Panie Trump, żyję w Korei Południowej i pan mnie przeraża

Prezydent Trump prowadzi niebezpieczną grę wyższości, która sprawia, że wszyscy mieszkańcy Półwyspu Koreańskiego są w niebezpieczeństwie - pisze na łamach "The New York Times" Se-Woong Koo, publicysta z Korei Południowej.

Seul, Korea Południowa. Pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy byłem w trzeciej klasie, nauczyciel poświęcił całą lekcję, by opowiedzieć nam, że Stany Zjednoczone celowo utrzymują Półwysep Koreański podzielony, aby móc sprzedawać broń do naszego kraju.

Opowiedziałem tę historię w domu, na co moja matka i brat stwierdzili, że nauczyciel musi być radykalnym zwolennikiem Korei Północnej. Powiedzieli, że Stany Zjednoczone to nasz sojusznik, i że nasz prawdziwy wróg jest na północy - Kim Il Sung. Mówili, że komuniści chcą nas zniszczyć, a Amerykanie po prostu starają się chronić nas i naszą drogą demokrację.

Reklama

Wtedy w to wierzyłem. Teraz wygląda na to, że Ameryka może doprowadzić nas do zagłady.

Jak stwierdził rosyjski minister spraw zagranicznych, Siergiej Ławrow, Prezydent Donald Trump i przywódca Korei Północnej, Kim Dzong Un, działają jak "dzieci w przedszkolu", rzucając w siebie prowokacyjnymi stwierdzeniami i formułując groźby. A podczas gdy Trump i Kim prześcigają się  nawzajem pirotechnice słownej, w Korei Południowej narasta strach, że możemy zmierzać do wojny.

Nowym czynnikiem jest Trump, który nie ma problemu, by zniżyć się do poziomu dyktatora. Człowiek, który powinien być dla Seulu godnym zaufania sojusznikiem, prowadzi niebezpieczną grę wyższości, która sprawia, że wszyscy mieszkańcy Półwyspu Koreańskiego są w niebezpieczeństwie

W kwietniu Trump napisał na Twitterze, że jeśli Chińczycy nie pomogą Stanom Zjednoczonym w rozwiązaniu problemu jądrowego w Korei Północnej: "Rozwiążemy problem bez nich!". Następnie pojawiły się groźby Trumpa, że Koreę Północną zaleje deszcz "ognia i gniewu". Nazwał też Kim Dzong Una  "małym człowiekiem od rakiet" ("Little Rocket Man"), obiecując, że przywódcy Korei Północnej "długo nie przetrwają!".

Niedawno Donald Trump powiedział, że sekretarz stanu USA Rex Tillerson na misji dyplomatycznej w Azji Wschodniej "marnuje swój czas na negocjacje z małym człowiekiem od rakiet". Dodał: "Oszczędzaj swoją energię, Rex, zrobimy co trzeba!"

W zeszłym miesiącu doradca prezydenta [Republiki Korei - red.] Moona Jae Ina publicznie zakwestionował to, w jakim stopniu Korea Południowa powinna uginać się amerykańskiej polityce Trumpa. "Nawet jeśli sojusz Stanów Zjednoczonych i Korei Południowej ma zostać cofnięty, wojna musi zostać przerwana", powiedziała doradca, Moon Jung In.

Innym widocznym przykładem tego, jak destabilizujące mogą być działania Trumpa, są rutynowe spadki na południowokoreańskiej giełdzie po jego twittach. Południowokoreański won stracił około 10 proc. swojej wartości wobec euro, odkąd na wiosnę zaczęły się obecne problemy. (Wobec dolara won jest stabilny, ponieważ dolar także traci na wartości).

Nastroje w Korei Południowej są coraz gorsze. Zestawy ratunkowe wysprzedano w ubiegłym tygodniu, ludzie dawali je sobie jako prezenty na Święto  Środka Jesieni - najważniejsze święto w kraju. Nastąpił wzrost sprzedaży masek gazowych, konserw i żywności. Krajowe wsparcie w zakresie pozyskiwania broni nuklearnej w Korei Południowej w celu przeciwdziałania rosnącemu arsenałowi Północy wynosi 60 proc., wzrastając z około 49 proc. w 2014 r.

Niektórzy Koreańczycy są podekscytowani popisami słownymi Trumpa i rozkoszują się perspektywą wykończenia Korei Północnej inwazją przeprowadzoną przez Stany Zjednoczone. Gdy Waszyngton ostatnio wysłał dwa bombowce lecące blisko wybrzeża Korei Północnej, segment mediów krajowych okrzyknął je "łabędziami śmierci", idealizując ich siłę ognia. Prawicowe gazety racjonalizują retorykę Trumpa, często bez uwzględnienia jej konsekwencji.

Pjongjang nie jest bez winy. Korea Pólnocna zrobiła znaczny postęp w swoim programie zbrojeniowym, naruszając przy tym rezolucje ONZ. Kim Dzong Un zagroził amerykańskiemu terytorium Guam, a w zeszłym miesiącu przeprowadził kolejny test nuklearny - szósty w ciągu nieco ponad dziesięciu lat. Korea Północna uruchomiła również międzykontynentalne pociski balistyczne, które potencjalnie mogłyby dotrzeć do terytorium części Stanów Zjednoczonych. I przez cały czas Kim Dzong Un utrzymuje swój własny ogień zaporowy w walce na słowa.

Ostatnio sam złapałem się na dyskusji w rodzicami o planach ewakuacji. Moja  pierwsza myśl, gdyby wojna miała się zacząć, to jechać do mieszkania rodziców oddalonego o jakieś 7 mil (11,2 km) i ich zabrać stamtąd. Mój ojciec się roześmiał. "Nie wiesz, że drogi zostaną zablokowane?" - powiedział. Zasugerowałem wtedy, że powinni dostać się do najbliższego dworca kolejowego i pojechać do Busan, portu na południowo-wschodnim krańcu półwyspu.

Moja mama westchnęła, jakbym był kompletnym idiotą. "Jeśli będzie wojna, wszyscy umrzemy" -  powiedziała. "Dlatego ciągle mówię ci, żebyś wyjechał z kraju zanim coś poważnego się wydarzy".  Już nie mówi, że Ameryka ocali nas przed komunistami.

Se-Woong Koo

The New York Times

tłum.: dk

Autor tekstu jest wydawcą internetowego magazynu Korea Expose.

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje