Poznaj siebie w sieci

Anil Dash, długoletni przedsiębiorca i bloger w dziedzinie technologii, przeanalizował niedawno listę słów, których najczęściej używał na Twitterze. W serwisie tym śledzi go około pół miliona subskrybentów.

W ciągu wielu lat swojej internetowej aktywności Dash znalazł się w centrum wielu kontrowersji, które przetoczyły się przez sieć. Ale gdy przyjrzał się liście najczęściej używanych słów doszedł do wniosku, że wiele z jego tweetów było zbyt wojowniczych. Ten wniosek trochę go zawstydził.

(...) "Dotarło do mnie: boże, po co marnuję na to swoje życie? Jest tyle innych spraw, którym mógłbym poświęcić czas" - wspomina, po czym dodaje: - "Dostrzeżenie tego było niczym olśnienie. Zdecydowałem, że więcej nie będę się tym zajmował. Natychmiast zablokowałem pięć osób i w 10 sekund moje życie stało się lepsze".

Reklama

Analiza swojego zachowania na Twitterze dała Dashowi do myślenia. Razem z Giną Trapani, byłym wydawcą bloga "Lifehacker", stworzył ThinkUp, usługę, która analizuje, jak ludzie zachowują się na Twitterze i Facebooku. Jej celem jest pomoc użytkownikom w ulepszeniu swojej aktywności w sieci - by stała się ona mniej odruchowa, bardziej empatyczna i profesjonalna.

Oprócz listy najczęściej używanych przez daną osobę słów i innych oczywistych statystyk, jak liczba subskrybentów, ThinkUp dostarcza użytkownikom bardziej wyszukanych informacji, m.in. jak często dziękują lub gratulują innym, jak często przeklinają, czyje poglądy popierają oraz które ich posty wywołują największy odzew i u kogo.

Koniec z dupkami

Niektóre z tych rzeczy mogą wydawać się trywialne. Ale 6 miesięcy używania ThinkUp przekonało mnie, że to niezbędny przewodnik po tym, jak zachowuję się w sieci.

Każdego ranka usługa dostarcza mi email pełen informacji na temat tego, co robiłem na Twitterze i na Facebooku. Jednocześnie dokładność tych danych nieustannie uświadamia mi, że to, co robię w internecie, może zmieniać życie moje i innych w istotny, a czasem nieoczekiwany sposób. ThinkUp bez przerwy przypomina mi, że moje profile są non-stop obserwowane i oceniane.

I właśnie o to chodzi.

"Naszym bezpośrednim celem jest sprawienie, byś przestał zachowywać się w sieci jak dupek" - mówi Trapani - "Pośrednim natomiast uwrażliwienie, uświadomienie i w efekcie głębsza zmiana zachowania".

Współautorka ThinkUp podkreśla, że bardzo często ludzie zamieszczają posty bez szerszego spojrzenia na siebie samych i daną sprawę. To dlatego, że Facebook i Twitter, jak zauważyli już inni, wpływają na nasze myślenie. Serwisy społecznościowe często dają nam fałszywą atmosferę prywatności, dlatego sprawiają, że obniżamy poziom samokontroli. Jak narkotyk albo pasożyt infekują twoje urządzenia mobline, twoje codzienne przyzwyczajenia i każdą twoją wolną chwilę.

Głupi w sieci

Dla tych z nas, u których ta infekcja już się rozwinęła - mam na myśli m.in. siebie - każda codzienna obserwacja staje się zalążkiem 140-znakowego tweeta, a każda interakcja potencjalną trampoliną do emocjonalnie wyczerpującej bitwy.

“W sieci, gdzie nie musisz patrzeć w twarz innej osobie, samoczynnie włączają się bezmyślność i brak empatii" - mówi Trapani.

Jednym z największych niebezpieczeństw jest spontaniczna reakcja, która może mieć uzasadnienie w określonym kontekście, ale być zupełnie bez sensu dla szerszej publiczności. Mówiąc inaczej, problemem jest działanie bez zastanowienia, pozwolenie na to, by poniosła nas atmosfera chwili, bez refleksji nad długofalowymi konsekwencjami. Nigdy nie jesteś dalej niż kilka kliknięć od wpadki, która może zakończyć twoją karierę lub przynajmniej popsuć ci reputację na lata.

Zdanie sobie z tego sprawy - o czym codziennie w swej uporczywości przypomina ThinkUp - skłania do większej koncentracji podczas nawigowania w sieci.

Dzięki informacji zwrotnej od ThinkUp staram się wzmacniać przekaz większej liczby moich znajomych, to znaczy udostępniam posty osób, które mają mniej subskrybentów, by pokazać ich pomysły ludziom, którzy śledzą moje konto. Ponieważ ThinkUp powiadamia mnie o zmianach w profilach moich znajomych i przypomina, kiedy składane są im gratulacje, okazało się, że lepiej orientuję się w tym, co ważnego dzieje się w życiu ludzi z mojego otoczenia.

Zasadniczo jednak ThinkUp pomógł mi ograniczyć moją aktywność w serwisach społecznościowych. Każdego tygodnia usługa informuje mnie, jak często zamieszczałem posty. Czasami ta liczba jest okropnie wysoka - kilka tygodni temu sięgnęła 800. Dzięki temu zdałem sobie sprawę, że najprawdopodobniej przeciążam moich subskrybentów, dlatego w następnym tygodniu zmniejszyłem liczbę postów.

Nigdy więcej?

Jednak ThinkUp pobiera co miesiąc opłatę w wysokości 5 dolarów za każdy serwis społecznościowy, z którego korzystasz. Czy jest tego wart? W końcu istnieje lepszy i pewniejszy sposób zapobieżenia internetowej katastrofie: po prostu przestań używać tych serwisów.

Ale - nawet jeśli hasło “nigdy nie tweetuj" stało się w tym roku dość popularne - to rzeczywista rezygnacja z Twittera czy Facebooka jest praktycznie niemożliwa dla wielu ludzi.

Po pierwsze, twój profil w sieci odgrywa ważną w rolę, w tym jak jesteś postrzegany przez potencjalnych pracodawców. W niedawnym badaniu wykonanym przez portal z ogłoszeniami o pracy CareerBuilder prawie połowa firm przyznała, że sprawdza profile społecznościowe ewentualnych kandydatów.

Dash i Trapani przekonują, że przyszłość jest coraz bardziej społecznościowa - większość zawodów coraz bardziej będzie się przenikać, a wizerunek w sieci stanie się jeszcze ważniejszy.

Mimo to ThinkUp nie ma zbyt wielu użytkowników. Na jesieni 2013 roku usługa przyciągnęła tysiąc osób podczas kampanii crowdfundingowej i od tego czasu dopisało się jeszcze kilka tysięcy. Jednak wynik ten jest znacznie słabszy niż spodziewali się twórcy i tej jesieni musieli zwolnić kilka osób, by zmieścić się w założonym budżecie. Najważniejszą przeszkodą w przyciągnięciu klientów - jak mówią - jest problem z wytłumaczeniem ludziom, dlaczego potrzebują ThinkUp.

To może się zmienić wraz z coraz większą liczbą osób, które zaliczają wpadki w serwisach społecznościowych albo przez umieszczenie nieprzemyślanego komentarza, który negatywnie odbił się na ich karierze, albo po prostu przez irytowanie znajomych swoją aktywnością do punktu, w którym ich internetowe zachowanie staje się przeszkodą w realnym życiu. W końcu ani Twitter ani Facebook nie mają wbudowanego poradnika, jak się na nich zachowywać.

Poza tym większość narzędzi, które dostarczają informacji zwrotnej na temat aktywności w sieci, jest kierowana do firm i profesjonalnych “managerów mediów społecznościowych", dlatego też nie jest dostosowana do potrzeb indywidualnych osób, które po prostu chcą się nauczyć zamieszczać lepsze posty.

"Jest wiele osób, które reprezentują samych siebie, a nie markę czy firmę, które po prostu chciałyby zadbać o swój wizerunek w sieci" - przekonuje Trapani - "To właśnie jest nasz target".

Farhad Manjoo

New York Times News Service

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy