Pani prezydent musi odejść

Prezydent Park Geun-Hye zawsze unikała bezpośrednich starć. To dlatego tak nisko upadła – pisze na łamach "The New York Times" Se-Woong Koo.

Przeznaczeniem prezydent Park Geun-Hye z Korei Południowej zawsze było stać się liderem politycznym. Dorastała w rezydencji prezydenckiej jako córka najdłużej rządzącego dyktatora Korei Południowej, Park Chung-Hee. Po tym, jak jej matka zginęła w zamachu wymierzonym w jej ojca w 1974 roku, Park stała się de facto pierwszą damą kraju.

Reklama

Później, przez 15 lat była prawodawcą, umacniając swój wizerunek zręcznego polityka i pomagając budować konserwatywną partię, której głównym trzonem stało się bezpieczeństwo narodowe i wzrost gospodarczy. W ten sposób, w 2013 roku, stała się pierwszą kobietą prezydentem kraju.

Jej głównymi atutami był rodowód i wizerunek kobiety konserwatywnej i wolnej od korupcji.

We wrześniu ten wizerunek szybko jednak prysł, kiedy media zaczęły przyglądać się jej długoletniej powierniczce, Choi Soon-Sil. Choi oskarżana jest o nadużywanie swoich dobrych relacji z panią prezydent w celu wyłudzania pieniędzy, rozwijania kariery swojej córki i wpływanie na politykę rządu.

Naród był oszołomiony, a potem wściekły, kiedy usłyszał te rewelacje. Według niektórych szacunków 200 tysięcy osób brało udział w protestach w Seulu, żądając ustąpienia Park ze stanowiska. Rząd napotkał na trudności, a sondaże poparcia dla prezydent pokazują jednocyfrowe wyniki.

Relacja pomiędzy Park i Choi podobno zaczęła kiełkować właśnie po śmierci matki Park. Ojciec Choi, Choi Tae-min,  miał rzekomo zbliżyć się do młodej Park i twierdził, że potrafi nawiązać kontakt z jej zmarłą matką. Choi, który był liderem mrocznego kultu, zmarł w 1994 roku, jednak związek Choi Soon-Sil i prezydent Park zdążył się już umocnić i tak działo się przez kolejne dziesięciolecia.

Do niedawna opinia publiczna nie wiedziała nawet, jak duży wpływ Choi miała na Park. Według lewicowej gazety "Hankyoreh", dwie fundacje pod kontrolą Choi zostały przeprowadzone przez proces zatwierdzenia przez rząd w rekordowym tempie. Niektóre z największych firm w Korei Południowej przekazały na ich rzecz dziesiątki milionów dolarów, a część tych pieniędzy została następnie przetransferowana do Niemiec, gdzie Choi jest właścicielką kilku nieruchomości i wielu przedsiębiorstw-widm. Choi przyznała także, że korzystała ze swoich relacji z prezydent, aby załatwić specjalne względy dla swojej córki.

Po tym, jak dziennikarze zaczęli się przyglądać sprawie, zarzuty namnażały się w rekordowym tempie. Park została  oskarżona o umożliwienie Choi wpływania na politykę rządu, w tym na decyzję o zamknięciu kompleksu przemysłowego Kaesong w Korei Północnej. Choi wpływała na  przemówienia Park i umieszczała swoich współpracowników na atrakcyjnych stanowiskach w rządzie. Pomagała także swoim znajomym zdobywać lukratywne kontrakty rządowe. 31 października została za to aresztowana.

Koreańczycy nie są naiwni, jeśli chodzi o słabości polityków. Defraudacja i płatna protekcja są zjawiskiem powszechnym. Park zawsze wydawała się być ponad tym i to właśnie powód, dla którego upadła tak szybko i tak mocno.

Przed skandalem Park roztaczała wokół siebie aurę prawości. Posiadając dom wart dziesiątki milionów w zamożnej dzielnicy Seulu Gangnam, otworzyła jego drzwi przed dziennikarzami i pokazywała, jak oszczędnie żyje. Nigdy nie wyszła za mąż i izolowała się od swojego rodzeństwa - co działało na jej korzyść pokazując, że bliscy krewni nie mogli mieć na nią żadnego wpływu. Jej zwolennicy mawiali, że jest żoną narodu - co tylko wzmacniało jej postać.

Zawsze umiejętnie przypominała Koreańczykom o swoim dziedzictwie. Jej staromodna fryzura i sukienki przywodziły na myśl jej matkę, którą zapamiętano jako pełną wdzięku i skromną pierwszą damę. Spuścizna jej ojca, w połączeniu z modernizacją, jaka zaszła w Korei Południowej, pozwoliła jej wykreować wizerunek osoby, która potrafi sobie poradzić z chwiejną ekonomią. Urząd obejmowała z obietnicą na ustach dotyczącą "ekonomicznej demokratyzacji", ślubując poprawę południowokoreańskiego, brutalnego rozwoju, za którym stał jej ojciec, oferując w zamian ciepły, matczyny dotyk.

Teraz Koreańczycy zastanawiają się, czy Park - kiedyś nazywana "królową wyborów" z powodu swojej niesamowitej zdolności do zwyciężania - mogła w ogóle nie być geniuszem politycznym, a może wcale nie kierowała sprawami państwa i kwestiami związanymi z rządem. Jak słusznie pytała redakcja konserwatywnego dziennika "Donga Ilbo": "Czy mogła to być administracja Choi Soon-sil, a nie Park Geun-Hye?"

Park, która stała się teraz przedmiotem kpin, sparaliżowała procesy polityczne w całym kraju. Zgromadzenie Narodowe debatuje nad swoją reakcją na skandal, zamiast ustalać przyszłoroczny budżet.  Konserwatywni sojusznicy Park uciekają w popłochu, aby ocalić swoje kariery polityczne. A solidne poparcie, jakim prezydent cieszyła się wśród wyborców powyżej 60. roku życia, stopniało. Jeden z ostatnich sondaży poparcia wskazał zaledwie 5 procent.

Prezydent przeprosiła już naród i obiecała, że podda się śledztwu i zerwie wszelkie więzi z Choi. W dążeniu do wyciszenia skandalu, zdymisjonowała aż ośmiu swoich współpracowników i wyznaczyła nowego premiera. Zgromadzenie Narodowe odmówiło jednak zatwierdzania go na stanowisku po raz kolejny pokazując jak bardzo stopniała władza pani prezydent.

Wszystkie gesty Park przyszły zbyt późno. Opinia publiczna zwróciła się się przeciwko niej, gdy "Chosun Ilbo", największy dziennik w kraju, użył w swojej kolumnie z lekcjami języka chińskiego dwóch słów "rezygnacja" i "impeachment". Słowa te zyskały w Korei ogromną popularność i były jednymi z najczęściej wyszukiwanych w sieci przez społeczeństwo.

Nawet emocjonalne przeprosiny wydały się być nieco egoistyczne: obwiniała siebie za podejmowanie złych decyzji, nie przyznając się jednocześnie do żadnych wykroczeń karnych. To tylko dolało oliwy do ognia wściekłości narodowej.

Park zawsze podkreślała swoje poświęcenie dla dobra narodu. Jeśli miałaby postąpić wedle tych słów, powinna zrezygnować. Stała się bowiem przeszkodą na drodze do rozwoju narodu, który rzekomo tak kocha.

Se-Woong Koo/The New York Times

Tłum.: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama