy, które zapewniają darmowe śniadania, obiady i kolacje; utrzymane w atmosferze Broadway’u sale konferencyjne z aksamitnymi zasłonami i miejsca do rozmów zaprojektowane tak, by naśladować zabytkowe wagony metra. 

To jeszcze nie wszystko - regał w bibliotece przesuwa się, by odsłonić ukryty pokój z jeszcze bardziej odosobnionym miejscem do czytania. Obok niedawno powiększonego miejsca do zabawy klockami Lego, pracownicy mogą skorzystać z drabiny, która łączy czwarte i piąte piętro, gdzie właśnie trwa piekielnie trudna zabawa w podchody. Psy spacerują po korytarzach razem ze swoimi właścicielami, a obok jednej ze stołówek drzemie cocker spaniel ze smyczą przywiązaną do specjalnie w tym celu zamontowanej rurki.

Google pozwala setkom inżynierów oprogramowania, trzonowi swojego kapitału intelektualnego, projektować ich miejsca pracy. Niektórzy mają "stojące biurka", a kilku nawet bieżnie, by móc chodzić podczas pracy. Pracownicy mogą wyrazić siebie pisząc po ścianach. Rezultat wydaje się dość chaotyczny, jak jakiś technologiczny obóz dla uchodźców, jednak Google twierdzi, że tak właśnie lubią inżynierowie.

“Próbujemy rozszerzyć granice miejsca pracy" - mówi Newman, ale to chyba za mało powiedziane.

Pozorna spontaniczność

Biorąc pod uwagę, że Google to firma zbudowana na informacji, ta spontaniczność jest tylko pozorna. Wszystko zostało dokładnie zbadane i poparte konkretnymi danymi. W jednej z kuchni Welle wskazuje na ustawienie darmowego jedzenia: przegryzek, cukierków i napojów.

“Najbliżej są zdrowe produkty" - mówi - “Nie staramy się być rodzicami dla naszych pracowników. Przymus nie działa. Mają wybór. Ale troszczymy się o ich zdrowie, a badania pokazują, że jeśli ludzie zaangażują się poznawczo z jedzeniem, dokonują zdrowszych wyborów".

Dlatego cukierki są w nieprzezroczystych ceramicznych misach opatrzonych odpowiednimi etykietami z informacjami na temat wartości odżywczych. Natomiast zdrowsze przegryzki (migdały, orzeszki, suszone owoce) znajdują się w szklanych słoikach. W lodówkach napoje gazowane ukryte są za przezroczystą szybą, na wyciagnięcie ręki umieszczono natomiast wodę i soki owocowe.

“Nasze badania pokazują, że ludzie piją 40 proc. więcej wody, jeśli jest ona pierwszą rzeczą, którą zobaczą" - tłumaczy Welle.

Interakcja przede wszystkim

Pochodzący z Nowej Zelandii Craig Nevill-Manning, dyrektor techniczny w siedzibie na Manhattanie, stoi za decyzją firmy, by zatrudnić kadrę inżynierów w Nowym Jorku.

“Z Doliny Krzemowej odziedziczyliśmy nieformalne środowisko pracy - nieformalny ubiór, elastyczne godziny - ale dostosowaliśmy je do miejskiego środowiska wschodniego wybrzeża" - tłumaczy.

Po pęknięciu bańki internetowej w 2000 roku Manhattan praktycznie znikł z mapy centrów technologicznych. Wystarczył jednak jeden ruch Google’a, by zaczął być on wymieniany na jednym wdechu z Doliną Krzemową. (...)

“Filozofia jest bardzo prosta" - mówi Nevill-Manning - "Sukces Google’a zależy od innowacyjności i współpracy. Wszystko, co zrobiliśmy, ma na celu ułatwienie komunikacji. Przebywanie na jednym piętrze zniosło bariery psychologiczne przed interakcją i taki stan rzeczy staramy się zachować".

Wśród innowacji, które rozwinęły się z pozornie przypadkowych spotkań w pracy, są Google Art Project, dzięki któremu w sieci można obejrzeć tysiące dzieł sztuki z muzeów na całym świecie, oraz ulepszenia do platform reklamowych  AdSense i AdWords. Hulajnogi ułatwiają poruszanie się po ogromnych piętrach (każde liczy po dwa hektary), które oferują wszelkie możliwe rodzaje miejsc spotkań - od dużych, otwartych przestrzeni do maleńkich kącików z dziwacznymi meblami. Zainstalowanie drabiny łączącej piętra, teraz gdy firma jest zbyt duża, by zmieścić się na jednym, było pomysłem Nevill-Manninga.

Twierdzi on, że nie posunąłby się do tego, by powiedzieć, że koszta nie grają roli, ale inżynierowie oprogramowania "są niezwykle produktywni". "Ich wartość jest ogromna. A uczynienie ich szcześliwymi nie kosztuje zbyt wiele" - dodaje.

Istnieje życie poza pracą

32-letnia Allison Mooney dołączyła do zespołu Google’a dwa lata temu z giganta reklamowego Omnicom Group. Różnica jest "jak między dniem a nocą" - mówi. "Przyszłam tutaj z agencji modelek, gdzie pracuje się non-stop, 24 godziny na dobę. Odpowiadasz na każdy e-mail, w nocy i w weekendy. W Google nie musisz pokazywać, że pracujesz, albo udawać, że pracujesz. Tutaj weekend jest wolny. Ludzie mają inne życie poza pracą".

A bonusy - jak dodaje - są “niezwykłe". W trakcie naszej krótkiej rozmowy wspomniała o dofinansowywanych masażach; darmowych regulacjach brwi raz w tygodniu; darmowych zajęciach jogi i pilatesu, zaawansowanym kursie negocjacji, spotkaniach z indywidualnym doradcą ds. zdrowia, spotkaniu z noblistką Tonią Morrison, czy przeprowadzonym na żywo z siedziby Google’a wywiadem Jimmy’ego Fallona z Justinem Bieberem.

To wszystko jest oczywiście uzupełnione bardziej tradycyjnymi świadczeniami pracowniczymi. Co ciekawe, w siedzibie jest sprzęt do ćwiczeń, ale nie ma centrum fitnessu, ponieważ pracownicy zatrudnieni na Manhattanie stwierdzili, że wolą zapisać się na zajęcia do klubów w mieście zamiast ćwiczyć z kolegami (Google dopłaca im do karnetów na siłownię). I nie ma baru, choć alkohol jest serwowany na odbywających się co czwartek przyjęciach. Na jednym z nich zorganizowano nawet randki w ciemno.

"Ludzie chcą przychodzić do biura"

O mojej wizycie w Google rozmawiałem z Teresą Amabile, profesorem w Harvard Business School i współautorką książki "The Progress Principle" na temat kreatywności w miejscu pracy.

“Czy tam nie jest wspaniale?" - zapytała. Kilku jej byłych studentów pracuje dla Google’a i "czują się z tego powodu bardzo szczęśliwi". Co do ogólnego związku między miejscem pracy a kreatywnością "istnieją pewne dowody, że znakomita przestrzeń fizyczna wspomaga kreatywność" - dodaje Amabile.

Do tej pory to już pewnie oczywiste, ale dla porządku dodam, że Google nie wymaga od pracowników pracy w biurze. Nie sprawdza nawet, kto tam przychodzi. Nikomu jakoś nigdy nie wydawało się to konieczne.

“Nie wydaje mi się, byśmy kiedykolwiek mieli jakieś wytyczne w tej kwestii" - mówi Newman, ale “oczekujemy od pracowników, że wypracują sobie odpowiedni harmonogram pracy ze swoim zespołem i managerem. To nie do końca wolnoamerykanka".

Dla firmy z hojnością Google’a - i dochodami, które ją umożliwiają - wymaganie od pracowników siedzenia w biurze jest praktycznie niepotrzebne.

“Ludzie po prostu chcą tu przychodzić" - tłumaczy Mooney.

James B. Stewart

The New York Times
Dowiedz się więcej na temat: Google

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje