Skomplikowana wizja Władimira Putina

W przeszłości, wiele mocarstw było przekonanych, że zostały im powierzone globalne misje. Europejskie potęgi kolonialne lubiły myśleć, że cywilizują słabiej rozwinięte kraje.

Najwięksi zwolennicy ZSRR wierzyli, że jego zadaniem jest szerzenie ewangelii komunizmu. Światową misją Stanów Zjednoczonych miało być natomiast rozprzestrzenianie wolnorynkowego kapitalizmu i demokracji. Prezydent mojego kraju, Władimir Putin, dziś też ma wielką wizję tego, jakie powinno być miejsce Rosji w świecie. Problem polega na tym, że nikt tak naprawdę nie wie, jakie są jego cele i jak planuje je osiągnąć.

Dwa sprzeczne cele

Reklama

Co gorsze, może nawet sam Putin nie wie. Pytanie brzmi, jaki komunikat wysyła do reszty świata? Nie chodzi o to, że prezydent Rosji nie mówi o swojej wizji, a raczej o swoich dwóch wizjach. Jedna z nich dotyczy Rosjan, którzy, jak twierdzi Putin, przez trudne losy historii, nie żyją teraz w swojej ojczyźnie. Druga ma związek ze stworzeniem ogromnej Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej.

Ale te dwa cele są sprzeczne. Władimir Putin znakomicie opisuje upadek Związku Radzieckiego - mówi, że była to największa katastrofa na świecie w XX wieku. Później poprawiał się i sprecyzował, że miał na myśli głównie "humanitarny", a nie ideologiczny aspekt tego upadku. Po zakończeniu zimnej wojny, wielu Rosjan znalazło się poza granicami kraju. W związku z tym, Rosja tworzy nową doktrynę międzynarodową - przekonuje, że ma obowiązek ich chronić.

Zanim Władimir Putin zaczął realizować ten cel, musiał najpierw przygotować grunt. W ciągu dekady od upadku komunizmu, rosyjscy przywódcy, w tym Putin, musieli zmierzyć się z wewnętrznym nieładem w ich kraju.

Koniec demokracji

Obecny prezydent w tej sferze osiągnął duże sukcesy, ale używając tzw. środków negatywnych. Usunął przeszkody, które przeszkadzały w sprawnym funkcjonowaniu Kremla, czyli wolną prasę, stowarzyszenia obywatelskie i partie opozycyjne - wszystko to, co Zachód uważa za podstawę demokracji.

Prezydentowi Rosji udało się podporządkować sobie prasę, a nawet sądy, ma za sobą wielu oligarchów. Sprzyja mu wzrost gospodarczy i opinia publiczna.

Chociaż Władimir Putin wielokrotnie zapewniał, że Rosja dokonała jednoznacznego wyboru na rzecz demokracji, to lubi także podkreślać, że "standardów stosowanych w niektórych krajach, nie da się przenieść do innego państwa".

Nasuwa się pytanie: Czy lider, którego działania są tak szkodliwe dla własnego kraju, może stać się dobrym graczem na arenie międzynarodowej?

To nie przypadek, że konflikt na Ukrainie rozpoczął się w momencie, gdy Kijów miał podpisać umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską.

Niechęć Kremla

Kreml ma wrodzoną niechęć do zasad wytyczanych przez inne mocarstwa. Europejska umowa o stowarzyszeniu wprowadza zasady, których Moskwa nie byłaby w stanie kontrolować lub zmienić.

Władimir Putin uzasadniał grabież ziemi krymskiej i tworzenie podziałów na wschodnią i zachodnią Ukrainę, przekonując, że działał w celu ochrony Rosjan mieszkających za granicą.

Jednak nie ma dowodów na to, że rosyjscy obywatele byli dyskryminowani. Nawet w czasie brutalnych starć na Majdanie w Kijowie, tylko jeden obywatel rosyjski został zabity.

Ale konsekwentna retoryka Putina przekonała dziesiątki radykalnych rosyjskich nacjonalistów do tego, że należy wspomóc separatystyczne bojówki w Doniecku i Ługańsku.

Wielu z tych ochotników zginęło walcząc z ukraińską armią. Kampanię, której celem miała być ochrona obywateli za granicą, trudno nazwać sukcesem.

Projekt legł w gruzach

Tymczasem inny, duży projekt Władimira Putina - integracja Euorazjatycka -  legł w gruzach. Białoruś, Kazachstan i Rosja tworzą unię celną od 2010 r.; zadeklarowały utworzenie wspólnej przestrzeni gospodarczej w 2012 roku, a w ubiegłym miesiącu podpisały traktat o utworzeniu Unii Gospodarczej Eurazji. Armenia i Kirgistan obiecały dołączyć przed końcem tego roku, ale cały projekt został zaprzepaszczony przez nieobecność Ukrainy.

Traktat głosi, że jego członkowie będą korzystać z "czterech swobód" - przepływu towarów, usług, kapitału i pracy. Jeśli chodzi o wspólną politykę, to jest wiele różnych opinii, ale w planach było utworzenie ponadnarodowej organizacji zarządzającej wspólną polityką monetarną i finansową.

Strony chcą utworzyć jednolity zbiór przepisów dla 19 sektorów gospodarki, ale prawo dotyczące najważniejszego sektora - ropy i gazu - może nie powstać przed 2025 r.

Dużym problemem jest to, że do Unii nie przystąpiła Ukraina, która ma 44 mln populację (ponad dwa razy większą niż Kazachstan i cztery razy większą niż Białoruś). Ta akcesja gwarantowałaby zróżnicowaną i silną gospodarkę.

"Z ekonomicznego punktu widzenia, rynek Ukrainy i silna baza przemysłowa mogą być kluczowym elementem rozwoju procesu integracji" - pisze Timofiej Bordachev, wybitny moskiewski ekonomista. Jego zdaniem, Ukraina może być przeciwwagą dla Kazachstanu, "którego polityczne znaczenie przewyższa rzeczywisty potencjał".

"Na tym polega problem"

Na tym polega problem. Jeśli wielki projekt Władimira Putina opiera się na wizji etnicznego nacjonalizmu, to musi on kontynuować wywieranie presji na Ukrainie i wspieranie rosyjskojęzycznych separatystów na wschodzie i południu.

Jeśli jego priorytetem jest Unii Euroazjatycka, która opiera się na współpracy międzynarodowej, to musi ona obejmować Ukrainę.

Wizja solidarności etnicznej może być kusząca dla Kremla, ponieważ jest to sprawdzone narzędzie, by pozyskać wsparcie wewnętrzne dla niemal każdej polityki. Ale jest to także niebezpieczna droga, prowadząca do izolowania Rosji.

Projekt integracji, choć trudny i mało popularny, daje szanse na zbudowanie trwałych więzi między Rosją a światem.

Maxim Trudolyubov / The New York Times

Tłum. AK, śródtytuły pochodzą od INTERIA.PL

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje