Po kantońsku, proszę!

Zawsze sądziłam, że rozmawianie z własnym dzieckiem w ojczystym języku to najnaturalniejsza rzecz pod słońcem. Najwyraźniej jednak nie wszyscy są tego zdania.

Kilka miesięcy temu, podczas przyjęcia urodzinowego naszej dwuletniej córeczki, przeżyłam lekki szok. Pierwszym jego zwiastunem było zdenerwowanie i frustracja, jakie odmalowały się na twarzy czteroletniego chińskiego chłopca, kiedy zapytałam go po kantońsku, na którą ze znajdujących się na stole przekąsek miałby ochotę.

Reklama

"No, no, no!" - wrzasnął po angielsku chłopiec. Jego mama niezwłocznie przetłumaczyła mu to, co powiedziałam, na język Szekspira.

Ambitni rodzice

Poczułam się zbita z tropu. Chłopiec urodził się i wychował w Hongkongu. Ojczystą mową jego rodziców jest kantoński - jeden z najpopularniejszych języków w Chinach - a mimo to do swoich dzieci zwracają się wyłącznie po angielsku. Dodajmy, że jest to angielszczyzna daleka od doskonałości.

Powód okazał się prosty: moi znajomi chcą, aby ich dzieci dostały się do prestiżowej międzynarodowej szkoły. Obawiają się, że jeśli w domu maluchy będą porozumiewały się po kantońsku, nie będą miały możliwości opanować angielskiego w stopniu pozwalającym na przejście rozmowy kwalifikacyjnej.

Matka jest zachwycona postępami swoich pociech. Synek dostał się już do międzynarodowego przedszkola, a młodsza córeczka wypowiada swoje pierwsze słowa w języku angielskim.

Szybko zdałam sobie sprawą, że ta ambitna mama nie jest jedyną osobą, która wyznaje takie poglądy. Zauważyłam, że kilkoro innych rodziców obecnych na urodzinach mojej córki również zwracało się do swoich dzieci łamaną angielszczyzną.

Jak to powiedzieć po angielsku?

"Pokażę ci, jak to działa" - odezwał się do swojego dziewiętnastomiesięcznego synka jeden z ojców, wymachując przed jego nosem zabawkową lokomotywą i całkowicie przekręcając szyk zdania, w którym pobrzmiewał ciężki akcent.

Później w rozmowie ze mną przyznał z niejakim zakłopotaniem, że ma kłopoty z angielską wymową i gramatyką. Próby porozumienia się z synkiem w języku, który jemu samemu sprawia trudności, rodzą najróżniejsze problemy.

"Kiedyś starałem się wytłumaczyć mu, jak ma zapiąć guziki u swojej koszulki" - zaczął, przerzucając się nieoczekiwania na kantoński. "Okazało się jednak, że nie wiem, jak to powiedzieć po angielsku. Musiałem zadzwonić do kolegi i poprosić o pomoc."

Zapytałam go, czy nie uważa, że lepiej jest mówić do dziecka w języku, w którym on sam czuje się swobodnie.

"Wydaje mi się, że zbyt długo mieszkałaś za granicą, i nie rozumiesz trosk tutejszych rodziców" - wtrąciła się matka chłopca. "Rywalizacja o miejsca w międzynarodowych szkołach jest bardzo zacięta. Jeśli nie dołożymy starań, by syn mówił po angielsku, nie przejdzie przez rozmowę kwalifikacyjną" - dodała.

Ojczysty jako drugi

Spojrzałam na słodkiego oseska, który zajęty był gonieniem toczącej się po podłodze piłki, i zrobiło mi się trochę smutno.

Chłopiec nie ma jeszcze dwóch lat i wciąż gaworzy, używając swoich własnych, dziecięcych słów. Tymczasem w naszym świecie, opartym na współzawodnictwie, panuje przekonanie, że maluch powinien być otoczony wyłącznie językiem angielskim - językiem, którym jego rodzice nie posługują się swobodnie, ale który w ich mniemaniu jest bardziej wartościowy, niż ich mowa ojczysta.

Coraz częściej ambitni rodzice z Hongkongu starają się ułatwić swoim dzieciom opanowanie angielskiego już od najmłodszych lat, zapisując maluchy do specjalnych anglojęzycznych grup zabaw, międzynarodowych przedszkoli i szkół.

W niektórych spośród tych elitarnych instytucji dzieci uczą się języka mandaryńskiego (standardowy język chiński, będący językiem urzędowym ChRL - red.) jako... drugiego języka.

A język kantoński, mający cechy lokalnego dialektu? Kogo to obchodzi?

Zagrożone dziedzictwo

Czuję smutek. Co stanie się ze znanymi od pokoleń rymowankami, których uczyły nas nasze babcie; z piosenkami, które śpiewaliśmy w przedszkolu; z pięknymi wierszami z czasów dynastii Tang, których uczyły się na pamięć wszystkie maluchy w wieku przedszkolnym?

Z pewnością też klasyczne "Opowieści o dwudziestu czterech cnotliwych synach" - historie, które chińscy rodzice przekazywali swoim dzieciom już w XIV wieku, wpajając im w ten sposób konfucjańską cnotę szacunku do rodziców - przetłumaczone na język angielski, nie mają tej samej kulturotwórczej siły oddziaływania.

W języku kantońskim pobrzmiewają również echa starożytnego języka chińskiego, których próżno szukać w oficjalnym języku mandaryńskim. To żywy język, pełen barwnych sformułowań. To nasze dziedzictwo - kto przekaże je potomnym, jeśli my tego nie zrobimy?

Groźba upadku języka

Dzieci, które nie są uczone języka swoich przodków, są skazane na utratę więzi ze swoją ojczystą kulturą. Jak będą postrzegać swoją tożsamość, gdy staną się dorosłymi ludźmi? Czy wciąż będą miały poczucie przynależności do kultury Chin?

Czy przyszłe elity naszego społeczeństwa będą wyznawać międzynarodowy światopogląd, będąc jednocześnie pozbawionymi korzeni?

Być może moje obawy są przesadzone - zastanawiam się jednak, czy nadejdzie taki dzień, w którym my, mieszkańcy Hongkongu, zapłaczemy nad upadkiem naszego języka. Wówczas może być już jednak na to za późno.

Verna Yu

"New York Times" / "International Herald Tribune"

Tłum. Katarzyna Kasińska; śródtytuły od redakcji INTERIA.PL

New York Times/©The International Herald Tribune
Dowiedz się więcej na temat: maluchy | Nie | rodzice

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje