Nowy proces w sprawie "Milkshake murder"

Sąd Najwyższy w Hong Kongu unieważnił 11 lutego wyrok ws. o morderstwo dla Amerykanki, która rzekomo dodała do truskawkowego shake'a swojego męża pigułkę gwałtu, a następnie zadała mu kilka ciosów w głowę mosiężną figurką.

Sąd Apelacyjny zażądał nowego procesu dla Nancy Kissel, która przyznała się do zamordowania swojego męża Roberta, bogatego inwestora bankowego, podczas kłótni o rozwód i prawa do opieki nad trojgiem ich dzieci.

Reklama

Pani Kissel uderzyła męża ponad trzykilogramową statuetką - autopsja wykazała pięć oddzielnych urazów czaszki, z których każdy mógł być śmiertelny - a następnie zawinęła jego ciało w śpiwór, orientalny dywanik i plastikową folię, zabezpieczając całość sznurkiem i taśmą. Policja odkryła ciało 4 dni później w schowku ich luksusowego domu w Hong Kongu. W międzyczasie, jak przekonywał oskarżyciel, pani Kissel zamówiła do mieszkania nowy dywan, meble i poduszki.

Oskarżona, lat 46, twierdziła, że padła ofiarą przemocy domowej i zabiła męża w obronie własnej. Zeznawała, że małżonek zmuszał ją często do seksu analnego i oralnego, poza tym brał kokainę i ostro pił. W trakcie feralnej kłótni, jak mówiła, zagroził jej kijem baseballowym.

W orzeczeniu z 11 lutego sędziowie przytaczali dowody oskarżenia, które nie były - ich zdaniem - dostatecznie wyjaśnione oraz te oddalone w pierwszym procesie. Jeden z sędziów, Kemal Bokhary, powiedział, że w oryginalnym procesie, prowadzonym przez sędziego Michaela Lunna, było wiele uchybień.

Ich rezultatem było "tak poważne odejście od przyjętych norm, że stworzyło istotną groźbę niesprawiedliwości, stąd wyrok powinien być unieważniony" - argumentował Bokhary.

Do morderstwa doszło w listopadzie 2003 roku, a we wrześniu 2005 pani Kissel została skazana na dożywocie. Pierwsza apelacja, w październiku 2008, została odrzucona.

Sąd miał rację, udzielając sędziom, którzy popełnili błędy w trakcie tego procesu, niebywale dosadnych nagan.

Pani Kissel, która na ostatniej rozprawie pojawiła się na wózku inwalidzkim, pozostaje w areszcie. Nie wiadomo, czy jej obrona będzie starała się o zwolnienie za kaucją. Nowy proces nie rozpocznie się wcześniej, niż jesienią.

W związku z sensacyjnymi nowymi faktami w sprawie, proces od nowa zelektryzował społeczność ekspatów w Hong Kongu - grupę zamożnych biznesmenów, bankierów i prawników, którzy cieszą się licznymi przywilejami i prowadzą niezwykle rozrzutne życie. O sprawie napisano dwie książki: "Nigdy dość" Joe McGinnisa i "Przeklęta rodzina" Kevina F. McMurraya.

Robert i Nancy Kissel pobrali się w 1989 roku, a w 1997 przenieśli do Hong Kongu. Ich małżeństwo przeżyło jednak poważny kryzys w 2002 r., w okresie świąt Bożego Narodzenia - mówił Andrew Li, sędzia Sądu Apelacyjnego.

"W trakcie ferii świątecznych, które rodzina spędziła na nartach w Whistler w Kanadzie, miało miejsce wiele nieprzyjemnych incydentów" - napisał Li w 118-stronicowym orzeczeniu sądowym.

Pan Kissel zainstalował program szpiegujący na komputerze małżonki i zatrudnił prywatnego detektywa, aby przyłapać ją na romansie - później potwierdzonym - z mężczyzną, który montował sprzęt RTV w ich letnim domku w Vermont.

Nancy Kissel przyznała, że już wcześniej dodawała środka nasennego do whisky swojego męża i szukała w internecie skutków ubocznych działania niektórych leków, w tym Rohynolu, znanego jako "pigułka gwałtu".

Autopsja wykazała obecność w organizmie Roberta Kissela Rohynolu, a także czterech innych substancji, przepisanych pani Kissel kilka dni wcześniej przez psychiatrę. Kissel pozostawił po sobie majątek warty 18 milionów dolarów, którego główną spadkobierczynią była jego żona.

Trójka dzieci państwa Kissel, z których najstarsze miało w momencie tragedii 10 lat, początkowo zamieszkała z dziadkiem niedaleko Chicago. Potem, z powodu jego niezdolności do zapewnienia im opieki, dzieci wychowywały się z bratem ojca - Andrew Kisselem - i jego żoną w Connecticut.

Jednak w 2005 roku Andrew Kissel został oskarżony przez władze federalne o defraudację milionów dolarów na rynku nieruchomości i zmuszony do noszenia elektronicznej obroży. W kwietniu 2006, znaleziono go zamordowanego we własnym domu. Najprawdopodobniej dzieci mieszkają obecnie z ciotką niedaleko Seattle.

Podsumowując ostatnie orzeczenie sądu, sędzia Bokhary powiedział, że śmierć Roberta Kissela z rąk jego żony jest niepodważalna. Jednak można domniemywać, że nastąpiła ona w obronie własnej. Z całą pewnością pani Kissel dołożyła starań, żeby ukryć zwłoki. Czy jest jednak pewne, że zrobiła to, by zamaskować morderstwo? Być może uległa panice i próbowała ukryć fakt zabójstwa, mimo że nastąpiło ono w efekcie ataku na nią?

O tym zdecyduje nowy proces.

Mark Mcdonald/International Herald Tribune

Tłum. AM

New York Times/©The International Herald Tribune
Dowiedz się więcej na temat: morderstwo | wyrok | nancy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje