Trumpowie też byli imigrantami

Wielu Amerykanów obawiało się niemieckich przodków Donalda Trumpa tak samo jak dziś republikański kandydat i jego zwolennicy boją się imigrantów.

Dziś powszechnie znany jest fakt, że Donald Trump jest "produktem" poważnych ambicji imigrantów z niemieckiego Palatynatu. Zespoły telewizyjne z całego świata - czy to z Tokio czy Nowego Yorku - pakują sprzęt i ruszają do Kallstadt, gminy położonej na niemieckim szlaku winnym, by odkryć ojczyznę babki i dziada Trumpa. Nie ma wiele do oglądania: nudny dom (można go nagrywać tylko z zewnątrz) i kilku dalekich krewnych faceta z żółtymi włosami (którzy unikają prasy jak ognia).

Reklama

Jest też grób z napisem "Trump". Mimo zapewnień komika Johna Olivera, że rodzina Trumpów nazywała się wcześniej Drumpf, ale zmieniła nazwisko, żeby nie brzmiało tak niemiecko - albo jak dźwięk winogron rozbryzgiwanych na oknie - potwierdza to inną wersję: było "Trump" od początku.

Dziad Trumpa, Friedrich, był wzorcowym uchodźcą ekonomicznym, który do Stanów Zjednoczonych przybył w 1885 roku. Migrant z Palatynatu pożądał tylko dwóch rzeczy: bogactwa i dostatniego życia, mimo że był zbyt chuderlawy do ciężkiej pracy, nie mówił po angielsku i przepłynął ocean bez grosza przy duszy. Mimo to Amerykanie go wpuścili. Jego syn stał się milionerem i wszyscy wiemy, ile razy ta fortuna została pomnożona przez jego wnuka. Ale czego możemy się nauczyć z tej historii?

Cóż, Ameryka zawsze była nieco oporna i niechętna do przyjmowania uchodźców i migrantów. Kiedy w XVIII wieku do USA przybyła pierwsza fala uchodźców z Palatynatu, Benjamin Franklin - jeden z najbardziej światłych Ojców Założycieli - złorzeczył tak: "ich liczba wkrótce nas przewyższy; niedługo nie będziemy w stanie zachować naszego języka". Brzmi znajomo?

A co powiecie na taką wypowiedź Franklina? Istna perełka: "Ci, którzy przybywają tutaj, są na ogół najgłupszym sortem ignorantów własnego narodu".

Albo to: "Nawet nasz rząd stanie się niestabilny" przez ich napływ.

Co należy zauważyć, wcześni imigranci z Niemiec uparcie trzymali się w zwartych grupach, odmawiając nawet nauki angielskiego, żeby ich dzieci nie wyrosły na zbyt "angielskie". Franklin protestował, przewidując, że obcokrajowcy "będą wkrótce tak liczni, że nas zgermanizują, zamiast my ich zamerykanizować".

Germanizacja Nowego Świata, horror z wydaniu amerykańskim? Dziś to brzmi więcej niż ironicznie. Oczywiście, nadeszło szczęśliwe zakończenie tej historii i Niemcy idealnie zintegrowali się ze społeczeństwem amerykańskim.

Dziś mimo wszystko więcej jest obywateli USA z niemieckimi korzeniami niż tych z angielskimi. I jedni, i drudzy czują się jak prawdziwi Amerykanie. Lekcja historii odpowiednia jak nigdy.

Hannelore Crolly

www.worldrunch.com
The New York Times
Tłum.:JT

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy