Po "Galeriankach" Polska robi rachunek sumienia

Młode dziewczyny godzinami wałęsają się po centrach handlowych sprzedając swoje ciała za modne jeansy, telefony Nokii lub nawet za parę skarpetek.

Katarzyna Rosłaniec, była studentka akademii filmowej, po raz pierwszy zauważyła grupę galerianek w ich wysokich lateksowych butach trzy lata temu. Poszła za nimi i przy papierosie udało jej się nawiązać z nimi kontakt. Przez kolejnych sześć miesięcy dziewczyny opowiadały jej o swoim życiu seksualnym, o mężczyznach, których nazywały "sponsorami", potrzebie markowych ciuchów, wiecznie nieobecnych rodzicach, przedwczesnych ciążach, zaprzepaszczonych marzeniach...

Reklama

29-letnia Rosłaniec zapisywała ich sekrety starając się zapamiętać, jakich konkretnie słów używały, np. "frajer". Plotkowała z nimi na Grono.net, aż w końcu poznała ich naprawdę dużo.

Rezultatem tych znajomości jest poruszający, mroczny film "Galerianki", którego premiera odbyła się jesienią zeszłego roku i wywołała w Polsce narodową debatę na temat moralnej zapaści tego niegdyś konserwatywnego, w większości katolickiego kraju.

Zobacz film "Galerianki" w serwisie FILM

Materializm niszczy Polskę?

Film opowiada historię czterech nastolatek, które "załatwiają klientów" w toaletach centrów handlowych, aby mieć pieniądze na nowe ubrania. Produkcja zdobyła taki rozgłos, że rodzice przyznawali, iż konfiskowali kopie filmu na DVD z obawy, że może dostarczyć ich dzieciom dokładnego instruktażu.

Ujawnienie faktu, że katolickie dziewczyny, niektóre pochodzące z dobrze sytuowanych rodzin, prostytuują się za szaliczek Chanel albo drogi obiad w restauracji z sushi, zrodziło w Polsce pytanie - czy materializm niszczy już duszę narodu?

W filmie jedna z bohaterek, Milena, "znająca się na rzeczy", seksowna królowa galerianek, tłumaczy Ali, jeszcze niewinnej początkującej, jak wybierać potencjalnych sponsorów: "Patrzysz na buty gościa, jego zegarek, telefon i odpowiadasz sobie na pytanie, czy te rzeczy są drogie. To początek, rozumiesz?" - instruuje. Miłość nie istnieje, dodaje, to co ma znaczenie, to to, co możesz dostać w zamian za seks.

Trzeba zapłacić za czynsz

Prawdziwe galerianki mówią, że po wybraniu sponsora idą za nim do sklepu i starają się go uwieść podczas przymierzania ubrań. Seks wymieniany jest tylko na z góry ustaloną rzecz, np. na bluzkę, nigdy na pieniądze. Dochodzi do niego w toaletach, albo w samochodzie na parkingu - co z kolei wzbudziło zainteresowania ochrony i zmusiło galerianki do szukania alternatywy.

Ostatniej nocy w "Space", ulubionej dyskotece galerianek, dziesiątki nastolatek w obcisłych czarnych wdziankach tańczyło w rytm polskiego hip-hopu. Otaczali je dużo starsi mężczyźni, kupujący im co chwilę drogie drinki. - Życie w Warszawie jest drogie - mówi 18-letnia, bezrobotna Sylwia i dotyka nogi 31-latka, którego dopiero co poznała - Muszę znaleźć kogoś, kto pomoże mi zapłacić czynsz.

Rosłaniec określa galerianki mianem córek kapitalizmu. - Rodzice dawno zagubili się w gonitwie za nową pralką, samochodem albo domem. 14-letnia dziewczyna potrzebuje systemu wartości, który nie może powstać bez pomocy jej rodziców. W rezultacie te dziewczyny żyją w świecie bez uczuć, gdzie liczy się tylko czysta kalkulacja.

Problem nie tylko w Polsce

Niektórzy socjolodzy przyznają, że galerianki to znak postkomunistycznego społeczeństwa, niektórzy jednak twierdzą, że reżyserka przesadziła przedstawiając skalę problemu. Ale Rosłaniec zauważa, że ten trend nie ogranicza się tylko do Polski. Opowiada, jak po projekcjach filmu od Hong Kongu, poprzez Tel Aviv aż po Toronto, przychodziły do niej nastolatki i opowiadały o galeriankach, które znają ze szkoły.

- Jedynym krajem, w którym młodzież wyglądała na szczerze zaskoczoną, była Finlandia - mówi i dodaje - bogate państwo socjalne.

Według ostatniego raportu Rzecznika Praw Dziecka 20 proc. nastoletnich prostytutek w Polsce sprzedaje swoje ciała, żeby zarobić na markowe ciuchy, modne gadżety albo bilety na koncerty. Dziewczyny zazwyczaj zaczynają w wieku 15 lat, chłopcy - 14.

Bezradny Kościół

Niektórzy krytycy zwracają uwagę na to, że film pokazuje wyidealizowany obraz rynku seksualnego. Monika Siuchta, która pracuje z młodzieżą, podkreśla, że prawdziwe nastoletnie prostytutki są często wykorzystywane i bardzo zaniedbane, co kontrastuje ze złotem, które noszą.

Adam Bogoryja-Zakrzewski, dziennikarz, który nakręcił dokument na temat galerianek, podkreśla, że problem ten obnaża jak bardzo Kościół - przeciwny aborcji, gejom i antykoncepcji - stracił wpływ na młodą generację, którą bardziej pociągają seks, alkohol i konsumpcja. - W Polsce centra handlowe to nowe katedry - mówi.

Kościół w Polsce tak bardzo boi się stracić wiernych, że kilka lat temu w jednym z centrów handlowych w Katowicach postawiono konfesjonał, który oferował katolikom rozgrzeszenie w przerwie między świątecznymi zakupami.

Niektórzy zwracają z kolei uwagę na to, że fenomen galerianek odzwierciedla zanik forsowanej przez socjalizm "równości". - Nasze matki były szczęśliwe, jeśli miały jedną lalkę do zabawy, którą w dodatku uszyła im ich mama - mówi Dagmara Krasowska, która zagrała Milenę. - Moja generacja bawiła się już Barbie, która zresztą nudziła nam się po 5 minutach. W czasach komunizmu nasze mamy nosiły takie same mundurki. Dziś nastolatki dostają modne ubrania, ale i tak nigdy nie są usatysfakcjonowane.

Cokolwiek jednak nie kryłoby się za tym fenomenem, pracownicy opieki społecznej i rodzice boją się, że dzieci zaczną postrzegać galerianki jako wzór do naśladowania.

Galerianki w bajkowej krainie

Marcin Drewniak, który zajmuje się pracą z młodzieżą w Krakowie, zauważa, że galerie stały się nowymi centrami społecznościowymi, dostarczając młodym jednocześnie ucieczki i pokusy. - Mogą iść do galerii i nie martwić się brzydką pogodą ani przeszkadzającymi dorosłymi. Mogą przymierzać ubrania i wypróbowywać perfumy bez wydawania pieniędzy. Galerie to dziś coś na kształt bajkowej krainy. To wszystko byłoby nie do pomyślenia w czasach komunizmu - mówi.

Drewniak opisuje też, że typowa galerianka to dziewczyna między 14. a 16. rokiem życia, mieszkająca z tylko jednym rodzicem. Najczęściej nadużywa narkotyków albo alkoholu i sprzedaje swoje ciało, by podwyższyć sobie poczucie własnej wartości. Dziewczyny nie przyjmują pieniędzy, a swoich klientów nazywają "chłopakami" albo "frajerami", aby nie dopuścić do siebie myśli, że są prostytutkami.

Wielu nastolatków w Polsce twierdzi, że galeriankom powinno się współczuć, a nie je naśladować. W Złotych Tarasach 15-letnia Nina Chmielewska, która w przyszłości chce zostać aktorką, mówi, że w jej szkole jest kilka galerianek. Twierdzi, że budzą one w niej odrazę, ale jednocześnie rozumie ich motywy.

- Jeśli chcesz być lubiany i akceptowany w szkole musisz mieć dobry telefon, modne buty i chłopaka. Oceniają cię po tym, jak wyglądasz - mówi - Zdecydowanie nie chcę skończyć z jakimś spoconym, brzydkim facetem.

Dan Bilefsky The International Herald Tribune Tłum. Agnieszka Waś-Turecka

International Herald Tribune
Dowiedz się więcej na temat: rodzice | seks | ubrania | Kościół | rachunek | film | dziewczyny

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje