Smutni ojcowie w pustym gnieździe

Moja teściowa zadzwoniła niedawno zapytać, co u mnie słychać. Dopiero co razem z mężem odwieźliśmy naszą córkę - pierworodną - do college’u. Teraz siedzieliśmy w domu kontemplując jej pokój i pozostałości z dzieciństwa - stare spodnie zimowe, podniszczone książki z serii Pendragon, zdjęcia na korkowej tablicy - i moja teściowa chciała się upewnić, że się trzymam.

"Wiem, jakie to trudne" - powiedziała współczująco - "dla matki". Doceniłam ten gest, jednak byłam zdziwiona, że według niej jestem jedynym rodzicem, który ciężko przeżywa wyjazd Anny. Po tym, jak się z nią pożegnaliśmy, to mój - zazwyczaj spokojny - mąż zaczął gorączkowo zapewniać mnie - i siebie - że wszystko będzie dobrze. To mój mąż oglądał w Internecie jej uroczystość ślubowania, przyglądając się uważnie ekranowi, dopóki nie ujrzał jej twarzy. To mój mąż martwił się - jeszcze bardziej niż ja - o oceny i imprezy. Wreszcie nie kto inny, a mój mąż wpatrywał się w selfie, które nam przesłała i - jedynie półżartem - powiedział: "wygląda jak jeniec wojenny".

Syndrom pustego gniazda

Syndrom pustego gniazda dotyka ojców bardziej, niż każe nam przypuszczać obiegowa opinia. To, w jaki sposób mężczyźni doświadczają tej życiowej zmiany, uległo dramatycznej zmianie w ciągu ostatnich 40 lat. Niedawno spotkałam kolegę, który przygotowywał się do odwiezienia swojej młodszej córki do college’u i wspominał, jak traumatyczne było to dla niego w przypadku jej starszej siostry. "Po prostu strasznie za nią tęskniłem" - mówił, wspominając jak po wejściu do domu ogarniało go dziwne uczucie - jakiś prymitywny instynkt alarmował go, że brakuje jednego z członków rodziny. "To, co zaskoczyło mnie najbardziej, to silne fizyczne poczucie, że jej nie ma".

Reklama

Inny kolega przyznał, że jeszcze zanim zapakował rzeczy syna do samochodu przed odwiezieniem go na uczelnię, spędził wieczór popłakując “jak 6-latek, któremu powiedziano, że czas wychodzić z basenu". "Nie sądzę, by mój ojciec czuł coś takiego" - dodał.

Naukowcy, którzy badają męskość zgadzają się, że syndrom pustego gniazda inaczej wpływa dziś na mężczyzn. Wyjazd dzieci jest dla nich bardziej bolesny, pozostawia rysę. "Myślę, że ma na nich wpływ i w większości są to uczucia nieuświadomione" - mówi Scott Coltrane, socjolog z University of Oregon.

Ojcowie zajmują dziś bardziej centralną rolę w życiu rodzinny niż kiedyś - jak podaje Pew Research Center (PRC), od lat 60. XX wieku ojcowie bardziej niż podwoili liczbę godzin spędzanych na pracach domowych i dziś wykonują jedną trzecią z nich. Prawie potroili czas spędzany z dziećmi, z 2,5 godziny tygodniowo do 7,3. Liczba ta z pewnością jeszcze wzrośnie wraz z rosnącą liczbą mężczyzn proszących pracodawców o urlop rodzicielski i inne ułatwienia, które pomogą pogodzić życie zawodowe z rodzinnym, powstawaniem szkół opieki nad niemowlętami, rozwojem grup wsparcia oraz stron internetowych skierowanych do ojców, którzy chcą być obecni w codziennym życiu swoich dzieci.

Mężczyźni nie są już obcymi żywicielami rodzin z lat 50., gdy dwie trzecie dzieci poniżej 15. roku życia żyło w gospodarstwach domowych, w których ojciec był jedynym zarabiającym. Dziś - według badania socjologa Philipa Cohena - w takich warunkach żyje zaledwie 22 proc. młodych. Jak podaje PRC, liczba ojców prowadzących gospodarstwo domowe prawie się  podwoiła - z 1,1 miliona w 1989 roku do dwóch milionów w 2012, natomiast 48 proc. ojców deklaruje, że z chęcią zostaliby w domu, gdyby mogli sobie na to finansowo pozwolić. Tożsamość mężczyzn bardziej opiera się dziś na bliskim, zaangażowanym tacierzyństwie. Ojcowie postrzegają siebie nie tylko w kategorii żywiciela rodziny, ale także jej opiekuna i powiernika, czują się głęboko związani z dziećmi, którym zmieniali pieluchy, kąpali i wozili do przedszkola.

Kobietom jest łatwiej?

Zasadnym staje się nawet pytanie, czy syndrom pustego gniazda nie odbija się na ojcach bardziej niż na matkach, po części dlatego, że dla kobiet puste gniazdo daje szansę na odrobinę wytchnienia. Psychologowie społeczni mówią o odejściu dorosłych dzieci jako o czasie, gdy tradycyjne role społeczne stają się niepotrzebne i trzeba odkryć nowe. Wcześniej, gdy większość matek nie pracowała poza domem, osobą, której rola społeczna znikała, była kobieta. Według stereotypu z lat 60. typowym cierpiącym z powodu pustego gniazda była gospodyni domowa. Nie chodzi o to, że mężczyźni nie tęsknili za swoimi dziećmi, ale ich główna rola żywiciela nie ulegała zmianie.  

Dziś matki także przeszły głęboką zmianę tożsamości. W Stanach Zjednoczonych kobiety stanowią blisko połowę siły roboczej i prawie podwoiły liczbę godzin poświęcanych tygodniowo na pracę zawodową - z 15 w 1965 roku do 25 w 2011. 70 proc. matek dzieci poniżej 10. roku życia pracuje. Cztery na 10 jest głównymi żywicielkami rodzin. Mimo to dzisiejsze matki spędzają więcej czasu ze swoimi dziećmi niż w latach 60. i nadal wykonują prawie dwie trzecie prac domowych określanych mianem drugiej zmiany: przygotowują posiłki, sprzątają, jeżdżą z dziećmi do lekarza. Tygodniowo na relaks zostaje im o trzy godziny mniej niż ojcom.

Biorąc pod uwagę tę wciąż niekompletną równość płci, puste gniazdo może oznaczać dla mężczyzny jedynie stratę kogoś bliskiego, podczas gdy dla kobiety może oznaczać smutek, ale także wolność i pewną ulgę. A dla kobiet, które z powodu dzieci ograniczyły aktywność zawodową, oferuje możliwość podwojonego skupienia się na pracy i awansu.

Zagrożenie dla związku

Więcej wolności i przestrzeni skłania także do podsumowania małżeństwa. Od 1990 roku  wskaźnik rozwodów podwoił się dla Amerykanów po pięćdziesiątce. (...) Badania sugerują również, że puste gniazdo, jak inne duże zmiany w późnym dorosłym życiu - emerytura czy choroba małżonka - mogą destabilizować małżeństwo.

Wiele par czeka na nowy rozdział w ich życiu i szansę, by być tylko we dwoje. Czasem jednak, gdy okazuje się, że nie jest już tak, jak wtedy, gdy się pobierali, pojawia się rozczarowanie. Mam przyjaciela, którego żona zajmowała się domem, gdy ich dzieci dorastały, a potem wróciła do pracy na pełen etat. "Po tym jak się pobraliśmy, spędziliśmy we dwoje tylko dwa lata, i zawsze czekałem na to, byśmy znów mogli być sami" - przyznał. Zamiast tego nowa praca żony była tak wymagająca, że ledwie miała czas, by odebrać od niego telefon.

Rytm gospodarstwa domowego się zmienia. Jednak tylko dlatego, że emocjonalny ładunek jest teraz inny, nie znaczy, że jest gorszy. 40 lub 50 lat temu przepracowany męski żywiciel rodziny często nie miał czasu lub społecznego przyzwolenia na to, by nawiązać bliski kontakt z dziećmi, które wspierał, a gdy dorośli potomkowie opuszczali dom, bezpowrotnie tracił na to szansę. Dzisiejsi mężczyźni mają więcej możliwości, by aktywnie uczestniczyć w szczęśliwych, spontanicznych momentach w życiu rodziny, które pozwalają nawiązać głęboką więź.

Ojcowie mogą przedefiniować relacje na linii rodzic - dziecko w college’u, tak jak przedefiniowali je w domu. Mój mąż znalazł już nowy sposób na to, by pozostać w kontakcie z córką. Codziennie rano wysyła jej krótkiego, wesołego maila. Tydzień temu drużyna jej uczelni grała mecz z grupą z jego starej alma mater, wiec założyli się o wynik (córka wygrała). Otworzyła się przed nimi nowa linia komunikacji.

Gdybym teraz tylko mogła to wszystko wytłumaczyć psu, który wciąż każdej nocy leży przy drzwiach do jednej, konkretnej sypialni...

Liza Mundy

The New York Times, śródtytuły od redakcji Interii

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy