Podróż schizofrenika. Życie musi być drogą

Wciąż pamiętam swoją pierwszą sesję terapeutyczną, na której pojawiłem się po wyjściu ze szpitala. Miałem wtedy 20 lat i po powrocie z wycieczki do Nowego Jorku zdiagnozowano u mnie schizofrenię. Mój umysł, poszlachtowany obrazami dobra i zła, szarpany przez anioły i demony i ta cała determinacja, żeby uratować świat...

Byłem wówczas w stanie szoku, bo zaczynałem pojmować, że pomiędzy tymi wszystkimi urojeniami, paranoją, która czołgała się przez mój mózg, funkcjonowałem tak naprawdę w rzeczywistości - jako chory człowiek

Uśmiech schizofrenika

Reklama

Stała potrzeba zmian sprawiała, że czułem, jakby mrówki chodziły mi po skórze - to był efekt uboczny zażywania antypsychotycznych leków, które mi przepisano.

Codziennie, w każdym momencie, czułem się, jakbym miał zaraz wydłubać sobie oczy, wyrwać włosy. Nie mogłem usiedzieć na miejscu.

Uśmiechałem się, chociaż to tak naprawdę nie było to w pełni możliwe i nie mogło być przez najbliższy czas.

W kręgu

Grupa pełniła dwie funkcje - była terapią skierowaną zarówno do osób ze schorzeniami psychicznymi, jak i osób uzależnionych od narkotyków. Przypisano mnie do tej grupy po tym, jak przyznałem, że byłem uzależniony od marihuany,

Lekarze zapewniali, że grupy terapeutyczne są integralną częścią mojego leczenia. Zgodziłem się na to tylko dlatego, że chciałem uciec ze szpitalnego więzienia i wrócić do mojego ciepłego łóżka.

Siedziałem w kręgu różnych ludzi. Był budowlaniec w zakurzonych butach, oblepiony błotem; była dziewczyna z depresją i wciąż nienagannym makijażem i fryzurą. Tych dwoje zaprzyjaźniło się. A zaczęło się wszystko od historii o metamfetaminie.

Był również cichy, spokojny mężczyzna, który wygłaszał jedynie krótkie zdania. To było słowne staccato (z muz. - dźwięki grane oddzielnie - przyp. tłum.). Był również handlowiec, który twierdził, że jego lekarstwami są: jedzenie, kokaina i marihuana.

Osobliwy chór

Siedziałem tam i patrzyłem na tych ludzi. Próbowałem nerwowo znaleźć naturalną pozycję dla rąk. Mógłbym przysiąc, że myśleli sobie różne rzeczy na mój temat, oceniając mnie po wyglądzie i wyrazie twarzy.

Ludzie kiwali głowami, jakby w geście akceptacji. Ale wiedziałem, że wrócą do swoich przyjaciół i będą sobie żartować ze mnie - schizofrenicznego dzieciaka, który wygląda dziwacznie.

Kiedy nadeszła kolej na mnie, wstałem i powiedziałem cicho, że mam na imię Mike.

"Cześć Mike, witaj" - powiedzieli chóralnie dziwnym tonem. Mogło się wydawać, że to gościnne, ciepłe powitanie, ale wiedziałem, że tylko czekają na sposobność, by uderzyć.

Wilki żuły moje kości

Z trudem wydusiłem z siebie, że moi  lekarze oświadczyli, że mam schizofrenię, i że zażywam marihuanę, palę papierosy i - co zgapiłem od marketingowca - moim nałogiem jest również jedzenie.

Ich wzrok skupiony był na mnie. Czułem się, jakbym był w piekle. Wszyscy wiercili we mnie dziury, przewiercali się bezlitośnie do środka, polowali na moje słabości, a potem - w głębi duszy - śmiali się z tego.

Byli wilkami, żującymi i rozgryzającymi moje kości. Chciałem wyjść, ale kontynuowałem. Kiedy skończyłem, usiadłem na krześle i pochyliłem głowę, odmawiając skomentowania czegokolwiek, co pojawiło się w dalszej części sesji terapeutycznej.

Czy to dzieje się naprawdę?

Jak do tego wszystkiego doszło? Byłem szczęśliwy w szkole średniej, nawet dość popularny, nie obawiałem się niczego, nie troszczyłem się o to, co inni o mnie myślą.

Pamiętam, że miałem przyjaciół w bardzo odmiennych środowiskach, w różnych grupach i w różnym wieku. Zdolność nawiązywania kontaktów z ludźmi wydawała się wówczas czynnością nie wymagającą żadnego wysiłku.

Kiedy chorujesz na schizofrenię, nadrzędnym problemem jest niezdolność do określenia, czy to, co się aktualnie dzieje, rzeczywiście ma miejsce w rzeczywistości.

Czy ten inny ton twojego głosu był sygnałem, że powinienem mieć bardziej przyjazny stosunek? A może bardziej zdystansowany? Czy ten śmiech, który słyszałem za sobą, dotyczył mnie czy czegoś zupełnie innego? To są kwestie, które codziennie spędzają mi sen z powiek.

Długotrwały proces

Wychodzenie z choroby psychicznej jest długotrwałym procesem.

Terapia wymaga staranności, silnego wsparcia i regularnego brania leków. Zażywanie leków powoduje, że ta paranoja wycisza się, chociaż ona cały czas jest, przypomina, że jestem wciąż chory.

Nauczyłem się akceptować to, czym jest paranoja, a to pomaga mi z tą chorobą żyć; żyć w świadomości, że wciąż będę tą samą osobą, bez względu na to, czy ludzie będą o mnie myśleć negatywnie. To stanowi ogromną i ważną część mojej terapii.

Od czasu pierwszej sesji terapeutycznej pracowałem ciężej, niż można to sobie wyobrazić, Próbowałem doprowadzić do perfekcji stan normalności. Siłą napędową było odzyskiwanie zdolności do nawiązywania kontaktów z innymi ludźmi. Studiowałem książki dotyczące mowy ciała, manier, neurologii i zachowań, by nauczyć się, jak być normalnym człowiekiem.

Wiedziałem, że jeśli dobrze wykonam to zadanie i uda mi się odnieść sukces w nawiązywaniu kontaktu z drugim człowiekiem, poczuję zawrót głowy. Ale częściej te interakcje są cząstkowe i nie są końcem świata.

Nie trzeba chyba mówić, że umawianie się na randki jest dla mnie oczywiście trudnym zadaniem. Ale mam przyjaciół, a oni wszyscy wiedzą, że jestem chory na schizofrenię. Wydaje się, że akceptują fakt, że choroba psychiczna jest po prostu chorobą, a nie defektem człowieka.

Piętno choroby psychicznej

Widzę, że to piętno blednie z dnia na dzień, chociaż nadal wiele osób się boi chorych psychicznie.  To nic, że kilka żartów czy poczucie humoru często nie mogą tego naprawić. Wciąż znam wiele innych osób ze schizofrenią, którym nie jest łatwo - cierpią każdego dnia, a ja potrafię ich zrozumieć, bo jestem pewien, że ja tam też byłem.

Dochodzenie do siebie wymaga sporo pracy, ale jest to możliwe. Ja musiałem pokonać długą drogę od pierwszej sesji. Ale życie nic nie znaczy, jeśli nie jest drogą.

(Michael Hedrick jest pisarzem i fotografem, autorem powieści “ Connections: The Journey of a Schizophrenic")

Michael Hedrick/The New York Times 2014

Tłum. Ewelina Karpińska-Morek

Tytuł I śródtytuły od redakcji Interia.pl.

Dowiedz się więcej na temat: paranoja | schizofrenia | choroby psychiczne | zdrowie | The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje