Rosyjska oligarchia żyje i ma się dobrze

Zaskakujący ruch cara Władimira Putina, który 19 grudnia podczas konferencji prasowej ogłosił, że uwolni z więzienia Michaiła Chodorkowskiego, trudno było przegapić.

W zakulisowych komentarzach pojawiło się stwierdzenie, że Putin doszedł do wniosku, że dla jego wroga i niegdyś jednego z najbogatszych ludzi w Rosji, 10 lat w łagrze to wystarczająca kara. I w całej swojej wszechmocy, dobroci i pobożności prezydent zdecydował, by go wypuścić z łagru.

Podczas konferencji atmosfera była znacznie mniej podniosła niż ta, którą tolerował car Aleksander II. Reporterzy machali pluszakami, by zdobyć uwagę Putina, a jeden dziennikarz przeczytał wiersz prosząc go renacjonalizację przemysłu energetycznego, za co Rosjanie odwdzięczą się apelując, by "rządził do końca życia".

Reklama

Na pierwszy rzut oka, obserwując przebieg zdarzeń, wydaje się, że Rosja bardzo się zmieniła od października 2003 roku, kiedy to Chodorkowski został zatrzymany na płycie lotniska przez zamaskowanych agentów Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji.

Władimir Putin ma teraz niemal nieograniczone kompetencje, scentralizował władzę polityczną, zdemontował raczkujące instytucje demokratyczne i przywrócił kontrolę państwa nad gospodarką.

Uwalniając Chodorkowskiego, zaskoczył tych, którzy myśleli, że będzie on gnił w więzieniu do śmierci, i pozostawił wątpliwości co do swojej niemal całkowitej dominacji na rosyjskiej scenie politycznej.

Rosyjska oligarchia

Wciąż rosyjska oligarchia (czyli kontrolowanie państwa i gospodarki przez małą grupę dobrze usytuowanych, bardzo bogatych i wtajemniczonych osób ) jest żywa i ma się dobrze.

Rzekomo wszechmocny Władimir Putin w rzeczywistości poświęca wiele czasu na rozstrzyganie gorzkich sporów pomiędzy oligarchami, na przykład pomiędzy Igorem I. Sieczinem, szefem państwowego koncernu naftowego Rosnieft i Giennadijem N. Timczenką, współwłaścicielem największego przedsiębiorstwa handlowego w Rosji i niezależnego producenta gazu ziemnego.

Wielu tych oligarchów zbudowało ogromne imperia biznesowe w porozumieniu z Putinem. Takie działania to część tradycji politycznej, która szybko rozwija się od czasu Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, czyli od 1400 roku.

Najlepszy opis tego osobliwego stylu rosyjskiej polityki znajduje się w niezwykłym miejscu -  w mało znanym eseju średniowiecznego historyka Edwarda L. Keenana. Pierwotnie został on przygotowany dla Departamentu Stanu w połowie 1970 roku.

Profesor Keenan ciekawie opisuje konspiracje i tajemnice moskiewskiej, carskiej polityki. Będą one brzmiały znajomo dla widzów "Gry o tron".

Przede wszystkim, profesor Keenan tworzy mit wszechmocnego cara. Wyjaśnia, w jaki sposób system zdominowany przez elitarne grupy bojarów (górny szczebel arystokracji i przodkowie dzisiejszych oligarchów) i biurokratów, którzy nałożyli ograniczenia na władcę tego kraju, tak bardzo zakorzenił się w kulturze politycznej Rosji.

Centrala w Moskwie

Po wyniszczającej wojnie domowej w 1400 roku, grupy te zdecydowały, że w ich interesie leży, by wyznaczyć lidera, którzy będzie umiał pełnić rolę mediatora w sporach i będzie rozdzielał między nimi dobra. System celowo owiany jest tajemnicą, a lider jest carem, by mieć swobodę manewru i trzymać obcych z dala od niego.

Takie podejście powstało z udoskonalenia nieefektywnego, jeszcze bardzo scentralizowanego systemu, który ma wyraźne analogie do współczesnej Rosji, a zwłaszcza z konieczności utrzymania kontroli nad "nieprzewidywalną" ludnością i ogromnym, słabo zaludnionym, terytorium.

Oto jeden z najbardziej jaskrawych przykładów profesora Keenana: "W XVI wieku nawet proste transakcje z nieruchomościami, przeprowadzane w małych wioskach na kole podbiegunowym, były rejestrowane i zatwierdzane w Moskwie".

Niestety, nasze rozumienie systemu Putina i jego najważniejszych graczy jest mocno zniekształcone przez przekonanie, że Rosja nie rozwija się według linii wytyczonej przez Zachód.

Myśląc o autorytarnej władzy prezydenta Rosji, jego wrogości do zewnętrznych wpływów i odporności na reformy w stylu zachodnim, na ogół dochodzimy do wniosku, że jego polityka, a także polityka poprzednich carów, opiera się na utrzymaniu równowagi pomiędzy konkurującymi grupami interesów.

Tak jak to było pięć lat temu - główna bitwa wewnątrz Kremla wśród tych grup rozegrała się o władzę, pieniądze i dostęp do specjalnych przywilejów, a nie o ideologię.

Kiedyś nadejdzie taki dzień, że Władimir Putin straci władzę. Wydaje się jednak mało prawdopodobne, że jego rządy zostaną zastąpione przez system prawa opartego na silnych instytucjach, kontroli i równowadze.

Zachód musi być przygotowany na to, że system oligarchiczny, głęboko zakorzeniony w rosyjskiej kulturze politycznej, najprawdopodobniej przeżyje obecnego cara.

Andrew S. Weiss/The New York Times

Tłum. AK, śródtytuły pochodzą od INTERIA.PL

The New York Times
Dowiedz się więcej na temat: Rosja | Władimir Putin | oligarcha | Chodorkowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje