Sokrates w epoce Donalda Trumpa

Czytając dzieła jednego w epoce tego drugiego, przypominamy sobie, jak bardzo nasze osobiste wybory wpływają na społeczeństwo - czytamy na łamach "The New York Times".

Kiedy Sokrates został skazany na śmierć przez sąd złożony z Ateńczyków w 399 roku przed naszą erą, przyjaciele zaaranżowali dla niego ucieczkę. Mieli pieniądze na to, by przekupić strażników w więzieniu i uznali, że władze będą szczęśliwe, widząc, jak kłopotliwy filozof ucieka z kraju.

Reklama

Wystarczyło jedynie, żeby Sokrates się zgodził. Ten odmówił, twierdząc, że zawsze żył według prawa i nie złamałby go nawet teraz.

Mój ojciec opowiedział mi tę historię, kiedy byłem zbyt młody, aby ją zrozumieć. Wszystko, co zapamiętałem - a może to było wszystko, co miało znaczenie - to to, że sławny człowiek zdecydował się umrzeć, ponieważ przestrzeganie prawa było dla niego ważniejsze niż życie. Czytanie Sokratesa w czasach Donalda Trumpa dodaje jeszcze jeden wymiar do tej historii: naszą odpowiedzialność za osobiste wybory, które wpływają na społeczeństwo.

Prezydent Trump jest mniej więcej w tym samym wieku co Sokrates, gdy zmarł (70) i jest tak samo uparty. Jednak tu kończy się podobieństwo między amerykańskim prezydentem a ateńskim filozofem.

Sokrates przeżył swoje życie na niekończącym się badaniu tego, co jest dobre, prawdziwe i słuszne, nie szukając ani urzędów, ani bogactwa; Trump jest znanym demagogiem, który traktuje piastowany przez siebie urząd jako swoje prawo.

Sokrates służył swojemu miastu jako żołnierz podczas wojny, gdy go wezwano; Trump oszukiwał system - unikając służby wojskowej, wykorzystując luki prawne i powiązania, gromadząc bogactwa. Sokrates wyjaśniał, że rzucił się w pogoń za wiedzą, ponieważ jej nie posiadał, a ludzie powinni uczyć się od ekspertów, a nie podążać za tłumem. Trump ogłasza się najlepszym we wszystkim i daje tłumowi to, czego on chce, aby podbić jego serca. Niszczy ekspertów, a nawet służbę zagraniczną swojego kraju. "Tylko ja się liczę" - deklaruje.

Debatując o swoim życiu przed ławą przysięgłych w liczbie 501 swoich współobywateli, Sokrates odrzucił oskarżenia o skorumpowanie młodzieży z Aten i tworzenie nowych bogów. Odmówił jednak złożenia prośby o wygnanie, mówiąc, że zamiast go karać, miasto powinno nagradzać go za zadawanie pytań. Kiedy został wydany wyrok śmierci, spokojnie zaakceptował swój los. Zdecydował się zostać w Atenach, co oznaczało, że będzie szanował prawo, nawet jeśli nikt nie szanował tam jego.

Prezydent Stanów Zjednoczonych nazywa sądownictwo w swoim kraju "pośmiewiskiem". Sprzeciwia się wszelkim kontrolom swojej władzy, nie popierając dochodzeń w sprawie swoich współpracowników, domagając się jednocześnie ścigania politycznych rywali. Jego brak zainteresowania Konstytucją, której przysięgał strzec, zapiera wręcz dech w piersiach.

Racjonalne argumenty Sokratesa powinny były łatwo obalić zarzuty przeciwko niemu, ale dla niego to miało drugorzędne znaczenie w stosunku do faktu, że został osądzony i skazany zgodnie z prawem. Taki proces nie pozwolił na odwołanie się od decyzji.

"Zarówno na wojnie, jak i w sądach i wszędzie indziej, należy przestrzegać poleceń własnego miasta i kraju" - mówi Sokrates swojemu przyjacielowi Crito, w dialogu napisanym przez Platona, innego z jego przyjaciół i uczniów. Prawo, argumentuje Sokrates, zapewnia dwie alternatywy: obywatele mogą albo użyć perswazji, aby je zmienić, albo muszą robić to, co głosi prawo.

Przestrzeganie prawa tylko wtedy, gdy nam ono odpowiada, nie wchodzi w grę. Wybierając życie w Atenach i wychowując tam dzieci, Sokrates pokazał słowami i czynami, że zgodził się żyć zgodnie z prawami tam obowiązującymi. Naruszenie ich byłoby odrzuceniem wszystkiego, co mówił i robił przez całe życie. Innymi słowy, kurczowe trzymanie się życia uczyniłoby je bezwartościowym.

Przyjaciele Sokratesa musieli przyznać mu rację, nie byli w stanie przebić jego argumentów. Wszystko, co mogli zrobić, to być z nim w ciągu kilku godzin, zanim dostał truciznę, która go zabiła. Sokrates korzysta z tego czasu, aby omówić, jak należy żyć, ponieważ, jak powiedział na swoim procesie, "niezbadane życie nie jest warte życia".

W czasie procesu Sokratesa Ateny były niebezpiecznym miejscem dla pryncypialnych obywateli. Zaledwie pięć lat wcześniej miasto przegrało prawie trzydziestoletnią wojnę z wielkim rywalem, Spartą, i narzucono surową oligarchię. Podczas panowania terroru oligarchowie nakazali Sokratesowi i czterem innym aresztować współobywatela, aby mógł zostać stracony. Filozof odmówił i uniknął śmierci tylko dlatego, że oligarchia upadła, gdy zbuntowali się wygnani demokraci.

Demokracja, która później nastała, była niespokojna, mściwa i podejrzliwa wobec nowych pomysłów. Sokrates od dziesięcioleci był przedmiotem dyskusji. W 423 roku p.n.e. w "Chmurach", komiksowy dramatopisarz Arystofanes wykpił go, inspirując późniejsze oskarżenia, które Sokrates przypłacił życiem.

Co więcej, Sokrates nauczał kiedyś także młodszego człowieka, Critiasa, który został jednym z przywódców oligarchii i niektórzy uznali to za wystarczający powód, by go oskarżyć. Proces i egzekucja Sokratesa okazałyby się nieusuwalną plamą na spuściźnie demokracji, jednak ścigano i skazywano wówczas również innych czołowych intelektualistów, włącznie z   filozofem Anaksagorasem, który opuścił miasto po tym, jak został oskarżony o "bezbożność".

Kierując swoje najbardziej dociekliwe i prowokujące pytania przeciwko pompatycznym i obłudnym i dzieląc się swoimi przemyśleniami z bogatymi i biednymi, Sokrates był kwintesencją anty-populizmu. To sprawiło, że musiał zyskać wrogów. Wiedział, że jest takie ryzyko. Nie widział jednak powodu, by pokłonić się oligarchom i nie chciał iść na kompromis.

"Nie jest trudno uniknąć śmierci, panowie; znacznie trudniej jest uniknąć niegodziwości, ponieważ działa ona znacznie szybciej niż śmierć" - powiedział Sokrates.

W 406 r. p.n.e., po morskiej bitwie, która była ostatnim ateńskim zwycięstwem w wojnie ze Spartą, Ateńczycy osądzili swoich własnych generałów, za brak ratunku dla ocalałych i zgubienie zwłok marynarzy (‘pomogła’ w tym gwałtowna burza). Sokrates, który służył w komitecie przewodniczącym zgromadzeniom obywatelskim, był jedynym członkiem, który głosował przeciwko torturom. Spośród tych generałów sześciu zdecydowało się powrócić do Aten, gdzie zostali skazani na karę śmierci, co uznano później za błąd.

Z kolei Trump do władzy wzniósł się na fali nacjonalistycznego populizmu. Zrobił z siebie "człowieka ludu", jednak nie ze względu na to, że podziela jego troski. Okrasił to po prostu wytartymi frazesami i wytykaniem palcami każdego, kto staje przeciwko niemu. Jego tajną bronią nie jest pokora. Są nią uprzedzenia.

Zdecydowanie się na śmierć, zamiast na utratę honoru nie jest unikalne dla jednej osoby, jednej ery lub jednego społeczeństwa. Jednak gdy Sokrates - osoba odpowiedzialna tylko i wyłącznie przed samym sobą - uważa prawo za ważniejsze od niego, nawet jeśli jest ono niesprawiedliwe, musimy zadać sobie pytanie: czy przywódca najpotężniejszego narodu świata nie powinien wyznaczać podobnych standardów?

Efemeryczne burze na Twitterze i natłok informacji, mogły spowodować, że zapomnieliśmy o tym, że historia osądza swoich bohaterów po tym, co wnieśli do swojego społeczeństwa. Haniebne morderstwo Sokratesa zostało przyćmione przez majestat jego oddania instytucjom miasta, które skazały go na śmierć. To z kolei dobrze odzwierciedla jego miasto. Pogarda Trumpa dla prawdy i instytucji, jego chaotyczne słowa i czyny, nie wróżą dobrze dla jego kraju i jego spuścizny. Co rodzice powiedzą o nim swoim dzieciom?

(Nikos Konstandaras jest felietonistą w gazecie "Kathimerini")

Nikos Konstandaras/The New York Times

Tłum.: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy