Monarcha nie przyleciał

Pierwszego listopada, kiedy Meksykanie świętują Dzień Zmarłych, miłośnicy motyli Danaus plexippus oczekiwali na przelot tych wędrownych owadów, które co roku w ten właśnie dzień pojawiają się w Meksyku, zmierzając w kierunku tamtejszych jodłowych puszcz. Według pradawnych wierzeń, są to dusze zmarłych odwiedzające tego dnia Ziemię.

W tym roku jednak Danaus plexippus - zwany również motylem monarchą - nie przyleciał. Coś takiego nigdy wcześniej nie miało miejsca. Pojedyncze osobniki pojawiły się na meksykańskim niebie o cały tydzień później niż w latach ubiegłych. Dotychczas odnotowano przelot niecałych trzech milionów Danaus plexippus, podczas gdy w zeszłym doliczono się około 60 milionów sztuk przedstawicieli tego gatunku.

Reklama

Wynik ten uważany był wówczas za niski, ale w porównaniu z obecnym stanem rzeczy urasta do rangi rekordu. Wśród naukowców podnoszą się głosy, że być może jesteśmy oto świadkami początku końca spektakularnych masowych migracji monarchy. - Źle to wszystko wygląda - mówi, nie owijając w bawełnę, Lincoln P. Brower, od lat badający zwyczaje tych owadów.

To nie koniec złych wieści dotyczących światowej populacji owadów, która kurczy się w zatrważającym tempie.

Owady w tarapatach

W poważnych tarapatach są również niezliczone gatunki dzikich pszczół. Ich wymieranie powodują przede wszystkim neonikotynoidy - toksyczne dla insektów środki chemicznie powiązane z nikotyną. Eksperci podkreślają jednak, że nawet całkowita rezygnacja ze stosowania ich w rolnictwie nie zmieniłaby dramatycznej sytuacji pszczół, monarchów i wielu innych gatunków owadów - a to dlatego, że odpowiedzialny jest za nią jeszcze jeden czynnik, o którym praktycznie się nie mówi: błyskawicznie postępujący zanik naturalnej roślinności na terytorium Stanów Zjednoczonych.

- Nie ma wątpliwości co do tego, że owady tracą swoje środowiska życia - mówi Douglas Tallamy, profesor entomologii z University of Delaware, który od lat ostrzega przed groźnymi dla całej planety konsekwencjami wymierania owadów. - Dostrzegamy problem w przypadku monarchów i pszczół, ponieważ są to owady znane nam wszystkim. Ale przecież to samo dotyczy wszystkich innych gatunków!

Winny jak zwykle człowiek

W ogromnej mierze za sytuację tę odpowiada organizacja sektora rolnictwa w USA. Rozwój rynku biopaliw i dotowanie przez amerykański rząd ich produkcji spowodowały wzrost cen zbóż. W efekcie farmerzy zaczęli poszerzać areał upraw, a to wiązało się z koniecznością zaorywania każdego skrawka ziemi, na którym mogło wyrosnąć zboże. W ten sposób zaorano miliony akrów, niegdyś objętych specjalnym federalnym programem ochrony.

Kolejny problem to wykorzystywanie w rolnictwie środka chwastobójczego o nazwie Roundup, który zabija praktycznie wszystkie rośliny za wyjątkiem roślin uprawnych zmodyfikowanych genetycznie w taki sposób, aby były odporne na jego działanie.

W efekcie ogromne obszary roślinne zwyczajnie zniknęły z powierzchni ziemi. Dotyczy to między innymi obszarów, na których rosły gatunki wydzielające mlecz roślinny, będący ważnym źródłem pożywienia dla licznych owadów, a także larw Danaus plexippus. W samym tylko stanie Iowa skala tych strat wynosi 60 procent (według innych szacunków - 90 procent). - Nasz rolniczy krajobraz został wysterylizowany - mówi Lincoln P. Brower.

Wymieranie insektów różnego rodzaju nie jest problemem marginalnym. To przecież insekty stanowią spoiwo złożonej siatki życia. Biorą udział w procesach rozkładu obumarłych roślin i przenoszą nasiona. Są podstawowym źródłem pożywienia dla ptaków. Niemal 80 procent roślin uprawnych, które spożywamy, jest zapylanych przez owady. Prym wiedzie tutaj jakieś 4 tysiące gatunków pszczół. - Każdy z nich jest dziś w niebezpieczeństwie - przyznaje Marla Spivak, specjalistka w dziedzinie pszczelarstwa z University of Minnesota.

Wysterylizowana przyroda

Źródłem problemu jest nie tylko rolnictwo. Jak świat długi i szeroki, ludziom skutecznie udało się zastąpić naturalne środowiska życia insektów biologicznymi pustyniami: asfaltowymi drogami, betonowymi parkingami, rekreacyjnymi trawnikami. Wybierając rośliny, które sadzimy wokół naszych siedzib, kierujemy się ich piękną barwą czy kształtem, ale nie rolą, jaką pełnią one w przyrodzie.

Tymczasem dęby rosnące na obszarze stanów środkowoatlantyckich w USA są domem dla 537 gatunków gąsienic, którymi żywią się ptaki i inne insekty. Na drugim miejscu są wierzby - naturalne środowisko życia 456 gatunków owadów. Dla porównania: miłorząb, który nie występuje naturalnie na tym obszarze, stanowi "mieszkanie" dla zaledwie trzech gatunków owadów. (...)

Drzewa pełnią także role swoistych “aptek", z których korzystają insekty. Wydzielają związki chemiczne mające korzystny wpływ na ich stan zdrowia. Motyl monarcha zarażony pasożytem świadomie szuka toksycznych gatunków roślin wydzielających mlecz, ponieważ wydzielina ta jest dla żerującego na nim organizmu zabójcza.

Pszczoły korzystają z dobrodziejstw żywicy wytwarzanej przez osiki i wierzby, mającej działanie przeciwgrzybicze, przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe. - Pszczoły zeskrobują ją z liści tych drzew i na tylnych odnóżach zabierają do swoich gniazd - tłumaczy Marla Spivak. (...)

Problem całej ludzkości

Nic dziwnego, że w Stanach Zjednoczonych działa coraz więcej organizacji, które stawiają sobie za cel odtwarzanie naturalnej szaty roślinnej w miejsce sterylnych trawników i farm. Profesor Tallamy, zagorzały zwolennik tego rodzaju praktyk, podkreśla, że idea ta powinna być bliska sercu każdej osoby, która posiada ogródek lub chociażby skrawek murawy. - Należy działać szybko, by zahamować kryzys bioróżnorodności - twierdzi. (...)

Oznacza to między innymi walkę z "chemicznie zielonymi" trawnikami. - Jeśli ktoś ma przed domem trawnik, to nie ma nic - mówi Mace Vaughan z Xerxes Society, organizacji działającej na rzecz ratowania populacji owadów. - Wystarczy jednak, że zamieni go w prawdziwą dziką łąkę, a szybko zauważy, że będzie ona przyciągała już nie tylko pojedyncze miodne pszczoły, ale kilkadziesiąt gatunków pszczół i motyli, w tym być może także motylich monarchów.

Profesor Tallamy przypomina zaś, że zapewnienie odpowiednich warunków życia insektom to sprawa o pierwszorzędnym znaczeniu dla człowieka. Stawką jest nasze bezpieczeństwo żywnościowe. - Gdyby pszczoły całkowicie wyginęły, stracilibyśmy 80 procent roślin uprawnych - mówi. - To poważny problem dla całej ludzkości.

Jim Robbins

© The New York Times 2013

Tłum. Katarzyna Kasińska

(Śródtytuły pochodzą od redakcji Interia.pl)

Dowiedz się więcej na temat: owady | pszczoły | motyle | wymieranie | ochrona środowiska | monarcha

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje