​Porzuceni w Calais

Francja poczyniła pewne postępy, odkąd zburzyła obóz dla uchodźców zwany "dżunglą" w Calais, ale migranci wciąż przybywają w te okolice i cierpią - czytamy na łamach "The New York Times".

Francja zdaje sobie sprawę, że ma problem. Po tym, jak w lipcu tego roku organizacja Human Right Watch oskarżyła policję o stosowanie brutalnych taktyk wobec imigrantów w pobliżu Calais, przeprowadzono śledztwo i przyznano, że ​nadużycia były "prawdopodobne". Policja została oskarżona o stosowanie gazu łzawiącego wobec śpiących migrantów, w tym dzieci, oraz o używanie nadmiernej siły. Funkcjonariusze konfiskowali też koce i śpiwory migrantom zmuszonym do spania na wolnym powietrzu.

Reklama

Brutalność policji jest jednak tylko częścią tego problemu. Rozbity obóz, znany jako "dżungla" w Calais, którego populacja w pewnym momencie wzrosła do ponad siedmiu tysięcy osób, został zburzony rok temu. Stał się symbolem europejskiej porażki w walce z kryzysem migracyjnym. Lokalne władze i rząd Emanuela Macrona są obecnie zdeterminowani, by nie dopuścić do kolejnego powstania "dżungli". Aby temu zapobiec, uprzykrzają migrantom życie tak bardzo, jak to tylko możliwe.

Migranci wciąż jednak przybywają w pobliże Eurotunelu, by dostać się do Wielkiej Brytanii. Wielu sądzi, że ​​czeka ich tam lepsze życie, a niektórzy mają już na Wyspach rodziny.

Rezultatem tego wszystkiego są nieludzkie warunki życia dla około 700 migrantów, którzy powoli znów gromadzą się w Calais. Francuski rząd i miasto Calais zapewniły im toalety i pitną wodę, jednak dopiero po tym, jak Sąd Najwyższy, powołując się na "nieludzkie i poniżające traktowanie", podtrzymał w lipcu nakaz sądowy niższej instancji w tej sprawie. Sytuacja jest tak zła, że ​​w ostatnim czasie potępiła ją Organizacja Narodów Zjednoczonych. Tymczasem organizacje charytatywne, którym wciąż odmawia się stałego miejsca, by nieść tam migrantom pomoc, w locie dostarczają posiłki i zapewniają minimalną opiekę medyczną.

Zasługą rządu jest to, że zostało przeprowadzone dochodzenie. Raport zawiera przydatne zalecenia, które mają na celu poprawę sytuacji. Zagwarantowano, że funkcjonariusze policji zdają sobie sprawę, jak prawidłowo używać rozpylanych aerozoli i noszą na sobie widoczne oznaczenia, dzięki którym można ich łatwo zidentyfikować. Francuski rząd podjął też godne pochwały starania o zapewnienie dachu nad głową migrantom ewakuowanym z "dżungli" w ubiegłym roku. Umieszczono też ponad 1,6 tys. najmłodszych migrantów pozostających bez opieki w schroniskach dla nieletnich.

Imigranci, którzy są zdeterminowani, by dotrzeć do Wielkiej Brytanii, nie zrezygnują jednak ze swojego marzenia nawet, jeśli władze będą uprzykrzać im życie. Takie magiczne myślenie spowodowało, że na zimnie w Calais okrutnie pozostaje obecnie około 700 osób. Francuskie władze muszą im zapewnić odpowiednie schronienie, a także lepsze warunki sanitarne, żywność i opiekę medyczną.

Pomóc może również Wielka Brytania. Na razie przyjęła mniej niż połowę z 480 nieletnich, pozostających bez opieki migrantów, których obiecała zabrać na Wyspy w ramach tzw. poprawki Dubs. Inicjatorem pomysłu był laburzystowski polityk lord Alfred Dubs, który sam trafił do Wielkiej Brytanii jako dziecko-uchodźca.

Rabinka Janet Darley wezwała niedawno Brytyjczyków, by przyjęli obiecaną liczbę najmłodszych uchodźców.

"Przynajmniej brytyjski rząd powinien dotrzymać swojej obietnicy zanim nadejdzie zima" - zaapelowała.

Redakcja "The New York Times" © 2017

Tłum. JM

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy