Pokolenie Putina

Władimir Putin wprowadza grupę młodych, lojalnych technokratów, dążąc do tego, by reżim przetrwał nawet bez niego samego – pisze na łamach "The New York Times" bułgarski politolog Iwan Krastew.

Wybory prezydenckie w Rosji zaowocowały imponującym - jeśli nie zaskakującym - zwycięstwem Władimira Putina. Został wybrany na czwartą kadencję z szerokim marginesem i wysoką frekwencją w głosowaniu, które wydawało się być najczystszym w najnowszej historii Rosji (przynajmniej, jeśli wziąć pod uwagę to, co wydarzyło się w samym dniu wyborów).

Reklama

Te wybory były jednak czymś więcej, niż tylko ponownym zatwierdzeniem Putina na Kremlu. Zasygnalizowały one początek post-putinowskiej Rosji. Jako że prezydent zyskał powszechne poparcie dla swojej polityki (m.in. aneksji Krymu i konfrontacji z Zachodem), legitymizacja jego następnej kadencji zostanie określona poprzez sukces w uspokajaniu zwykłych Rosjan, że jego reżim przetrwa nawet wtedy, gdy nie będzie go już na Kremlu.

Rola Putina w wyobraźni rosyjskiego społeczeństwa jest dziś podobna do postkolonialnych narodowo-wyzwoleńczych przywódców lat 60. i 70. XX wieku. Uważany jest za założyciela nowego państwa, wybawiciela godności Rosji i odnowiciela jej statusu jako wielkiej potęgi. W przeciwieństwie do zachcianek Zachodu, Rosjanie poniżej 25. roku życia należą do jego najsilniejszych zwolenników.

Nie tylko na niego głosują, ale wielu z nich chce być jak on. 76 procent osób w wieku 18-30 lat postrzega pracę w służbach bezpieczeństwa jako "bardzo prestiżową" w porównaniu do 59 procent osób powyżej 60 lat. Jak zauważyli analitycy Andrei Kolesnikow i Denis Volkov, wewnątrz rosyjskiego społeczeństwa "nie istnieje debata o Putinie".

"Prawie nikt nie kwestionuje legitymizacji jego władzy jako prezydenta" - napisali analitycy w najnowszym raporcie dla Carnegie Moscow Center. "Putin jest jak stały portret na ścianie, którego nie można już zdjąć" - wskazali.

Pytanie brzmi, co stanie się z tymi, których portrety nie wiszą na ścianie. Pod koniec 2011 roku magazyn "Russian Reporter" opublikował studium dotyczące rosyjskiej elity, które ujawniło, że najważniejszym czynnikiem decydującym o członkostwie w elitarnym kręgu (na 300 najważniejszych stanowiskach rządowych) była znajomość z Putinem, zanim został prezydentem. Krótko mówiąc, Rosją przez ostatnie 18 lat rządził krąg przyjaciół.

Nic nie wskazuje na to, by prezydent planował odebrać temu kręgowi władzę. Oczywiste jest to, że zamierza otworzyć system dla lojalnych osób postronnych, w szczególności młodszych, co pozwoli zwiększyć mu szanse na przeżycie. Jest gotowy zaoferować społeczeństwu zmianę pokoleniową jako substytut zmiany politycznej.

Myśląc o nadchodzących latach, Putin - w przeciwieństwie do Borysa Jelcyna - nie myśli w kategoriach następcy, ale w kategoriach pokolenia następcy. Przewiduje on przeniesienie władzy ze swojego pokolenia na "pokolenie Putina", w skład którego wchodzą politycy, którzy osiągnęli pełnoletniość i zostali ukształtowani przez jego rządy. Proces ten już się rozpoczął: na kilka miesięcy przed wyborami dziewięciu młodych polityków zostało mianowanych gubernatorami regionalnymi.

Putin ma nadzieję, że to pokolenie zachowa i ochroni jego główne osiągnięcie: powrót Rosji jako wielkiej potęgi, zdolnej i zdecydowanej oprzeć się Stanom Zjednoczonym. Dla Putina niezależna polityka zagraniczna nie jest instrumentem, ale ostatecznym celem.

Ta nowa kohorta obejmuje młodych technokratów, którzy wywodzą się z różnych środowisk i mają różne doświadczenia, ale łączy ich jedno: są lojalni wobec reżimu i świadomi jego słabości. Uważają się raczej za menedżerów do spraw zarządzania kryzysowego niż za wizjonerskich liderów. Ufają technologii, ale nie wierzą polityce. Wiedzą, jak wykonywać instrukcje Putina, ale nie potrafią nie zgadzać się z prezydentem.

Siergiej Kirijenko, obecny zastępca szefa administracji prezydenta, który w 1998 roku w wieku 36 lat był premierem za czasów prezydentury Jelcyna i przykładem młodego liberalnego reformatora, jest teraz trenerem sztabu. W tym kontekście ujawnia się kontrast między młodymi reformatorami Jelcyna z końca lat 90., a dzisiejszymi młodymi technokratami Putina.

Reformatorzy Jelcyna mieli wyraźny profil polityczny: byli liberalni, prozachodni i działali jak zespół, silnie nawzajem się wspierający. Mieli ambicje polityczne i uważali się za siłę polityczną niezależnie od ich powiązań z Kremlem. Z kolei młodzi technokraci Putina są ekspertami w logistyce, bez żadnych rozpoznawalnych przekonań politycznych czy lojalności wobec jakiegokolwiek okręgu wyborczego. Nie są drużyną i nie będą stać za sobą murem.

Do niedawna, po każdych wyborach w Rosji, padało pytanie, kto powinien wygrać na Kremlu: modernizatorzy o zachodnich wzorcach czy antyzachodni konserwatyści? To pytanie nie ma już jednak znaczenia.

Mówienie po angielsku, ukończenie Harvardu lub praca dla dużej, zachodniej firmy nie mówi właściwie nic o politycznych poglądach przyszłych przywódców Rosji. Pokolenie technokratów Putina jest zachodnie, ale nie prozachodnie.

Nadchodząca zmiana pokoleniowa w rosyjskiej rzeczywistości niewiele mówi nam o przyszłości reżimu, ponieważ prezydent Putin jest jego największym atutem, a jednocześnie największą słabością. Dominuje na politycznej scenie w takim stopniu, że promuje tylko ludzi o umiarkowanych ambicjach, którzy potrafią efektywnie pracować dla prezydenta, ale sami nie potrafiliby zostać prezydentami.

Ironia polega na tym, że Putin dopuszcza nowych technokratów do władzy jako alternatywę po swojej nieudanej próbie ponownego wyznaczenia obecnego premiera Dmitrija Miedwiediewa na swojego następcę. W rzeczywistości pokolenie Putina to po prostu zbiorowy Miedwiediew. A jeśli chodzi o to, jak będzie wyglądać post-putinowska Rosja... Prezydent wróci na swoje miejsce - dokładnie tak, jak wtedy, gdy obsadził Miedwiediewa na Kremlu, a następnie postanowił wrócić do swojego starego biura.

Iwan Krastew / © 2018 The New York Times

Tłum. JM

(Iwan Krastew jest szefem Centrum Strategii Liberalnych w Sofii, stałym współpracownikiem Instytutu Nauk o Człowieku i autorem książek, m.in. After Europe ("Po Europie").

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje