​Stare kłamstwa, nowa Rosja

Dlaczego ortodoksyjny biskup, blisko związany z Władimirem Putinem, posłużył się starą antysemicką plotką, aby wyjaśnić morderstwo rodziny ostatniego cara Rosji? - pyta na łamach "The New York Times" Michaił Chodorkowski.

W nocy 16 lipca 1918 roku, ostatni car Rosji, Mikołaj II Romanow, został zamordowany wraz z żoną i pięciorgiem dzieci w piwnicy w Jekaterynburgu, gdzie przez cztery miesiące byli przetrzymywani przez bolszewików. Z rozkazu z Moskwy zostali rozstrzelani, a ich okaleczone ciała podpalono.
Wiele faktów z tamtej nocy zostało uzgodnionych na podstawie przytłaczających dowodów zebranych przez wielu ekspertów. Rosyjska Cerkiew Prawosławna nadal jednak stawia więcej pytań, sugerując nikczemne spiski: czy szczątki, które zostały później ekshumowane, rzeczywiście pochodziły od rodziny cesarskiej? Jeśli nie, ilu z nich faktycznie zostało zamordowanych i gdzie ich pochowano?

Reklama

Pod koniec ubiegłego roku urzędnicy kościelni po raz kolejny dolali oliwy do ognia, sugerując, że egzekucja Romanowów była "mordem rytualnym". Zwrot ten był przyczyną wielu oszczerstw kierowanych przeciwko rosyjskim Żydom w ramach ich prześladowań w czasach carskich.

Tym razem słowa te pochodzą od biskupa Tichona Szewłoczowa, a wygłosił je podczas przemówienia 27 listopada na sponsorowanej przez kościół konferencji, zwołanej w celu ponownego zbadania okoliczności zabójstwa Romanowów.

Siedząc obok Patriarchy Cyryla, głowy kościoła prawosławnego, biskup podkreślił, że jego wątpliwości podziela wielu członków komisji, która badała zabójstwo cara i jego rodziny od 2015 roku. Przedstawiciel Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej, czołowej państwowej agencji, zareagował błyskawicznie i zgodził się uzyskać więcej ekspertyz, aby można było "przeprowadzić analizę psychologiczną i historyczną" tej sprawy.

Ten incydent mógłby zostać określony jako fantazja niektórych antysemickich członków Kościoła, mających bliskie związki z ultraprawicowymi grupami rosyjskimi. Ale biskup Tichon nie jest zwykłym duchownym.

Poza tym, że jest najwyższym doradcą patriarchy Cyryla, powszechnie uważa się go za duchowego doradcę prezydenta Władimira Putina. Sugerowanie ‘mordu rytualnego’ jest tak obładowane tradycyjnym antysemityzmem, że już następnego dnia rzecznik Federacji Rosyjskich Społeczności Żydowskich, rabin Borukh Gorin, powiedział, że przypomina mu to "najciemniejsze wieki".

Wielu Rosjan, zwłaszcza tych wśród radykalnych ugrupowań nacjonalistycznych, bezrefleksyjnie przyjęło ten slogan o mordzie rytualnym, funkcjonującym w ramach błędnej teorii spiskowej: że morderstwo Romanowów nie było zbrodnią bolszewików, ale efektem żydomasońskiego spisku mającego na celu poświęcenie rodziny carskiej w sposób rytualny. Ten mord miał z kolei symbolizować śmierć narodu rosyjskiego.

Oskarżenia o mord rytualny mają oczywiście znacznie dłuższą historię. W czasach skrajnego antysemityzmu, który cechował carską Rosję, śmierć chrześcijańskiego dziecka w niejasnych okolicznościach zazwyczaj przypisywało się Żydom, którzy byli fałszywie oskarżani o wykorzystywanie krwi dzieci do rytuałów religijnych. Takie mordy nazywano "oszczerstwem krwi".

Te zgubne kłamstwa przyczyniły się do wywołania szczególnie brutalnych powstań przeciwko Żydom w Rosji, czyniąc słowo "pogrom" częścią makabrycznego uniwersalnego słownictwa. Jeden z najbardziej znanych pogromów wybuchł w Kiszyniowie (obecnie Mołdawia) w niedzielę wielkanocną 17 kwietnia 1903 roku, po tym, jak grupy antysemickie oskarżyły Żydów o popełnienie "mordu rytualnego". Przez dwa dni władze nie zrobiły nic, aby zatrzymać szał pijanego i wściekłego tłumu; zginęło 49 Żydów, ponad 500 zostało rannych, a nieznana liczba kobiet została zgwałcona.

Trzy tygodnie później wielki rosyjski pisarz i humanista Lew Tołstoj oskarżył rosyjski rząd o uciekanie się do kłamstw i przemocy. Departament Stanu USA i brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przesłały notatki w formie protestu, a prezydent Theodore Roosevelt osobiście uderzył w cara Mikołaja. Ale car milczał nawet gdy trwały fale pogromów, w których życie straciło ponad 2000 Żydów (w latach 1903-1905). Dziesiątki tysięcy rosyjskich Żydów uciekło, głównie do Stanów Zjednoczonych lub kontrolowanej przez imperium Ottomanów Palestyny.

Dlaczego właśnie teraz wskrzeszać ideę mordu rytualnego? Czy biskup Tichon został "Rasputinem" prezydenta Putina? W dzisiejszej Rosji, gdzie transparentność jest rzadkością, dużo się spekuluje. Jednym z powodów, może być chęć przywrócenia przez Kreml tradycyjnego antysemityzmu, który pomógłby dotrzeć do skrajnie prawicowych rosyjskich nacjonalistów przed wyborami prezydenckimi w marcu.

Przecież podsycanie rosyjskiego nacjonalizmu sprawdziło się dla Putina podczas kampanii prezydenckiej w 2012 roku. Dlaczego nie spróbować ponownie?

Faktem jest, że Kreml bardziej niż kiedykolwiek polega na kościele, wyzwalając siły fundamentalistów i przekształcając kampanię polityczną w moralną krucjatę.

A w centrum wysiłków Kremla, promujących sprawy patriotyczne, jest biskup Tichon, przewodniczący Patriarchalnej Rady ds. Kultury i członek Prezydialnej Rady Kultury.

W ostatnich latach organizował wystawy gloryfikujące imperialną przeszłość Rosji w legendarnej sali wystawowej Manege w centrum Moskwy. Ostatnia, "Od wielkich kłopotów do wielkiego zwycięstwa", została otwarta w 2015 roku i przedstawiała pozytywny obraz Stalina jako zwycięskiego przywódcy, który uczynił z ZSRR wielką potęgę. Biorąc pod uwagę jej termin - ściśle związany z aneksją Krymu przez Rosję i zbrojną interwencją na Ukrainie - w tle wybrzmiewał kontekst, jakoby Putin także był takim liderem.

Niedawno biskup Tichon zajął się megaprojektem "Rosja - moja historia", siecią ośrodków historii patriotycznej, mającym na celu "wzmocnienie tradycyjnych wartości i kształtowanie jednego podejścia do rosyjskiej historii". Bogato sponsorowany przez rosyjskiego giganta gazowo-medialnego, Gazprom , otwarto takie centra w kilku miastach Rosji, ostatnio w Kazaniu.

Po co otwierać świątynię propagandową reprezentującą etniczną rosyjską wersję historii w Kazaniu, stolicy Tatarstanu - najbardziej zaludnionego regionu w Federacji Rosyjskiej, w którym większość ludności nie jest nawet pochodzenia rosyjskiego a na dodatek wyznaje islam?

W czerwcu ubiegłego roku Moskwa dopuściła do tego, aby wygasło porozumienie zawarte w 1994 roku. Na jego mocy Tatarstan mógł liczyć na znaczną autonomię. Zawarto w nim również zapis dotyczący nauczania języka tatarskiego w szkołach do dwóch godzin tygodniowo.

Inne ‘nierosyjskie’ regiony doświadczyły podobnych zmian, dostając jasny komunikat: ​Kreml i kościół, który zmaga się z coraz mniejszą populacją i rosnącą liczbą muzułmanów, prowadzą kampanię rusyfikacyjną, aby wieloetniczna Federacja Rosyjska stała się bardziej jednorodnym państwem narodowym. zjednoczonym przez Rosjan i Cerkiew Prawosławną.

Mimo wszystko nadal dostępna jest oczywista alternatywa - uczynienie z Rosji prawdziwej federacji poprzez nadanie regionom nierosyjskim prawdziwej władzy i udzielenie głosu w polityce.

To jednak zabrałoby władzę coraz bardziej autokratycznemu Putinowi. Zamiast tego Putin wydaje się zdeterminowany, aby wznieść się na fali rosyjskiego nacjonalizmu, chrześcijańskiego fundamentalizmu i antysemityzmu, który 100 lat temu doprowadził imperium rosyjskie do kataklizmu wojny i rewolucji.

Odwracając się w ten sposób od lekcji z przeszłości, kościół i państwo ponownie wyzwalają złowrogie siły prawicowego ekstremizmu i maszerują ramię w ramię ku mrocznej niewiadomej.

(Michaił Chodorkowski, profesor historii na Uniwersytecie Loyola w Chicago, pracuje nad książką o Rosji XX wieku.)

Michaił Chodorkowski/The New York Times

Tłum.: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje