Radykalny papież, tradycyjne wartości

Papież Franciszek zaskoczył część wiernych i obserwatorów swoimi wyrazistymi poglądami na kwestie nierówności i niesprawiedliwości. Zarazem jednak głoszone przezeń przesłanie stanowi powrót do tradycyjnej nauki społecznej Kościoła katolickiego.

Z całą pewnością Franciszek zdążył już "namieszać", chociaż nie minął jeszcze rok od inauguracji jego pontyfikatu. Rezygnacja z papieskiego pałacu na rzecz zwykłego mieszkania i przedkładanie bliskości z wiernymi na Placu Św. Piotra nad towarzystwo kardynałów z Kurii Rzymskiej zdają się świadczyć o tym, że obecny papież - niedawno wybrany Człowiekiem Roku tygodnika "Time" - mocno różni się od swoich bezpośrednich poprzedników.

Reklama

Mocne słowa papieża

Franciszek ma na koncie sporo wielce frapujących wypowiedzi: zaatakował "kult pieniądza", a niepohamowany kapitalizm nazwał "nową tyranią". Jego stanowcza krytyka teorii skapywania (zakładającej, że pozostawianie w rękach ludzi bogatych większej ilości pieniędzy przyczynia się do wzrostu powszechnego dobrobytu - red.) ściągnęła na niego gniew konserwatywnych komentatorów. Wśród nich był Rush Limbaugh, prowadzący najpopularniejszy w USA program radiowy adresowany do prawicowego słuchacza. Limbaugh określił opublikowaną w listopadzie 2013 r. papieską adhortację "Evangelii gaudium" mianem "marksistowskiej". Odpowiedź Franciszka była szybka i jasno dawała do zrozumienia, że papież nie zamierza się kajać.

"Ideologia marksistowska jest błędna" - powiedział Franciszek dziennikarzowi włoskiej gazety La Stampa. "Poznałem jednak w swoim życiu wielu marksistów będących dobrymi ludźmi, nie czuję się więc urażony. Adhortacja nie zawiera nic, czego nie można by znaleźć w doktrynie społecznej Kościoła."

Można odnieść wrażenie, że Franciszek w radykalny sposób zrywa z przeszłością, ale powiedział prawdę: jego działania są w istocie kontynuacją misji Kościoła rzymskokatolickiego.

Kościół a problematyka społeczna

Papież Leon XIII, którego pontyfikat (1878 - 1903) przypadł na czasy wiktoriańskie, także został okrzyknięty "socjalistą". Było to w 1891 r., kiedy opublikował encyklikę "Rerum novarum" - pierwszy w historii dokument przedstawiający oficjalne stanowisko Kościoła katolickiego w kwestiach gospodarczych i społecznych. Leon XIII apelował w nim o zapewnienie pracownikom płacy minimalnej, sprzeciwiał się zatrudnianiu dzieci i (nieco poniewczasie) wyrażał poparcie dla idei tworzenia związków pracowniczych. Fakt, że w tej samej encyklice podkreślał znaczenie własności prywatnej, nie udobruchał jego krytyków.

Nawet Pius XII (sprawował urząd w latach 1939 - 1958) - jeden z najmniej lubianych papieży z uwagi na niejasne poczynania Watykanu w czasach wojennej zawieruchy - podkreślał, że w walce z niesprawiedliwością społeczną "miłosierdzie to nie wszystko, albowiem na pierwszym miejscu winna stać sprawiedliwość". Przypomnijmy też, że pod koniec lat 40. przyszły papież Jan XXIII - wtedy jeszcze ambasador Watykanu we Francji - brał czynny udział w przygotowywaniu projektu Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ.

Wypowiedzi Franciszka są z pewnością bardziej płomienne niż słowa, które kierowali do świata jego poprzednicy. W warstwie interpunkcyjnej nie stroni on od wykrzykników, tak rzadko spotykanych w papieskich dokumentach. Wypracował również nowe środki retoryczne, dzięki którym jego argumenty przemawiają do ludzkiej wyobraźni. "Biedni od długiego już czasu czekają, aż szklanka bogatych w końcu się przeleje i coś do nich trafi" - powiedział. "Zamiast tego można jedynie odnieść wrażenie, że szklanka ta nieustannie się powiększa."

Pod wieloma względami Franciszek odciska swoje własne piętno na tradycyjnej nauce społecznej Kościoła. "Jak to możliwe, że fakt, iż bezdomny starszy człowiek umarł z zimna, nie jest wiadomością godną uwagi, a jest nią spadek indeksu giełdowego o dwa punkty?" - pytał niedawno papież.

Na pomoc ubogim

Gospodarcze poglądy Franciszka mogą się wydawać naiwne tym, którzy bardziej przejmują się wskaźnikami produktywności i stosunkiem cena/zysk niż dziesięcioma tysiącami dzieci umierających z głodu każdego dnia. Ale pasja, z jaką je głosi - i cel, jaki w tym ma - są jak najbardziej na czasie. W 2013 r. Bank Światowy opublikował dane, z których wynika, że liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie (czyli za mniej niż 1,25 dolara dziennie) spadła w skali globu, w tym także na kontynencie afrykańskim. Ale już liczba osób żyjących za mniej niż 2 dolary dziennie praktycznie nie uległa zmniejszeniu w ciągu ostatnich 30 lat: wciąż jest to 2,5 miliarda ludzi, czyli 43 procent mieszkańców wszystkich krajów rozwijających się. Innymi słowy, postępy poczynione w dziedzinie opieki społecznej ledwo nadążają za przyrostem światowej populacji, a zasypanie przepaści między bogatymi i biednymi kosztować będzie jeszcze wiele wysiłku.

Edukacyjna rola, jaką pełni Kościół w krajach rozwijających się, ma ogromne znaczenie. Budzi też często kontrowersje. "Chcemy siły roboczej, a wy zamieniacie ich z powrotem w istoty ludzkie" - miał powiedzieć gubernator Madagaskaru do katolickich misjonarzy, którzy sto lat temu przybyli na wyspę będącą wówczas francuską kolonią.

Społeczna misja Kościoła realizowana jest w sposób najbardziej widoczny przez międzynarodową organizację charytatywną Caritas (to łacińskie słowo odnosi się w teologii do miłości bliźniego). To największa prywatna organizacja tego rodzaju, zaraz po Międzynarodowym Komitecie Czerwonego Krzyża. Jej roczny budżet - 3 mld USD - to mniej więcej tyle, ile Bank Światowy pożycza w jednym roku Turcji czy Brazylii, ale za to swoim zasięgiem i oddziaływaniem Caritas bije innych na głowę.

W niektórych afrykańskich krajach Kościół aż w 50 procentach finansuje podstawową edukację i usługi zdrowotne. Katolickie szpitale i kliniki docierają do pacjentów z HIV/AIDS z jedną trzecią światowych zasobów leków antyretrowirusowych. W Indiach, gdzie katolicy stanowią mniej niż 2 procent społeczeństwa, Kościół katolicki jest drugą po rządzie strukturą niosącą pomoc potrzebującym.

W ciągu ostatniego półwiecza, dzięki swojej pracy na polu opieki zdrowotnej i edukacji - i to pomimo uporu, z jakim obstaje przy swoich poglądach na kwestie prokreacji - Kościół prawdopodobnie podźwignął z ubóstwa więcej osób niż jakakolwiek inna instytucja w historii.

"Efekt Franciszka"

Przed wyborem Franciszka misja ta wydawała się zagrożona: osoby duchowne i świeckie ukształtowane w reformatorskim duchu Soboru Watykańskiego II (1962-1965) przestawały pełnić czynną posługę lub naturalną koleją rzeczy odchodziły z tego świata. Jednocześnie wielu młodszych kapłanów zaczęło skupiać się na ewangelizacji i kwestii indywidualnego zbawienia, akcentując przesłanie Kościoła kosztem jego zaangażowania społecznego. Jak się wydaje, już w pierwszych godzinach swojego pontyfikatu Franciszek odniósł się do tej sytuacji, przyłączając się do chóru krytycznych głosów.

"Możemy zbudować wiele rzeczy, ale jeśli nie wyznajemy Jezusa Chrystusa, to dzieje się źle" - powiedział do zgromadzonych w Kaplicy Sykstyńskiej kardynałów podczas pierwszej mszy, którą odprawił jako papież. "Staniemy się pozarządową organizacją pomocową, ale nie Kościołem."

Od tego czasu Franciszek nieustannie przypomina, że służba biednym i praca na rzecz sprawiedliwości społecznej to kwestie zasadnicze dla misji i tożsamości Kościoła.

Jako pierwszy papież reprezentujący świat rozwijający się, Franciszek może walnie przyczynić się do zerwania ze sposobem myślenia o ubóstwie w abstrakcyjnych geograficznych kategoriach, takich jak "północ" czy "południe". Jako przywódca największej i najbardziej wpływowej grupy wyznaniowej świata, może wzmocnić w ludziach przekonanie, że każdy kraj, każdy region i każda najmniejsza społeczność mogą podjąć konkretne działania zmierzające do poprawy warunków życia swoich współobywateli.

Dzięki Franciszkowi katoliccy działacze na nowo uwierzyli, że wiara i niesienie pomocy bliźnim są ze sobą związane.

Robert Calderisi

© The New York Times 2013

Tłum. Katarzyna Kasińska

(Śródtytuły pochodzą od redakcji Interia.pl)

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje