​Problem Niemiec jest problemem całej Europy

Angela Merkel i Frank-Walter Steinmeier /PAP/EPA

Wybory w Niemczech ujawniły pewną ważną kwestię, że podział na Europę Zachodnią i Wschodnią zachodzący pomiędzy Niemcami i ich postkomunistycznymi sąsiadami, nie jest jedynym obowiązującym na świecie. Największy podział zachodzi bowiem w samych Niemczech - czytamy na łamach "The New York Times".

Reklama

Niemcy już od jakiegoś czasu nie brali udziału w budowaniu historii. Jednak wygląda na to, że te czasy się skończyły. Odniosłem takie wrażenie podróżując wzdłuż i wszerz Niemiec tuż przed wyborami. Byłem zaskoczony tym, jak normalny wydał mi się ten kraj - dobrze prosperujący, demokratyczny, tolerancyjny. Podczas, gdy inne europejskie społeczeństwa są targane uczuciami takimi jak złość i niepokój, w Niemczech większość obywateli jest zadowolona ze swojej sytuacji. Rząd dysponuje większym budżetem niż kiedykolwiek, bezrobocie praktycznie nie istnieje, a sposób, w jaki prowadzona była kampania prezydencka w Niemczech, różni się tym od kampanii wyborczej w USA, czym film familijny różni się od horroru.

Jednak pod tą "dziwną normalnością" kryje się coś niepokojącego. Podczas gdy większość Niemców zgodzi się, że w ich kraju kwitnie dobrobyt, jedynie kilku z nich jest w stanie przyznać, że każdy nadchodzący dzień napawa ich spokojem, bo niesie coraz lepsze rzeczy. Zamiast tego, pojawia się pewien lęk, który jest ułamek sekundy od tego, aby wypłynąć na powierzchnię.

"Tym razem to nie ekonomia, głupcze"

Reklama

Wybory w Niemczech dowodzą, że ze wszystkich kryzysów, które dotknęły Unię Europejską w ostatnim dziesięcioleciu, takich jak kryzys w strefie euro, Brexit, czy wojna na Ukrainie, to kryzys uchodźczy będzie miał największy wpływ na przyszłość Unii Europejskiej. Tym razem to nie ekonomia, głupcze.

Napływ uchodźców i panika kulturowa i demograficzna, jaka w jego wyniku powstała, wyjaśnia - bardziej niż cokolwiek innego - niepokój politycznego głównego nurtu Europy. Ten kryzys stał się w życiu Europy, tym samym, czym 11 września dla Amerykanów, ponieważ zasadniczo zmienił sposób patrzenia ludzi na świat.

Wybory w Niemczech ujawniły także kolejną istotną kwestię: że podział na Zachodnią Europę i Wschodnią pomiędzy Niemcami i ich postkomunistycznymi sąsiadami, nie jest jedynym obowiązującym. Największy podział zachodzi bowiem w samych Niemczech.

Na wschodzie Niemiec, na obszarach dawnej republiki komunistycznej, gdzie osiedliło się znacznie mniej uchodźców niż w innych częściach kraju, najlepsze wyniki podczas wyborów osiągnęła Alternatywa dla Niemiec (AfD). I choć na pierwszy rzut oka podział Wschód-Zachód dokonuje się z powodu migracji, tak naprawdę kryzys uchodźcy pokazał, że Niemcy ze wschodu czują coraz większy sentyment do dziedzictwa komunistycznego.

Lokalny polityk ze wschodnich Niemiec powiedział mi tak: "Rząd chce, abyśmy integrowali się  z uchodźcami,  ale dlaczego nie zależy im na integracji między Niemcami?"

Ponad 25 lat po zjednoczeniu Niemiec wielu Niemców ze Wschodu nadal uważa, że są tymi gorszymi, a ich wynagrodzenia i emerytury są niższe niż w zachodniej części kraju.

To perwersyjna ironia, że to właśnie skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec, a nie partia lewicowo-komunistyczna, z powodzeniem zmobilizowała niezdecydowanych. Niemiecka Republika Demokratyczna zawsze przedstawiała się jako ucieleśnienie niemieckiego antyfaszyzmu. Dzisiejsza nostalgia dla NRD, a przynajmniej niechęć do tego, jak Niemcy potraktowały jej dziedzictwo, umożliwia partiom faszystowskim rośnięcie w siłę w Parlamencie.

Kryzys centrum politycznego wywołany sprzeciwem wobec polityki niemieckiego rządu wobec uchodźców, może ułatwić opracowanie wspólnej polityki w zakresie migracji w Europie. Istnieje obecnie konsensus w Europie, aby granice były zamykane, a jeśli mają być otwarte, to przy zachowaniu ogromnej ostrożności.

Rozbieżność poglądów na politykę wobec uchodźców powoduje także rozłam pomiędzy Zachodem a Wschodem Europy. Podobny rozłam widać w samych Niemczech. Koalicja, która najprawdopodobniej będzie rządziła Niemcami - utworzona z Chrześcijańskich Demokratów, Liberałów i Zielonych - będzie prawdopodobnie bardziej krytyczna wobec zachodnioeuropejskich rządów, niż ta poprzednia. Nowy niemiecki rząd będzie chciał zaadaptować kilka rozwiązań, które już funkcjonują na Zachodzie Europy.

Choć strach przed obcokrajowcami zdaje się być sednem konfliktu między Zachodem a Wschodem Europy, wyobcowanie Zachodu z europejskiego projektu, może znaleźć zrozumienie w niektórych kręgach. Wystarczy pomyśleć o milionach Europejczyków ze wschodu migrujących na zachód przez ostatnie 25 lat.

W okresie od 1990 do 2015 roku, byłe NRD straciło 15 procent swojej populacji. Masowa migracja z postkomunistycznej Europy na Zachód nie tylko osłabiła konkurencyjność gospodarczą i dynamizm polityczny, ale również sprawiła, że ci, którzy postanowili pozostać w swoich rodzinnych domach, czują się jak prawdziwi przegrani. To właśnie ci ludzie chętniej zagłosowali na populistów.

I podczas gdy polityczny gniew rozgorzał i na zachodzie i na wschodzie Niemiec i analogicznie na wschodzie i zachodzie Europy, widać wyraźny wzór: niezadowoleni z obowiązującego statusu quo Niemcy z zachodu szukają alternatyw pochodzących spoza politycznego mainstreamu - wielu tych rozczarowanych Chrześcijańskimi Demokratami z Merkel na czele, głosowało na Liberałów. Z kolei niezadowoleni Niemcy ze wschodu, szukają alternatywy pośród partii ze skrajnymi poglądami.

Główna rola Niemiec w przyszłości Europy zależy nie tylko od ich siły ekonomicznej i politycznej, ale również od faktu, że Niemcy tak, jak żaden inny kraj europejski nie mają tyle wspólnego zarówno ze Wschodem, jak i Zachodem.


(Ivan Krastev jest prezesem Centrum Strategii Liberalnych)

Ivan Krastev/The New York Times

Tłum.: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje