Rzecz o najgorszych hotelach świata

Tegoroczny ranking najbrudniejszych hoteli właśnie ujrzał światło dzienne. Chyba tylko Max Bialystock, fikcyjna postać z "Producentów", który zarabia na swoje szemrane życie wystawianiem na Broadwayu finansowych klap, ucieszyłby się z komentarzy takich, jak te cytowane poniżej.

"Wylęgarnia brudu! Najgorszy, najgorszy, najgorszy hotel świata!" - to opinia Kimo-Sabe z Dubaju. "Spałem w ubraniu!" - wspomina ze wstrętem Caznbri z hrabstwa Somerset. "Miałem skojarzenia z własnym grobem!" - donosi internauta o nicku PersonBrighton.

Reklama

To tylko kilka cytatów z recenzji nadesłanych przez użytkowników serwisu TripAdvisor.com, które znalazły się w rankingu zatytułowanym "Najbrudniejsze hotele 2010". Jego wydawca to duży portal podróżniczy, w którego zbiorach znajduje się ponoć ponad 450 tysięcy opinii na temat rozmaitych hoteli z całego świata.

Sprawdź listę TripAdvisor

Coroczny ranking, który TripAdvisor intensywnie promuje już od kliku lat, nieodmiennie wywołuje znaczne poruszenie opinii publicznej. Obejmuje on dziesięć najbardziej odrażających placówek w każdym z sześciu następujących krajów i regionów: USA, Azji, Kanady, Francji, Włoch i Wielkiej Brytanii.

Tegoroczna europejska "pierwsza dziesiątka" wywołała prawdziwą furię w Wielkiej Brytanii. Jak napisał "The Independent", wyspiarski przemysł hotelarski jest coraz bardziej zaniepokojony siłą oddziaływania internetowych serwisów turystycznych, takich, jak TripAdvisor właśnie. Ten sam dziennik poinformował niedawno, że właściciele hoteli z całej Europy "starają się przekonać Europejską Komisję Turystyki, by dokonała gruntownego przeglądu reguł, jakimi rządzą się internetowe recenzje, tak, aby rozstrzygnąć ponad wszelką wątpliwość, czy są one nadsyłane przez faktycznych gości hotelowych, czy też przez konkurencję albo po prostu osoby działające w złej wierze."

W Stanach Zjednoczonych dotkliwa krytyka branży hotelarskiej wywołuje o wiele mniejsze poruszenie, mimo iż recenzje "najbrudniejszych" hoteli w USA, które można znaleźć na TripAdvisor, są równie dosadne, jak w przypadku innych lokalizacji ("Lepiej już spać we własnym samochodzie!" - ostrzega LuckyDude z Chicago).

Internetowe serwisy, wykorzystując komentarze nadsyłane przez użytkowników, na naszych oczach definiują na nowo zbiór reguł dotyczących relacji z podróży. Żadna z tych stron nie może jednak poszczycić się takim wpływem, jak TripAdvisor, którego właścicielem jest Expedia, jedna z największych na świecie internetowych agencji podróży. TripAdvisor również należy do wiodących stron zamieszczających recenzje i rekomendacje użytkowników. O ustosunkowanie się do krytycznych głosów na jej temat poprosiłem dyrektora wykonawczego serwisu, Stephena Krauera, który uczynił to z ochotą - jakkolwiek ranking najbrudniejszych hoteli to tylko ułamek działalności kierowanego przezeń serwisu.

- Jeżeli twój hotel znajduje się na tej liście, z całą pewnością nie wróży to dobrze twoim interesom - zaczyna Krauer. - Proszę mi wierzyć, podchodzimy do naszych rankingów ostrożnie. Żaden hotel nie trafi na listę z powodu czterech niepochlebnych recenzji; chodzi przecież o reputację konkretnych placówek i osób. Ale te, które są przedmiotem nagminnie powtarzających się krytycznych opinii, na pewno się na niej znajdą. Jeśli ktoś jest ciekawy, czy rzeczywiście zasługują one na miejsce w rankingu, zachęcam go, by sprawdził to osobiście.

Co sądzi o zarzutach brytyjskich hotelarzy, jakoby posty i recenzje użytkowników były efektem manipulacji podstępnej konkurencji? Albo też, jak złowrogo obwieścił "The Independent", niesprecyzowanych "osób działających w złej wierze"? - Niezwykle trudno jest oszukać nasz system w sposób, który faktycznie wpłynąłby na ostateczny kształt rankingów, ponieważ sama ilość nadsyłanych do nas opinii stwarza możliwość weryfikacji oszustów - odpowiada Krauer. - Jakiekolwiek podejrzane posty są wychwytywane przez nasze mechanizmy filtrujące, jeszcze zanim pojawią się na stronie. Potem polegamy już na milionach użytkowników, którzy codziennie korzystają z naszego serwisu, i którzy nie mają oporów przed zgłoszeniem, że dana opinia wydaje im się podejrzana.

Internetowe recenzje wywracają do góry nogami funkcjonujące od lat systemy oceniania hoteli, z których część podlega nawet rządowej regulacji. Nawet tak zaprawione w bojach "instytucje", jak książkowe przewodniki, przegrywają w starciu z elektroniczną konkurencją.

Arthur Frommer, znany wydawca przewodników turystycznych, w sposób dosadny wypunktował na swoim blogu insynuacje dotyczące "manipulacji i zniekształcania recenzji zamieszczanych na TripAdvisor.com przez głosy nieobiektywne". Frommer krytycznie zapatruje się również na inny, coraz popularniejszy serwis zajmujący się recenzowaniem hoteli, Oyster.com. Zatrudnia on niewielką grupę dziennikarzy, których opinie są bogato ilustrowane nie zawsze pochlebnymi zdjęciami. "Inspektorzy Osyter.com rekrutują się spośród grona młodych, byłych studentów dziennikarstwa" - pisze z przekąsem Frommer.

Z pewnością będziemy coraz częściej słyszeć o podobnych utarczkach. Czy książkowe przewodniki mają jeszcze przed sobą jakąkolwiek przyszłość, zważywszy na fakt, że zanim trafią na półki w księgarniach, są już zazwyczaj nieaktualne? Czy przyszłość należeć będzie do takich serwisów, jak TripAdvisor czy IgoYougo, które są zaopatrywane w treści przez rzesze internautów, czy też do stron takich, jak Oyster, które planują rozwijać swoją działalność w oparciu o profesjonalnie wyszkolonych dziennikarzy-recenzentów?

A może okaże się, że dla każdego z powyższych modeli istnieje nisza rynkowa, gdy już opadnie kurz po bitwie?

Joe Sharkey

New York Times / International Herald Tribune

Tłum. Katarzyna Kasińska

New York Times/©The International Herald Tribune
Dowiedz się więcej na temat: hotel | ranking

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje