​Nowe spojrzenie na sny umierających

Pewnego wieczora późną jesienią 84-letni Lucien Majors usiadł przy kuchennym stole i opowiedział swój ostatni sen siedzącej obok żonie. Majors cierpiał na końcowe stadium raka pęcherza moczowego i niewydolność nerek. Gdy później rozmawiał z lekarzem z hospicjum Buffalo był pełen energii, ale zaczynał już powoli tracić siły.

W tym śnie - opowiadał - był w swoim aucie z dawną przyjaciółką Carmen. Trójka jego nastoletnich synów siedziała z tyłu żartując.

Reklama

 "Jechaliśmy Clinton Street" - mówił Majors, podczas gdy jego wodniste, jasnoniebieskie oczy rozszerzały się z zachwytu na myśl o samochodowej wycieczce.

 "Chcieliśmy dojechać do Wielkiego Kanionu". I wtedy go zobaczyliśmy. "Rozmawialiśmy o tym, jakie to wspaniałe, ponieważ był tam - przez cały ten czas Wielki Kanion był po prostu na końcu Clinton Street!".

Majors nie rozmawiał z Carmen od ponad 20 lat. Jego synowie mają obecnie 50-60 lat.

 "Jak sądzisz, dlaczego twoi chłopcy byli w aucie?" - zapytał dr Christopher W. Kerr, lekarz opieki paliatywnej w hospicjum Buffalo, który bada terapeutyczną rolę snów i wizji, których doświadczają umierający pacjenci.

 "Moi synowie to największe osiągniecie mojego życia" - odpowiedział Majors.

Umarł trzy tygodnie później.

Od tysięcy lat sny i wizje umierających fascynowały kultury, które przydawały im religijnego znaczenia. Zjawiska te badali antropologowie, teologowie i socjologowie. Pojawiają się w średniowiecznych pismach i na renesansowych obrazach, w dziełach Szekspira i na kartach XIX-wiecznych powieści brytyjskich i amerykańskich pisarzy, zwłaszcza u Dickensa. Jedną z najbardziej znanych scen filmowych jest tajemnicze słowo wypowiedziane na łożu śmierci w "Obywatelu Kane": "Różyczka". (...)

W świecie medycyny współczesnej doświadczenia tego typu są odnotowywane przez psychologów, pracowników społecznych i pielęgniarki. Lekarze jednak omijają je szerokim łukiem, ponieważ " nie wiemy, czy one są" -  mówi dr Timothy E. Quill, ekspert medycyny paliatywnej z centrum medycznego uniwersytetu w Rochester. Niektórzy badacze przypuszczają, że pacjenci i lekarze unikają zgłaszania tych zjawisk, ponieważ boją się ośmieszenia.

Teraz jednak prowadzony przez Kerra - internisty z doktoratem z neurobiologii - zespół lekarzy i naukowców z hospicjum Buffalo stara się wytłumaczyć te zjawiska, a także zrozumieć ich rolę i wagę w procesie tzw. "dobrej śmierci" - dla pacjenta i pogrążonych w smutku bliskich.

Osobliwości te różnią się od "doświadczeń bliskich śmierci", np. tych, o których opowiadają pacjenci uratowani na oddziałach intensywnej opieki - mówi Pei C. Grant, dyrektor zespołu badawczego. "Ludzie, których badamy, zmierzają do śmierci, a nie właśnie jej uniknęli".

Hospicjum Buffalo w Cheektowaga w stanie Nowy Jork zajmuje się 5 tysiącami pacjentów rocznie, w większości w domach prywatnych i zakładach opieki. Po tym jak lekarze, pielęgniarki, pracownicy społeczni czy kapelani pytają pacjentów: "Czy dobrze pan/i sypia?", często dodają: "Czy pamięta pan/i jakiś swój sen?".

Pocieszające wizje

 "Leżałam w łóżku i obok mnie bardzo powoli przechodzili ludzie. Tych, którzy byli po mojej prawej stronie, nie znałam, ale wszyscy byli bardzo przyjacielscy i - gdy przechodzili - dotykali mojej ręki. Po drugiej stronie byli ludzie, których znałam - moja mama, tata, wujek. Byli tam wszyscy, którzy umarli, a których znałam. Nie było tylko mojego męża i mojego psa, ale wiedziałam, że niedługo ich zobaczę" - Jeanne Faber, 75 lat, kilka miesięcy przed śmiercią na raka jajników.

Na potrzeby badania, którego wyniki opublikowano w magazynie "The Journal of Palliative Medicine", naukowcy przeprowadzili wielokrotne wywiady z 59 śmiertelnie chorymi pacjentami przyjętymi do hospicjum Buffalo. Prawie wszyscy ankietowani przyznali, że w ostatnim czasie śnili albo mieli wizje. Większość swoich snów opisywali, jako pocieszające. Średnio jeden na pięć był związany z przykrością, ale jego wspomnienie odczuwali było neutralne.

Sny i wizje podzielono w luźne kategorie: możliwość interakcji z umarłymi; ukochani zmarli "czekają"; niedokończone sprawy. Przewijał się temat miłości, dawanej lub powstrzymywanej, podobnie jak potrzeba podsumowania, a nawet przebaczenia. W swoich snach pacjenci słyszeli zapewnienia, że byli dobrymi rodzicami, dziećmi i pracownikami. Pakowali bagaże, przygotowując się do podróży i - jak Majors - często wyjeżdżali z bliskimi towarzyszami, jako przewodnikami. Choć wielu pacjentów powiedziało, że wcześniej rzadko pamiętali swoje sny, tych nie mogli zapomnieć.

- 76-letni pacjent śnił o swojej matce, która umarła, gdy był dzieckiem. Czuł zapach jej perfum i słyszał jej uspokajający głos, mówiący "kocham cię".

- Leżąc w łóżku starsza kobieta kołysała niewidzialne niemowlę. (Jej mąż powiedział naukowcom, że było to pierwsze ich dziecko, które kobieta poroniła) 

- Dziewięć dni przed śmiercią 54-letnia kobieta śniła o przyjacielu z dzieciństwa, który przysporzył jej wielkiego bólu kilka dekad wcześniej. Przyjaciel, który wcześniej zmarł, pojawił się w jej śnie, jako starszy mężczyzna i powiedział: "Przepraszam, jesteś dobrym człowiekiem" i "Jeśli potrzebujesz pomocy, po prostu mnie zawołaj".

To oczywiście dopiero początkowe stadium badań. Naukowcy i lekarze opieki paliatywnej próbują rozpoznać i opisać to zjawisko. Quill uważa, że badania mogłyby pomóc zaznajomić z tymi doświadczeniami sceptycznych lekarzy.

 "Wielkim wyzwaniem, jakie stawiamy przed tym badaniem, jest pomoc pacjentom, by czuli się bardziej normalnie i mniej samotnie w trakcie tego  niezwykłego doświadczenia, jakim jest umieranie" - powiedział - "Im lepiej będziemy potrafili zademonstrować, że ludzie doświadczają wyrazistych snów i wizji, tym bardziej będziemy pomocni".

Inne badania sugerują, że sny stanowią ujście dla nagromadzonych emocji. Tore Nielsen, neurolog, badacz snów i dyrektor Dream and Nightmare Laboratory na uniwersytecie w Montrealu, przypuszcza, że pod koniec życia ta potrzeba staje się bardziej natarczywa. Niespokojne sny są efektem nadmiaru energii. Ale pozytywne sny mogą służyć podobnemu celowi.

 "Motywacja i parcie na te sny pochodzi z uczucia strachu i niepewności" - mówi Nielsen - "Śniący dosłownie pomagają sobie poradzić z problemem".

W tygodniach i dniach przed śmiercią sny badanych pacjentów pojawiały się ze zwiększoną częstotliwością, zapełniane raczej przez zmarłych niż żywych. Badacze sugerują, że zjawisko to może mieć nawet wartość prognostyczną. (...)

Oczywiście wielu umierających pacjentów nie jest w stanie porozumieć się ze światem zewnętrznym. Albo opowiadają typowe senne śmieci: karzeł podnoszący lodówkę, sąsiad przynoszący kurę czy małpa w mieszkaniu. A niektórzy pacjenci, ku własnemu rozczarowaniu, nie pamiętają swoich snów.

Kerr, który niedawno prowadził wykład na temat swoich badań, powiedział, że jedynie zachęca, by opiekunowie medyczni zadawali pacjentom pytania otwarte na temat snów, bez obawy o oskarżenia ze strony rodziny i kolegów.

 "Często, gdy podajemy im środki uspokajające, odcinamy ich od ich własnego procesu umierania" - mówił - "Robiłem to i czułem się okropnie. Mówili: "okradłeś mnie - byłem z moją żoną".

Zawiłości delirium

Leżąc na łóżku, przy którym siedziała jej matka, pacjentka miała wizję: zobaczyła najlepszą przyjaciółkę matki - Mary, która umarła na białaczkę lata wcześniej - bawiącą się zasłonami. Włosy Mary znów były długie. "Czułam, że przyszła powiedzieć: ‘wszystko będzie dobrze’. Poczułam ulgę i szczęście, i już się nie bałam" - Jessica Stone, 13 lat, chora na mięsaka Ewinga, typ złośliwego nowotworu kości, na kilka miesięcy przed śmiercią.

W hospicjum wielu cierpi na zespół majaczeniowy, który może dotknąć nawet 85 proc. hospitalizowanych pacjentów pod koniec ich życia. W delirium, wywołanym gorączką, przerzutami do mózgu lub właściwą stadium końcowym zmianom w chemii organizmu, rytm dobowy jest poważnie zakłócony, dlatego pacjent może nie zdawać sobie sprawy z tego, czy jest na jawie czy śni. Zdolności poznawcze są zaburzone.

Ci, którzy opiekują się śmiertelnie chorymi, skłaniają się ku traktowaniu poprzedzających śmierć snów, jako przejawów delirium. Jednak badacze z hospicjum Buffalo twierdzą, że choć niektórzy ujęci w badaniu pacjenci wchodzili i wychodzili ze stanu majaczenia, ich sny nie były - z definicji - efektem tego stanu. Pacjenci deliryczni ogólnie nie mogą wchodzić w interakcje z innymi lub prowadzić spójnej narracji. Halucynacje, które opisują, mogą być traumatyczne, nie pocieszające.

Mimo to otwartym pozostaje pytanie, co zrobić z oświadczeniami tych pacjentów o "śnieniu na jawie" albo "wizjach" - i nie tak rzadkim zjawisku widzenia zmarłych krewnych lub przyjaciół krążących pod sufitem lub stojących w rogu pomieszczenia.

Donna Brennan, długoletnia pielęgniarka w hospicjum Buffalo, przypomina sobie rozmowę z 92-letnią pacjentką z zastoinową niewydolnością serca. Siedząca na kanapie pacjentka nagle popatrzyła w stronę drzwi i wykrzyknęła: "Chwileczkę. Rozmawiam z pielęgniarką".

Gdy Brennan powiedziała 92-latce, że nikogo tam nie ma, pacjentka uśmiechnęła się i wyjaśniła, że to ciotka Janiece (jej zmarła siostra) i poklepała miejsce na kanapie, pokazując "gościowi", gdzie może usiąść. Potem pacjentka radośnie odwróciła się do Brennan i dokończyła rozmowę.

W swoich notatkach Brennan opisała ten epizod, jako "halucynacje". Kiedy jednak incydent zrelacjonowano Kerrowi i Anne Banas, neurologowi i lekarce opieki paliatywnej w hospicjum Buffalo, woleli określenie "wizja".

 "Czy wizje mają jakiekolwiek znaczenie czy są całkowicie chaotyczne?" - pyta Banas. "Jeśli mają znaczenie, to czy powinniśmy je badać? Czy przynoszą pociechę czy przykrość? Naszą powinnością jest zadanie tych pytań".

Ponowne przeżywanie traumy

Pacjent nigdy tak naprawdę nie opowiadał o wojnie. Jednak historie z nią związane pojawiły się w jego ostatnich snach. W pierwszym zakrwawione zwłoki były wszędzie. Na plaży "Omaha" w Normandii. W wodzie. Był 17-letnim strzelcem na łodzi ratunkowej, próbującym gorączkowo dotrzeć do okrętu USS Texas. "Wokół mnie była tylko śmierć i zabici żołnierze" - opowiadał. W kolejnym śnie zmarły żołnierz powiedział mu: "przyjadą po ciebie w przyszłym tygodniu". W końcu przyśniło mu się, że otrzymał zwolnienie ze służby, co opisał, jako "pocieszające". Umarł we śnie dwa dni później - John, 88 lat, miał chłoniaka.

Nie wszystkie sny na łożu śmierci uspokajają. Naukowcy odkryli, że około 20 procent z nich przynosi negatywne emocje. Często ci, którzy doświadczyli jakiejś traumy, mogą ponownie ją przeżywać w swoich ostatnich snach. Jednym może to pomóc poradzić sobie z tymi doświadczeniami. Innym nie.

Kiedy lekarze powinni interweniować przepisując leki przeciwpsychotyczne lub przeciwlękowe, by zapewnić pacjentom spokojną śmierć? Doktorzy z hospicjum Buffalo podejmują tę decyzję po konsultacjach z zespołem lekarskim, którego ocena bierze też pod uwagę informacje od członków rodziny pacjenta.

Kerr mówi: "Dzieci zobaczą swoich rodziców w zmienionym stanie i będą myślały, że cierpią i walczą z procesem umierania. Ale jeśli powiesz im: ‘Ona opowiada o zmarłych, ale to normalne. Założę się, że wiele się dowiesz o niej i swojej rodzinie’, zauważysz, że krewni się uspokajają, a nawet robią notatki".

Bez odpowiedniej informacji ze strony rodziny zespół lekarzy może nie wiedzieć, jak odczytać pobudzenie pacjenta. Jedną z chorych najwyraźniej dręczyły koszmary. Zespół lekarski hospicjum porozmawiał z krewnymi i ci dość niechętnie ujawnili, że kobieta była molestowana seksualnie, jako dziecko. Rodzina była przerażona faktem, że przeżywała one te wspomnienia jeszcze raz w swoich ostatnich snach.

Dzięki tej informacji lekarze zdecydowali się podać leki przeciwlękowe, a nie jedynie przeciwpsychotyczne. Kobieta rozluźniła się i odbyła trudną rozmowę z księdzem. Zmarła podczas spokojnego snu kilka dni później.

Tej jesieni pielęgniarka Brennan opiekowała się pacjentem w końcowym stadium raka płuc, byłym policjantem. Zwierzył się jej, że "robił złe rzeczy" w pracy. Powiedział, że zdradzał żonę, a dzieci nie chciały z nim rozmawiać. Jego sny nigdy nie były spokojne - mówi Brennan. "Dostawał cios nożem, strzelano do niego, albo nie mógł oddychać. Przepraszał żonę, która nie odpowiadała, albo przypominała mu, że złamał jej serce. Jego dusza nie mogła zaznać spokoju".

Niektórzy specjaliści opieki paliatywnej uważają, że takie sny to istota duchowego doświadczenia i nie powinno się nimi manipulować. Quill, który nazywa takich ludzi "romantykami z hospicjum", nie zgadza się z tym.

 "Naszymi pytaniami powinniśmy otwierać drzwi, ale nie przepychać przez nie pacjentów" - mówi - "Nasza praca to być świadkiem, badać i pomagać im znosić samotność. Jeśli sny i wizje są łagodne i bogate w treści, to zostawmy je. Ale jeśli otwierają zagojone rany, dostarczmy prawdziwej pomocy - psychologa, kapelana - ponieważ w tej sferze my lekarze nie wiemy, co robić".

Pociecha dla żywych

W pierwszym śnie czarny pająk z małymi oczkami zbliżył się do jej twarzy. Potem zamienił się w ogromną czarną ciężarówkę jadącą szybko w jej kierunku. Przerażona zmusiła się, by się obudzić. W innym śnie musiała przejść przez pralnię, by dotrzeć do kuchni. Popatrzyła na podłogę i zobaczyła około 50 czarnych pająków. Bardzo się przestraszyła. Jednak przypatrzyła im się bliżej i zobaczyła, że to biedronki. Wtedy się ucieszyła. "Biedronki są miłe i wiedziałam, że mnie nie skrzywdzą" - opowiadała potem. "Więc przeszłam do kuchni" - Rosemary Shaffer, 78 lat, dwa miesiące przed śmiercią na raka jelita grubego.

Badacze z hospicjum Buffalo zauważyli, że takie sny przynoszą pocieszenie nie tylko umierającym, ale także żałobnikom.

Kathleen Hutton wierzy w senniki pieczołowicie prowadzone pod koniec życia przez jej siostrę Rosemary, byłą nauczycielkę i dyrektorkę. Shaffer pisała o pająkach i ciężarówkach, a potem o biedronkach. W jednym śnie zobaczyła kwiaty w domu pogrzebowym, które przypomniały jej o tych, które jej córka malowała na ręcznie robionych apaszkach. Poczuła się kochana i radosna.

 "Cieszę się, że siostra mogła rozmawiać o snach z pracownikami hospicjum" - mówi Hutton - "Ona wiedziała, że to jej podświadomość próbuje poradzić sobie z tym, co czuje. Była znacznie spokojniejsza".

Hutton przyznaje, że świadomość tego sprawiła, że dużo łatwiej było jej poradzić sobie z żałobą po siostrze.

Kilka miesięcy temu Brennan rozmawiała z przygnębionym mężem, którego żona cierpiała na raka trzustki z przerzutami do wątroby. Kobieta opowiadała, że śni o pracy, Bogu i znajomych, którzy już umarli. Pacjentka uważała, że trafi do nieba, ponieważ Bóg powiedział jej, że była dobrą żoną i matką.

 "Jej mąż był zły na Boga" - wspomina Brennan. - "Powiedziałam mu: Ale Ann nie jest. Jej sny wcale jej nie przerażają. Wszystkie są o docenieniu".

 "On tylko skłonił głowę i zaczął płakać".

Jan Hoffman/New York Times News Service


tłum. AWT

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje