Narkotyk rywalizacji

Zażywanie leków wspomagających koncentrację i zmieniających zdolności poznawcze to już prawdziwa plaga wśród studentów. Jednak cena takiego postępowania może okazać się bardzo wysoka - czytamy w "The New York Times".

Boston to wiodący ośrodek akademicki Ameryki, w pełnym znaczeniu tego słowa. Przyciąga głodnych wiedzy młodych ludzi z całego świata. Uczy się tam również mój syn - obecnie student pierwszego roku. Jesienią, kiedy rozpoczynał naukę, nasłuchałem się płynących ze wszystkich stron ostrzeżeń przed tzw. szybkim piciem, ponoć plagą wśród studentów. Dziś sądzę, że były one mocno nietrafione.

Reklama

Prawdziwą epidemią wśród współczesnych studentów jest bowiem zażywanie leków zmieniających zdolności poznawcze (ang. "smart drugs" - red.). Problem dotyczy głównie Adderallu - środka zawierającego sole amfetaminy. Jest on stosowany w leczeniu zespołu nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi, czyli ADHD. Niestety, jest on też na tyle łatwo dostępny, że ostatnimi czasy stał się "cudowną pigułką" zażywaną w hurtowych ilościach w sytuacjach, kiedy trzeba zarwać noc, by - przykładowo - napisać zadaną przez wykładowcę pracę.

"Łyknąłem sobie, więc mogę zakuwać" - tego rodzaju postawa stała się wśród studentów powszechna. Z rozmów z młodymi ludźmi wynika, że Adderall można zawsze dostać bez problemu, przy czym koszt jednej tabletki mieści się w przedziale od dwóch do pięciu dolarów. Adderall jest dziś dla studenckiego świata tym, czym steroidy dla baseballu: nielegalnym wspomagaczem wydolności stosowanym w środowisku permanentnej i zażartej rywalizacji.

Studenci doskonale wiedzą, co trzeba powiedzieć lekarzowi, by dostać receptę na Adderall: "Nie mogę się na niczym skupić; moje myśli gnają w szalonym tempie". To zdanie pada tak często, że stało się już rodzajem ponurego żartu.

"Jeśli przychodzi do mnie młody człowiek, który przed pójściem na studia nigdy nie zdradzał objawów ADHD, raczej nie wypiszę mu recepty" - powiedziała mi dr Jill Kasper, pediatra. "Ale jeśli komuś bardzo zależy na tym, by zdobyć ten lek, w końcu znajdzie lekarza, który mu to ułatwi."

Problem w tym, że Adderall to niebezpieczny środek i tak zwana substancja kontrolowana, czyli lek mogący wywołać uzależnienie. O ile pomaga tysiącom pacjentów cierpiących na ADHD (amfetamina w dawkach niższych od tych, które wywołują objawy pobudzenia, jest z powodzeniem stosowana w leczeniu nadpobudliwości - red.), to, niestety, może sprowadzić nadużywającą go osobę ma mroczną ścieżkę uzależnienia. A z tym wiąże się depresja, konieczność zażywania coraz większych dawek leku, stany lękowe i bezsenność.

Poniżej przytaczam historię 24-letniego Stevena Rodericka, tak, jak przedstawił mi ją on sam. Steven to inteligentny młody człowiek o łagodnym usposobieniu, student ostatniego roku nauk o zdrowiu na University of Massachusetts w Bostonie.

Historia Stevena

"Zacząłem zażywać Adderall już podczas pierwszego roku nauki w college'u. Od zawsze miałem problem z utrzymaniem równego poziomu. Miałem kłopoty z koncentracją, nawet na tych zajęciach, które mnie autentycznie interesowały. Dostawałem same kiepskie oceny. Czułem, że muszę coś z tym zrobić. Adderall po prostu krąży po kampusie. Pamiętam, że kiedy zażyłem go po raz pierwszy, napisałem nieziemską wręcz pracę na zajęcia z astronomii. Nie mogłem w to uwierzyć! Byłem tak uskrzydlony, że natychmiast zapragnąłem zostać lekarzem!

Myślałem sobie: "Widzisz, Steven, właśnie na tym polega twój problem. Nie brak ci zdolności. Jesteś inteligentny. Nie potrafisz tylko przełożyć tej inteligencji na produktywność. Ta mała tabletka umożliwia ci połączenie tych dwóch cech". Miałem poczucie, że nic nie może mnie powstrzymać...

Poszedłem do lekarza i powiedziałem, że chciałbym zażywać Adderall, bo czuję, że może mi pomóc. Nie skierował mnie na żadne badania. Myślę, że lekarze zbyt łatwo kapitulują. Ja sam nie sądziłem nawet, że może mi coś grozić. Zacząłem od dawki 20 miligramów. Nagle zacząłem dostawać same najwyższe oceny. Ale twój mózg szybko przyzwyczaja się do nowego bodźca i wkrótce konieczne okazało się zwiększenie dawki. W 2011 roku zażywałem już Adderall w dawkach 45-miligramowych.

Wiosną tego samego roku zacząłem postrzegać Adderall jako mojego najlepszego przyjaciela, a zarazem najgorszego wroga. Ponieważ pojawiły się u mnie kłopoty ze snem, wybrałem się do kolejnego specjalisty, który przepisał mi Ativan, lek uspokajający. Na pewien czas nawet mi to pomogło. Ale prawdziwe problemy zaczęły się w zeszłym roku. Brałem 65 miligramów Adderallu dziennie, później dawka ta zwiększyła się do 80, a nawet 120 miligramów. Byłem w pułapce, uwięziony między Adderallem a Activanem. Moja lekarka sprawiała wrażenie zupełnie zdezorientowanej. Przepisywała mi kolejne specyfiki bez ładu i składu.

Ten rodzaj uzależnienia to coś bardzo skomplikowanego. Chodzi mi o to, że nigdy nie zażywałem Adderallu, żeby przeżyć "odlot" czy coś w tym stylu. Zawsze było to w jakiś sposób związane z moimi studiami. Sądzę też, że istnieje różnica pomiędzy zależnością a uzależnieniem; pomiędzy braniem czegoś w konkretnym celu a braniem czegoś dla przeżycia pewnych doznań. Nie zmienia to faktu, że czuję się okropnie. Cierpię z powodu ekstremalnych stanów lękowych. Wystarczy, że pinezka upadnie na podłogę, a ja już jestem wytrącony z równowagi.

Obecnie mieszkam z rodzicami. Nie mają pojęcia o moich problemach, a mi samemu ciężko jest poruszyć ten temat, chociaż moja mama zajmuje się mną bardzo troskliwie. Wpadłem w pewien schemat: odstawiam Adderall, przerzucam się na Ativan, przesypiam kilka dni - i tak w kółko. Opuszczam wizyty u specjalisty. Wiem, że nie powinienem - ale boję się, że nie będę w stanie na nich wysiedzieć.

Adderall - jeśli mogę użyć takiej metafory - nieoczekiwanie odwrócił się do mnie plecami. Kiedyś umożliwiał mi koncentrację. To dzięki niemu stałem się lepszym studentem. A potem nagle okazało się, że nie mogę już na nim polegać. Byłem sam. Nie zaliczyłem jeszcze wszystkich przedmiotów, ale może się okazać, że nie dam już rady; że będę musiał zrezygnować ze studiów, bo opuściłem już za dużo zajęć.

Nasza kultura - kultura, w której żyję - opiera się na zasadzie, że cel uświęca środki. Jak więc możemy przekonać ludzi, by nie zażywali takich leków jak Adderall? Młodzi ludzie cały czas słyszą, że po skończeniu studiów nie znajdą pracy. W końcu zaczynasz myśleć, że bez wspomagania nie dotrzesz na szczyt. Kiedy zażywasz "tradycyjne" narkotyki, masz świadomość, że niszczysz siebie. Ale Adderall zmienia twoje myślenie - aż wreszcie zaczynasz wierzyć, że to, co robisz, jest konieczne, jeśli w przyszłości chcesz mieć wspaniałe życie.

Roger Cohen

© 2013 The International Herald Tribune

Tłum. Katarzyna Kasińska

New York Times/©The International Herald Tribune
Dowiedz się więcej na temat: narkotyki | studia | studenci | uzależnienie | leki | leki uzależniające | ADHD | amfetamina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje