Syjonizm i jego cierpienia

Brat mojego pradziadka, Michael Adler, był wybitnym rabinem. W 1916 roku opracował "Modlitewnik dla żydowskich marynarzy i żołnierzy" walczących na froncie podczas I wojny światowej.

Jako "kapelan" dawał na polach bitew ostatnie namaszczenie. Pod koniec wojny zapytał, czy brytyjscy Żydzi spełnili swoje obowiązki.

"Czy brytyjscy obywatele Domu Izraela, którym równe prawa i równe szanse zostały przyznane sześćdziesiąt lat temu, czy ci mężczyźni i te kobiety, spełnili swój obowiązek w obliczu bitwy?" - pisał.

Reklama

"Nasza odpowiedź jest jasna i jednoznaczna: Tak! Angielscy Żydzi mają wszelkie powody, by być dumnym z udziału w walce o zwycięstwo zarówno w kraju, jak i na frontach. Niech świadczy o tym pamięć o 2300 zmarłych".

Pytanie o przynależność

Pytanie do europejskich Żydów było zawsze takie same - to pytanie o przynależność.

Francuzi czy Niemcy martwią się, że chrześcijańskie społeczeństwa, które akceptują ich w połowie, zaczną się nimi interesować. Teodor Herzl, świadek francuskiego antysemityzmu w czasie sprawy Dreyfusa, napisał "Państwo Żydowskiego" w 1896 roku z przekonaniem, że nigdy nie będzie pełnej akceptacji dla Żydów.

Herzl dobrze przewidział. Syjonizm narodził się z takiego oto wniosku: Żydzi potrzebują ojczyzny, bo nie ma na świecie miejsca, w którym kiedykolwiek będą czuć się jak w domu. Uczeni będą krzewić wiedzę w Ziemi Świętej. Żydzi już nigdy nie pójdą potulnie na śmierć.

Postawa Europy wywołała spustoszenie i spowodowała cierpienie. Widzę w swojej rodzinie, jaki wpływ na potomków ma zniknięcie Żydówki, która została porwana przez hitlerowców na ulicach Krakowa w 1941 roku. 

Rozumiem wściekłość Izraelitki, Naomi Ragen, której słowa zostały przekazane przez kuzyna: "Myślę o pozostałej części Europy, która zebrała naszych dziadków i pradziadków, krewnych - mężczyzn, kobiety i dzieci - i wysłała ich na śmierć, bez żadnych pytań. I zastanawiam się: Czy oni są teraz moralnymi arbitrami w wolnym świecie? Mogą mówić potomkom zamordowanych ludzi, jak mają się zachować, gdy inni antysemici chcą ich zabić?".

Ci antysemici to Hamas, który terroryzuje Izrael i chce go unicestwić. Żaden inny kraj nie odpowiedziałby jednak na to przemocą. Zginęło ponad tysiąc Palestyńczyków (w tym 200 dzieci) i ponad 50 Izraelczyków. Izrael twierdzi, że jest to wina Hamasu, dla którego palestyńskie ofiary są najmocniejszym, antyizraelskim argumentem w sądzie opinii światowej.

Jestem syjonistą

Jestem syjonistą, bo historia moich przodków przekonuje mnie, że Żydzi, by istnieć, potrzebują ojczyzny. Na mocy rezolucji ONZ 181 z 1947 roku, wezwano do ustanowienia dwóch państw - żydowskiego i arabskiego.

Jestem syjonistą, który wierzy w słowa Karty Założycielskiej Izraela z 1948 roku, w której napisano, że powstające państwo będzie oparte na "wolności, sprawiedliwości i pokoju, który przewidzieli prorocy Izraela."

Nie mogę jednak zaakceptować takiej interpretacji syjonizmu, według której nieuchronny wzrost mesjanistycznego izraelskiego nacjonalizmu powinien prowadzić do zajęcia całej ziemi pomiędzy Morzem Śródziemnym a rzeką Jordan.

To przez prawie pół wieku powodowało ucisk innych ludzi na Zachodnim Brzegu, doprowadziło do ekspansji izraelskich osiedli na Zachodni Brzeg państwa palestyńskiego; wywołało  izolację umiarkowanych Palestyńczyków, takich jak Salam Fayyad, w imię zasady "dziel i rządź".

Prowadzona polityka sprawia, że istnienie żydowskiego i demokratycznego państwa staje się niemożliwe. Ważniejsza jest przewaga taktyczna, a nie strategiczny przełom w relacjach dwóch państw.

Ataki, w których giną setki dzieci, to odpowiedź nieproporcjonalna.

"Nie mogę tego akceptować"

Ja, jako syjonista, nie mogę tego akceptować. Żydzi, przede wszystkim Żydzi, wiedzą, co oznacza ucisk.

Brak argumentów i brak palestyńskiego oburzenia tuszuje zabijanie dzieci. Izraelskie bombardowanie Strefy Gazy może być dowodem.

Gdyby Benjamin Netanjahu w dobrej wierze, podjął wysiłek, by wypracować porozumienie pokojowe z umiarkowanymi Palestyńczykami i zostałoby ono odrzucone, to byłby to argument. Ale tak się nie stało.

Hamas jest podły. Z chęcią zobaczyłbym jak upada. Ale Hamas jest również produktem sytuacji, którą Izrael wzmacnia, a nie stara się rozwiązać.

Próby Izraela, by przejąć kontrolę nad innymi ludźmi, pogarda potężnych wobec uciśnionych, to zdrada syjonizmu, w który wciąż wierzę.

Roger Cohen / The New York Times

Tłum. AK, śródtytuły pochodzą od INTERIA.PL

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje