"NYT": Rośnie liczba zdiagnozowanych przypadków ADHD, ale wsparcia nadal brakuje

W zeszłym roku Sinan Sonmezler z Istambułu odmówił dalszego chodzenia do szkoły. Koledzy z ósmej klasy nazywali go „dziwakiem” i „głupkiem”, a nauczyciele stale karcili za skłonność do patrzenia w okno podczas lekcji. Dyrektor szkoły powiedział jego rodzicom, że jest „leniwy”.

Sinan cierpi na zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD), chorobę, o której w wielu miejscach na świecie ludzie wciąż niewiele wiedzą.

Reklama

 "Stracił wiarę w to, że może cokolwiek osiągnąć i nawet przestał się starać" - mówi ojciec Sinana, Umit Sonmezler, z zawodu inżynier mechanik.

Podczas gdy na całym świecie wzrasta liczba zdignozowanych przypadków ADHD, społeczna wiedza o tej dolegliwości nie rośnie. Debaty na temat słuszności diagnoz i wykorzystywanych w leczeniu farmaceutyków - te same, które przez długi czas polaryzowały Amerykanów - toczą się obecnie od północnych i wschodnich regionów Europy po Środkowy Wschód i Amerykę Południową.

Dane pochodzące z różnych krajów opowiadają historię gwałtownej zmiany. W Niemczech wskaźnik zdiagnozowanych przypadków ADHD skoczył o 381 punktów proc. od 1989 do 2001 roku. W Wielkiej Brytanii liczba recept na preparaty przeciwko ADHD wzrosła o ponad połowę w ciągu pięciu lat -  z 420 tysięcy w 2007 roku do 657 tysięcy w 2012 roku. W latach 2005-2012 konsumpcja leków na ADHD podwoiła się w Izraelu. 

Gwałtowny wzrost w zażywaniu lekarstw wywołał falę krytyki pod adresem firm farmaceutycznych, które oskarżono o to, że - w poszukiwaniu zysków na wartym 11 miliardów dolarów międzynarodowym rynku preparatów przeciw ADHD - napędzają wzrost liczby diagnoz. W 2007 roku kraje poza Stanami Zjednoczonymi stanowiły jedynie 17 proc. odbiorców Ritalinu. Do 2012 roku wskaźnik ten wzrósł do 34 proc. 

 "Z pewnością musimy uważać na presję ze strony przemysłu farmaceutycznego i pochopne diagnozowanie" - przyznaje dr Luis Rohde, profesor psychiatrii dziecięcej w Federal University w Rio Grande do Sul w Brazylii i szef Światowej Federacji ADHD - "Ale musimy także dostrzegać cierpienie tych rodzin i tych dzieci, które nie mogą zdrowo dorastać bez odpowiedniej diagnozy."

Dla rodziców dzieci borykających się z deficytami uwagi najpilniejszą sprawą jest fakt, że ich dzieci nie otrzymują medycznego, społecznego i edukacyjnego wsparcia, jakiego potrzebują.

 "Jak oni mogą być tak okrutni?" - zapytała Olga Elizabet Abregu na fejsbukowej stronie TDAH Argentina (argentyńskiej grupie wsparcia dla cierpiących na ADHD). Abregu jest matką z San Miguel de Tucuman w Argentynie, a narzekała na to, że żaden z kolegów jej syna Santino nie przyszedł na jego przyjęcie urodzinowe.

U 8-letniego Santino zdiagnozowano ADHD. Jego matka napisała, że jeden z nauczycieli zdradził jej później, że inni rodzice zabronili swoim dzieciom bawić się z nim.

Abregu zabrała swojego syna z przepełnionej szkoły publicznej do drogiej prywatnej - finansowe poświęcenie pogłębione jeszcze faktem, że zrezygnowała z pracy jako opłacana przez państwo woźna, ponieważ orędowanie za Santinem u nauczycieli oraz pomaganie mu z pracą domową i społecznymi wyzwaniami zajmowało zbyt wiele czasu.

 "Tu gdzie mieszkamy, ludzie nie wiedzą nic o ADHD" - napisała w mailu - "A ci, którzy o nim słyszeli, mówią, że w niego nie wierzą, że to tylko niegrzeczne dzieci, które nie znają ograniczeń"

Abregu zaczęła chodzić z synem do psychologów, gdy miał 4 lata z powodu jego niesfornego zachowania, które - wtedy - oznaczało bicie innych dzieci i niemożność dzielenia się. W kwietniu neurolog postawił Santino diagnozę i przepisał mu leki pobudzające.

Abregu i jej mąż wahają się, czy wykupić tę receptę, ponieważ obawiają się efektów ubocznych. Ale boją się także konsekwencji postępowania wbrew zaleceniom lekarza. "Nie wiemy, czy to słuszne czy nie, że odmawiamy mu tych leków" - przyznała.

W Tbilisi w Gruzji Nino Jakhua szukała porady odnośnie lekarstwa dla swojego 6-letniego syna Nikoloza, u którego niedawno także zdiagnozowano ADHD. Problem jednak w tym, że w Gruzji obowiązuje zakaz sprzedaży środków pobudzających, które są głównymi lekarstwami wykorzystywanymi do leczenia ADHD w innych miejscach na świecie.

Dlatego zamiast nich neuropatolog z Tbilisi przepisał terapię i suplementy, m.in. glicynę, glutaminę, magnez, witaminę B, kwasy omega-3 i kwas masłowy, z których żaden nie stanowi konwencjonalnej metody leczenia ADHD.

Wydaje się, że tarapia pomogła - mówi matka Nikoloza - ale mimo to zastanawia się, czy lekarstwo nie pomogłoby bardziej. "On dużo się rusza, biega tam i z powrotem, mocno przytula ludzi i prosi by się z nim bawili. Ma problem z usiedzeniem 10 minut, by coś narysować" - opowiada.

Nino Margwelaszwili, neuropsycholog z Instytutu Neurologii i Neuropsychologii w Tbilisi, która pracuje także jako doradca w prywatnej szkole, mówi, że niektórzy rodzice po prostu przemycają lekarstwa, często z pomocą przyjaciół lub krewnych na Ukrainie.

W pozostałych przypadkach neurolodzy przepisują inne leki, m.in. uspokajające lub te zazwyczaj używane w przypadku demencji lub psychozy. "Sprawiają, że dzieci robią się ogłupiałe. Naprawdę mi ich żal" - mówi.

W wielu miejscach na świecie rodzice dzieci z ADHD mówią, że czują się napiętnowani, bez względu na to w jaki sposób próbują sobie radzić z chorobą.

“Jeśli leczysz lekarstwami, jesteś złą matką" - mówi Patricia Oedell, która mieszka w wiosce w pobliżu Villingen-Schwenningen w Niemczech i ma trójkę dzieci ze zdiagnozowanym ADHD - "Jeśli tego nie robisz, to także jesteś złą matką".

W przypadku Oedell początek szkoły w tym roku przywołał bolesne wspomnienia, gdy musiała przekonywać swoją wyśmiewaną przez kolegów nastoletnią córkę, by wróciła do klasy.

Z kolei jej 12-letni syn, u którego także zdiagnozowano ADHD, przechodzi od jednego kryzysu w drugi, jak wtedy gdy wbił sobie gwóźdź w palec lub gdy doznał oparzeń, ponieważ niósł pod kurtką zapaloną petardę.

Problemy te mogą wydawać się znajome amerykańskim rodzicom, którzy musieli sobie radzić z chorobą dzieci, ale w miejscach takich jak Villingen-Schwenningen zdiagnozowane ADHD może sprawić, że rodzice poczują się jak pariasi - podkreśla Oedell.

“W Niemczech inność tak naprawdę nie jest akceptowana" - mówi Oedell - “Ludzie albo mówią, że ADHD nie istnieje, albo czynią z niego jakiś wielki dylemat moralny".

Wyzwania związane z chorobą syna przerosły ostatecznie rodziców Sinana, 8-klasisty z Istambułu. Zaczęli oni szukać dla chłopca szkoły poza granicami Turcji i wybrali program w amerykańskim stanie Utah, który oferuje wsparcie dla uczniów z ADHD.

Szkoła będzie kosztować rodzinę 10 tysięcy dolarów miesięcznie, zmuszając ją do wybrania oszczędności i szukania pomocy u krewnych, ale rodzice nie widzą alternatywy.

“Na myśl o tym, że nie będziemy go widywać, ani z nim mieszkać, gdy będzie wkraczał w dorosłość, i że będzie tak bardzo daleko, robi nam się ogromnie przykro" - napisał w mailu jego ojciec - "Wtedy jednak przypominamy sobie, że może to być dla niego ratujący życie krok i próbujemy się uspokoić. To bardzo trudne".

Katherine Ellison

New York Times News Service

Dowiedz się więcej na temat: ADHD

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje