Pokojowa Nagroda Nobla - liczy się misja

Grupa, która została w tym roku nagrodzona Pokojową Nagrodą Nobla nie przyczyniła się do tego, aby fizycznie wyeliminować broń jądrową "z obiegu". Jednak dla Komitetu Noblowskiego, są inne powody do tego, aby ją nagrodzić - czytamy na łamach "The New York Times".

Norweski Komitet Noblowski 6 października przyznał pokojowego Nobla grupie, która pracowała nad międzynarodowym traktatem o zakazie broni nuklearnej, przyznając jednocześnie, że traktat sam w sobie nie wyeliminuje broni nuklearnej. Skąd więc decyzja o przyznaniu nagrody?

Reklama

Zwycięzca, czyli Międzynarodowa Kampania Zniesienia Broni Nuklearnej (ICAN), promowała rozmowy w Organizacji Narodów Zjednoczonych, które doprowadziły do ​zawarcia traktatu zakazującego produkcji, posiadania lub wykorzystania broni nuklearnej.

Narody, które faktycznie dysponują taką bronią, w tym Stany Zjednoczone, bojkotowały te wysiłki. Amerykańskim argumentem, z którym trudno się nie zgodzić, jest to, że Stany Zjednoczone nie mogą porzucić broni nuklearnej, kiedy kraje takie jak Korea Północna ciągle ją rozwijają i grożą jej wykorzystaniem.

Odpowiedzią norweskiej komisji - opartą na historii przyznawania nagrody - było to, że im trudniejszy cel do zrealizowania, tym bardziej trzeba zachęcać tych, którzy się decydują na jakiekolwiek działanie.

W 1919 roku Woodrow Wilson został nagrodzony za walkę o Ligę Narodów, do której jego kraj nigdy nie dołączył; nagrodę z 1927 r. dzielili francuscy i niemieccy dyplomaci, którzy pracowali nad "pojednaniem francusko-niemieckim"; w 1995 r. nagroda trafiła do Jospeha Rotblata i Konferencji Pugwash, za "ich wysiłki na rzecz zmniejszenia znaczenia broni jądrowej w polityce międzynarodowej".

Mimo romantyczności tych idei, to właśnie "mistrzowie pokoju", jakich w swoim testamencie kazał nagradzać Nobel. Byli też laureaci, których sprawa została wsparta przez nagrodę i dzięki niej zyskała rozgłos, jak Lech Wałęsa z Polski i biskup Desmond Tutu z RPA.

Były też nagrody, które wzbudziły wielkie zaskoczenie, jak nagroda dla Yasserra Arafata, Yitzhaka Rabina, Szimona Peresa, Henry’ego Kissingera, czy Le Duc Tho (który odmówił jej przyjęcia). Były też nagrody dla Jimmy’ego Cartera lub Baracka Obamy w zaledwie dziewięć miesięcy po objęciu przez niego stanowiska.

Wątpliwości pojawiły się także w ubiegłym roku, gdy nagroda została przekazana prezydentowi Juanowi Manuelowi Santosowi z Kolumbii za porozumienie pokojowe, które jego rodacy odrzucili tuż  przed ogłoszeniem nagrody. Ale Santos nie zrezygnował z dążenia do zapewnienia spokoju i to właśnie uhonorowała komisja.

Trudno się dziwić, że dochodzi do sporów wokół nagród, które dotykają tak delikatnej sfery.

W swoich argumentach przeciwko amerykańskiemu uczestnictwu w negocjacjach w sprawie zakazu nuklearnego w marcu, Nikki Haley, ambasador Stanów Zjednoczonych w Organizacji Narodów Zjednoczonych, powiedział dziennikarzom: "Niczego więcej tak nie pragnę dla mojej rodziny, niż świata bez broni jądrowej. Ale musimy być realistami".

Jesteśmy realistami - ogłosił Komitet Noblowski - nie spodziewamy się, że ta nagroda wyeliminuje broń jądrową. Należy jednak wspierać i zachęcać tych, którzy dążą do świata  bez niej.

The Editorial Board/The New York Times

Tłum.: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje