Mobilne salony urody robią furorę wśród zapracowanych kobiet

Neda Armian, 42-latka mieszkająca na Manhattanie, zajmuje się produkcją niezależnych filmów. Jedząc lunch, odbywa biznesowe spotkania, sprawdzając jednocześnie pocztę i czytając scenariusze. - Kilka razy w tygodniu zdarza mi się pracować do późnych godzin nocnych. To przez różnicę czasu między Nowym Jorkiem a Los Angeles - mówi. - Ale przywykłam już do tego.

Jeśli po tym wstępie wyobrażacie sobie Nedę jako wyczerpaną pracoholiczkę z maskarą rozmazaną na policzkach, poodpryskiwanym lakierem na paznokciach i wetkniętym za ucho ołówkiem, który podtrzymuje kosmyki włosów z wyraźnymi odrostami - to jesteście w błędzie.

Reklama

- Mój styl ubierania i wygląd zdradzają mój filmowy gust. Wysyłają sygnał dotyczący spójności mojego wizerunku i zainteresowań, a także świadczą o tym, że jestem na bieżąco z tym, co dzieje się w świecie kultury - mówi Neda. Jej lśniące brązowe włosy, opadające na ramiona, wyglądają na niezwykle zadbane.

Dzięki stosunkowo nowemu "wynalazkowi", jakim są mobilne salony piękności (Neda Armian, dla której jest to wygodny sposób dbania o swoją fryzurę, korzysta z usług jednego z nich), współczesne kobiety pracujące wreszcie mogą znaleźć czas na zabiegi pielęgnacyjne w środku wypełnionego zajęciami dnia. I nie tylko one - oferta mobilnych salonów adresowana jest również do zabieganych mężczyzn.

- Mieszkanki wielkich miast mają tysiące spraw na głowie: pracę, rodzinę, po prostu życie. Coraz trudniej jest im wygospodarować kilka godzin na wizytę u stylisty w terminie dogodnym dla obu stron - mówi Antonio Prieto, założyciel mobilnego salonu urody Antonio Prieto Select (to właśnie jego klientką jest Neda). Personel salonu stanowią pracujący na zlecenia fryzjerzy i wizażyści. Wśród osób korzystających z ich usług są pracownicy sklepów sieci obuwniczej Corcoran, gigantów Google i Credit Suisse, a nawet słynnego Metropolitan Museum of Art. - W dzisiejszych czasach wygoda jest luksusem - dodaje Prieto.

Ale dbanie o urodę w biurze ma swoją cenę. Za mycie, suszenie i modelowanie włosów z dojazdem do klienta trzeba zapłacić 150 dolarów (ponad 470 zł - red.), podczas gdy analogiczna usługa na miejscu w salonie Prieto kosztowałaby od 65 do 70 dolarów. Ułożenie fryzury na specjalną okazję kosztuje 200 dolarów (ok. 630 zł - red.), dwa razy więcej niż w salonie. Tyle samo klientka zapłaci za pełny makijaż, który w salonie byłby tańszy o jedną trzecią tej kwoty.

W jaki sposób mobilne salony piękności walczą o konkurencyjność na nowojorskim rynku usług kosmetycznych? Manicube, serwis manicure z dojazdem, do którego wiernych klientów należą m.in. pracownicy jednej z największych agencji reklamowych świata, Ogilvy & Mather, oferuje w ramach usługi zastosowanie kropli przyspieszających wysychanie lakieru (większość tradycyjnych salonów dolicza za ich użycie dodatkową opłatę w wysokości ok. 2 dolarów) - po to, by cały manicure trwał nie więcej niż 15 minut. Manicube chwali się również tym, że z każdej kwoty, jaką jednorazowo zostawia u nich klient, przekazuje jednego dolara na fundusz mikropożyczek Kiva, wspierający początkujących przedsiębiorców. To dobrze wpływa na wizerunek firmy.

Manicube założyły w lipcu bieżącego roku Elizabeth Whitman i Katerina Mountanos, wcześniej związane z mobilnym spa BeautyBar.com.

- Na własnej skórze przekonałyśmy się, że manicure to dla pracującej kobiety kolejny żmudny obowiązek - mówi Elizabeth Whitman. - Każda z nas to zna: musisz wyrwać się do manicurzystki w porze lunchu albo gnać do domu, zanim zamknie się salon tuż za rogiem - albo poświęcić na manicure całą godzinę z wypracowanej w pocie czoła wolnej soboty.

- Obie pracowałyśmy też kiedyś w branży finansowej. Zauważyłyśmy wówczas, że w korporacjach są dostępne usługi adresowane do mężczyzn, jak czyszczenie i polerowanie obuwia albo szybkie usługi fryzjerskie. Pomyślałyśmy: dlaczego by nie wyjść z podobną ofertą do kobiet i ułatwić im życie? - dodaje Whitman.

Whitman optymistycznie zapatruje się na przyszłość Manicube, także w innych metropoliach. - Nowy Jork należy do najtrudniejszych rynków z uwagi na mnogość małych gabinetów manicure rozsianych po całym mieście - mówi. - Ale jeśli chodzi o komfort i jakość oferowanych przez nie usług, to dzieli nas przepaść.

31-letnia prawniczka Meryl Rosen - stała klientka Manicube - ma bardzo napięty grafik, podobnie jak Neda Armian. Wypełniają go spotkania z klientami, konferencje telefoniczne i robota papierkowa. - Nie mam czasu na to, by wychodzić do manicurzystki w godzinach pracy, w ciągu tygodnia - mówi. - Wcześniej umawiałam się na manicure w niedzielę wieczorem, w salonie mieszczącym się niedaleko mojego domu.

Dziś Meryl rezerwuje termin w Manicube przez Internet. Przez Internet uiszcza też opłatę za usługę. Wraz z wiadomością potwierdzającą spotkanie otrzymuje specjalną aplikację pozwalającą jej wpisać datę zabiegu do swojego elektronicznego kalendarza.

Niemniej ważna od wygody jest dla niej oferta Manicube, które proponuje manicure w 80 różnych kolorach. - Wychodzimy z założenia, że wygodzie ma towarzyszyć relaks i przyjemność - mówi Whitman.

Jednak nie wszystkie firmy przychylnie patrzą na upiększanie się w biurze - i nie wszyscy pracownicy czują się komfortowo, poddając się bardziej skomplikowanym zabiegom upiększającym w miejscu pracy (niektórych krępują nawet masaże relaksacyjne przy biurku, które w wielu korporacjach stały się popularnymi bonusami pracowniczymi).

To właśnie do tych mniej śmiałych osób adresuje swoją ofertę LeMetric Mobile Hair and Beauty Studio - salon fryzjerski mieszczący się w... dostawczym Mercedesie. Jego właścicielką od 1987 r. jest Elline Surianello. Mercedes parkuje pod siedzibami firm, umożliwiając ich pracownicom mniej lub bardziej radykalną zmianę wizerunku w ciągu kilkunastu minut.

- Chciałam wyjść naprzeciw tym spośród moich klientek, które nie miały czasu na wizyty w moim salonie. Czas i wygoda są dla współczesnej kobiety najważniejsze - mówi Elline, która ma nadzieję, że pewnego dnia wyruszy ze swoim mobilnym salonem w podróż po całej Ameryce.

Ayren Jackson Cannady

© 2012 New York Times News Service

Tłum. Katarzyna Kasińska

New York Times/©The International Herald Tribune
Dowiedz się więcej na temat: zabiegi | uroda | styl życia | kariera

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje