Stara Polska, nowy nacjonalizm

11 listopada spalono tęczę, zaatakowano squat i obrzucono rosyjską ambasadę petardami. Typowe obchody Święta Niepodległości w Warszawie? Niekoniecznie. Coś niepokojącego dzieje się w Polsce.

Przywykliśmy do neofaszystów na stadionach, obrażających czarnoskórych piłkarzy i skandujących antysemickie hasła. To zjawisko jednak staje się mniej marginalne niż byśmy sobie tego życzyli.

Reklama

Obecna fala skrajnego nacjonalizmu ma swój początek w obchodach Święta Niepodległości z 2010 roku, organizowanych przez zwolenników Lecha Kaczyńskiego, prezydenta Polski, który w tym samym roku zginął w katastrofie lotniczej.

"Drugi Katyń"

10 kwietnia prezydent i niemal stu urzędników wysokiej rangi udało się na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Jednak gdy delegacja składająca się z niemal całego polskiego establishmentu zbliżała się do rosyjskiego lotniska w Smoleńsku - rządowy samolot się rozbił, a wszyscy będący na pokładzie zginęli.

Katyń to głęboka rana w polskiej pamięci. Pogłębiała się przez dziesięciolecia, częściowo dlatego, że w czasach komunizmu nie można było oficjalnie mówić o tym wydarzeniu. Według radzieckiej wersji, winę za zbrodnię ponosili naziści.   

Dla zwolenników Lecha Kaczyńskiego powiązanie katastrofy lotniczej z planowanymi wspólnie polsko-rosyjskimi obchodami rocznicy zbrodni katyńskiej stało się symboliczne. Część zwolenników zmarłego prezydenta, wspieranych głosami prawicowych polityków oraz brata bliźniaka, Jarosława, zaczęła mówić o drugim Katyniu. Kraj został podzielony na pół - dla jednych katastrofa była wypadkiem, dla innych zamachem.

W lipcu 2011 roku śledztwo rządowe wykazało, że przyczyny katastrofy, choć złożone, nie są sensacyjne. Zaniedbania organizacyjne, niedostateczne przeszkolenie pilotów, ciężkie warunki atmosferyczne i kiepski stan lotniska w Smoleńsku - w skrócie, prezydencki samolot w ogóle nie powinien tego dnia wystartować. 

Teorie spiskowe

Mimo to teorie spiskowe zaczęły się mnożyć: Rosjanie rozpylili sztuczną mgłę, na pokładzie samolotu zdetonowano bombę próżniową, samolot ściągnięto na ziemię przy pomocy elektromagnesów, część pasażerów przeżyła katastrofę, ale dobito ich na ziemi...

Liberalna inteligencja ukuła specjalne pojęcie opisujące tę paranoję - "religia smoleńska". Jej doktryna to wybuchowa mieszanka polskiego mesjanizmu i religijnego fundamentalizmu, ksenofobii i umiłowania martyrologii. Dla wyznawców tej wiary każdy racjonalny argument mówiący o wypadku jest kolejnym dowodem na zamach i mataczenie w śledztwie.

Dla krytyków "religia smoleńska" stała się wygodnym określeniem tej części Polaków, którzy mają problem z zaakceptowaniem nowoczesności i demokracji liberalnej. To rozgorączkowane myślenie nie ogranicza się do grobów, ale napędza główną partię opozycyjną - Prawo i Sprawiedliwość. Miarą histerii polityków tej frakcji jest śpiewanie podczas obchodów Święta Niepodległości hymnu religijnego ze słowami "ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie", tak jakby Polska nadal tkwiła w XIX wieku, bez własnego państwa, podzielona między sąsiednie mocarstwa.

Teoria zamachu rozsypała się jak domek z kart, gdy pseudoeksperci okazali się albo oszustami, albo ludźmi nierozsądnymi. A racjonalna i liberalna Polska gardzi "ludem smoleńskim". I jeśli życie toczyłoby się wyłącznie w świecie idei, to mogłoby wystarczyć. Jednak ani "lud smoleński", ani polscy nacjonaliści tak łatwo nie znikną.

Nowy nacjonalizm

Nowych nacjonalistów znajdziemy i w dużych miastach, i na biednej prowincji. Są to zarówno studenci matematyki, absolwenci studiów technicznych, jak i niewykwalifikowani robotnicy. To ludzie bez pracy i bez perspektyw - jedna trzecia młodych Polaków jest bezrobotna. To, co ich jednoczy, to gniew. Nienawidzą władzy, a wściekłość wyładowują atakując innych - imigrantów, gejów lub ruskich.

Umocnienie się "religii smoleńskiej" dodało ultranacjonalistom wiatru w żagle. Od 2011 roku płoną domy uchodźców w Białymstoku. W czerwcu wrocławską konferencję z udziałem Zygmunta Baumana zakłócili bojówkarze, wykrzykujący antykomunistyczne hasła. Podczas manifestacji z okazji Święta Niepodległości skrajna prawica nie tylko może demonstrować, ale jest wręcz do tego zachęcana. Kontrmanifestacje zostały stłamszone, a nowi fanatycy są chwaleni za "patriotyzm".

Wraz z nadchodzącymi w 2015 roku wyborami Polska staje przed wielkim dylematem - jak powstrzymać falę ultranacjonalizmu bez uciekania się do antyliberalnych, autorytarnych środków, takich jak areszt prewencyjny czy ograniczenie wolności słowa. Na szczęście rośnie w siłę ruch dający odpór skrajnej prawicy. Cztery dni po zamieszkach z 11 listopada warszawiacy zaprotestowali przeciwko ksenofobii i w obronie różnorodności, pokazując, że tęczowa Polska nadal istnieje.

Jest jeszcze inna nadzieja. W Weselu Wyspiańskiego powstanie nie może wybuchnąć, bowiem cwany parobek gubi róg, który ma dać sygnał do walki. Sztukę kończy pieśń - "miałeś chamie złoty róg" będąca metaforą straconej szansy i ostrą krytyką polskiej niemocy z czasów rozbiorów. Ale odczytując sztukę na opak, można uznać, że nasze historyczne słabości czasem wychodzą nam na dobre.

W Polsce tak naprawdę nigdy niczego nie doprowadza się do końca. Często jest to naszym przekleństwem, jednak w przypadku "religii smoleńskiej" i nowego-starego nacjonalizmu może się to okazać naszym wybawieniem.   

Artur Domosławski/© 2013 The New York Times

Tłum. Bartosz Rumieńczyk

Dowiedz się więcej na temat: nacjonalizm | Maria Kaczyńska | Lech Kaczyński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje