Pakistan, kraina nietolerancji

Ahmadyci nalegają, by nazywać ich muzułmanami. My, muzułmanie głównego nurtu, nalegamy, by nazywać ich heretykami – pisze na łamach „The New York Times” pakistański pisarz i publicysta Mohammed Hanif.

Ten kraj ma słaby system ochrony mniejszości religijnych, ale jeśli chodzi o ahmadytów, wyprzedzamy samych siebie. Członkowie tej sekty nalegają, by nazywać ich muzułmanami, a my - muzułmanie głównego nutu - nalegamy, by traktować ich jak najgorszych heretyków.

Reklama

Tego dnia, w którym pisałem ten artykuł, niewielki nagłówek w gazecie poinformował mnie, że ahmadycki prawnik, jego żona i 2-letnie dziecko zostali zastrzeleni w swoim domu za bycie ahmadytami. Zabójstwa jak to zdarzyły się już tak wiele razy, że historia nie była nawet jedną z głównych wiadomości. 28 maja 2010 r. dziewięćdziesięciu ahmadytów zginęło podczas ataków na dwa meczety w Lahore. Żaden urzędnik państwowy nie uczestniczył w pogrzebach.

Można by pomyśleć, że to rząd, organy egzekwujące prawo i sądy mogłyby zrobić coś z tak długotrwałymi aktami brutalności. Są jednak zbyt zapracowani. Dowiedziałem się z innego nagłówka w prasie, że sąd okręgowy w pobliżu Lahore we wschodnim Pakistanie skazał na karę śmierci trzech ahmadytów za bluźnierstwo. Czwarty mężczyzna został zastrzelony przed procesem podczas aresztowania.

Ostrożnie jest nie pytać, jaki akt bluźnierczy został popełniony, ponieważ zgodnie z prawem samo powtarzanie czegoś bluźnierczego może zostać uznane za bluźnierstwo. Według jednej z gazet, mężczyźni próbowali usunąć ze ścian plakaty religijne, które nawoływały do nienawiści przeciwko ahmadytom. Zgadza się, zostali skazani na śmierć za zrywanie plakatów, które zachęcały ludzi do zabijania. (Oskarżyciele twierdzili, że ponieważ plakaty miały charakter religijny, usunięcie ich było zniewagą dla proroka Mahometa).

Sekta ahmadi (lub ahmadijja) jest reformatorskim ruchem założonym przez Mirzę Ghulama Ahmada pod koniec XIX wieku w mieście Qadian, w dzisiejszej indyjskiej części Pendżabu. Ahmad twierdził, że jest inkarnacją mesjasza obiecanego w islamskich świętych tekstach. Zakwestionowane zostało tym samy główne przekonanie muzułmanów, że Mahomet jest ostatnim prorokiem islamu. Ahmad został oskarżony o bycie agentem Imperium Brytyjskiego.

Obecnie nie istnieją wiarygodne statystyki dotyczące liczby ahmadytów w Pakistanie. Wielu z nich nie przyznaje się publicznie do ahmadi; inni odmawiają udziału w spisie powszechnym. Szacunki wahają się od 500 tys. do 4 milionów.

W 1974 r., wybrany w Pakistanie parlament uznał ahmadytów za nie-muzułmanów. Partie religijne organizowały protesty uliczne, domagając się takiego zapisu. Mimo że ówczesny parlament pełen był liberałów i socjalistów, kiedy nadszedł czas głosowania, nie pojawiło się wiele przeciwnych głosów.

Nasz obecny parlament nadal utrzymuje ten stan rzeczy. W ubiegłym tygodniu Muhammad Safdar, zięć ostatnio odsuniętego premiera, grzmiał przeciwko ahmadytom, domagając się dla nich zakazu wstępowania do sił zbrojnych. Zażądał też przemianowania Wydziału Fizyki uniwersytetu w Islamabadzie, ponieważ w 2016 r. został on nazwany imieniem Abdusa Salama - jedynego, pakistańskiego naukowca, który został laureatem nagrody Nobla. Rząd pakistański już prawie od czterech dekad stroni od nadawania imienia Salama czemukolwiek, ponieważ był on ahmadytą. Okazało się, że ani jeden parlamentarzysta nie opowiedział się przeciwko diatrybie Safdara.

Na początku miesiąca parlament zmienił również przysięgę, którą Pakistańczycy muszą przyjąć w celu uzyskania paszportu lub startu w wyborach. Standardowa wersja oświadczenia brzmi: "Niniejszym uroczyście oświadczam, że uważam, że Mirza Ghulam Ahmad Qadiani jest fałszywym 'nabi', a także uważam, że jego zwolennicy, czy należący do grupy Lahori czy Qadiani, są nie-muzułmanami". ("Nabi" oznacza "proroka".) Język w prawie wyborczym został zmieniony z  "uroczyście oświadczam" na "wierzę".

Nie jest jasne, dlaczego tak się stało. Rząd twierdzi, że to błąd biurowy. Wywołało się jednak publiczne zamieszanie; padły oskarżenia, że rząd podejmuje działania przeciwko ahmadytom. Parlament natychmiast wrócił do poprzedniej wersji i tak wszyscy znowu uroczyście oświadczamy, a nie wierzymy.

Słowo "Ahmadi" prawie nigdy nie zostało użyte podczas debaty w parlamencie. Wolimy nazywać ahmadytów "Qadianis", co oznacza "pochądzący z Quadian". Ahmadyci uważają to słowo za obraźliwe, dlatego go używamy.

Kilka miesięcy temu dostałem telefon od mojej rodziny, która nadal mieszka w wiosce moich przodków w Pendżabie. Powiedziano mi, że jakiś nieznajomy przyszedł i wypytywał o mnie. Twierdził, że jest moim przyjacielem ze szkoły. Kiedy jeszcze w myślach próbowałem połączyć jego imię z jakąś twarzą, mój krewny zapytał: "Czy twój przyjaciel jest Qadiani?". Nagle przypomniałem sobie chłopaka z mojej szkoły, który rzeczywiście był moim przyjacielem a jednocześnie był ahmadytą. Zapytałem krewnego: "Skąd wiedziałeś, że to Qadiani?". Odpowiedź w zasadzie nie powinna mnie zaszokować, ale jednak tak się stało. "Mam wbudowany detektor Qadiani. Zawsze ich wyczuję".

Chciałem przypomnieć mojemu krewnemu, że kiedy byłem dzieckiem, a on był młodym chłopakiem, wszyscy jego najlepsi przyjaciele to byli ahmadyci. Widziałem, jak zamykał się w naszej łazience i palił pierwszego papierosa z tymi niewiernymi. Ale wtedy przypomniałem sobie sytuację, kiedy zostałem spoliczkowany.

Musiało to być około 1974 roku. Miałem około dziewięciu lat i uczestniczyłem w lekcjach Koranu. Mój nauczyciel był bardzo spokojny. W tym czasie protestujący na bazarach nawoływali kupujących, aby nie chodzili do sklepów prowadzonych prze ahmadytów. Zapytałem mojego nauczyciela, kim są ahmadyci, a ten cierpliwie mi wyjaśniał, że są heretykami, ponieważ zakwestionowali pogląd, że Mahomet był ostatnim prorokiem islamu. Zapytałem wtedy, czy nawet jeśli są to heretycy, to czy islam mówi, że nie możemy kupować rzeczy z ich sklepów? 

W okresie mojego dorastania, ahmadyci byli traktowani nawet gorzej niż hindusi czy żydzi. W połowie lat 80., 10 lat po tym, jak ahmadyci zostali uznani za nie-muzułmanów, kolejnym zestawem praw zabroniono im nawet zachowywania się jak muzułmanie.

To trudna sytuacja, ponieważ ahmadyci naciskają na to, by nazywać siebie muzułmanami i zachowują się jak muzułmanie. Modlą się w meczetach, wykonują azan w czasie na modlitwę, mówią "assalamu alaikum" ("pokój z tobą" - przyp. red.), powołują się na wolę Allaha lub jego miłosierdzie - i za każdym razem, gdy czynią cokolwiek z powyższych, naruszają prawo państwowe. Jeśli nazywają ich meczet "meczetem", stają się przestępcami. Jeśli nazywają ich codzienne modlitwy "namaz", tak jak muzułmanie, ryzykują karą więzienia. Ahmadyci są oskarżani o bluźnierstwo, kiedy wydrukują werset Koranu na swoich zaproszeniach ślubnych.

Na początku miesiąca widziałem ministra spraw zagranicznych Pakistanu, Khawaja Muhammada Asifa, udzielającego wywiadu w telewizji. Właśnie wrócił z objazdu po Stanach Zjednoczonych i został oskarżony o zadawanie się tam z ahmadytami. Z trudem tłumaczył, że nigdy nie spotkał ahmadyty w swoim życiu. Aby udowodnić swoje stanowisko, powiedział, że kiedyś, gdy siedział w restauracji w Islamabadzie, dwóch chłopców podeszło, by zrobić sobie z nim selfie. "Zapytałem ich: Mam nadzieję, że nie jesteś Qadianis?". Minister spraw zagranicznych i gospodarz programu głośno się zaśmiali.

Zadzwoniłem ostatnio do mojego dawnego przyjaciela - ahmadyty. Nasza krótka rozmowa była pełna bluźnierstw. Zachowywał się jak muzułmanin. "Assalamu alaikum", przywitał mnie. Powiedział, że dzięki łasce Allaha nadal ma pracę. Czasami, gdy ludzie podejrzewają, że jest ahmadytą, zostaje wyrzucony ze sklepu lub spotkań biznesowych. "Ale Bóg jest dobry" - mój przyjaciel podtrzymywał. Jego żona, nauczycielka projektowania mody, nadal pracuje na uniwersytecie - chociaż nie korzysta z pokoju dla wykładowców, ponieważ niektórzy coś podejrzewają. Dzieci dobrze sobie radzą, dzięki Allahowi, ale powiedział im, żeby nie przyznawały się nawet najbliższym znajomym, że są ahmadytami.

Próbował sprawić, byśmy obaj poczuli się lepiej: "Dzięki Allahowi, nie jest nam aż tak źle, jak szyitom. Zobacz, ilu z nich zostało zabitych ze względu na ich przekonania".

Pakistan powstał głównie w celu ochrony religijnych i ekonomicznych praw muzułmanów, którzy byli mniejszością przed podziałem Indii w 1947 roku. Ale od czasu powstania kraju stworzyliśmy nowe mniejszości i ciągle znajdujemy nowe sposoby, jak się nad nimi znęcać.

Mohammed Hanif, "The New York Times"
tłum.: dk


Mohammed Hanif jest autorem powieści "A Case of Exploding Mangoes" (w jęz. polskim: "Wybuchowe mango") oraz "Our Lady of Alice Bhatti",  jak również autorem libretta do opery "Bhutto"

The New York Times
Dowiedz się więcej na temat: Pakistan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje