Twitter musi zrobić więcej, by zablokować ISIS

Dżihadystyczna organizacja Państwo Islamskie wykorzystuje Twittera jako narzędzie terroryzmu – piszą na łamach "The New York Times" Anne Cameron Cain i Beatriz Gonzalez, które straciły swoich bliskich w atakach terrorystycznych w Paryżu i Brukseli. Kobiety pozwały serwis społecznościowy za to, że pomaga dżihadystom z ISIS w planowaniu kolejnych zamachów i rekrutowaniu bojowników.

Podobnie jak wielu Amerykanów, obie mamy głęboką nadzieję, że 2017 rok będzie lepszy niż ostatnie lata.

Reklama

13 listopada 2015 roku córka Beatriz Gonzalez - Nohemi - zginęła w ataku terrorystycznym w Paryżu zorganizowanym przez komórkę operacyjną Państwa Islamskiego z Brukseli. 22 marca 2016 roku mąż Cameron - Alexander - i jej szwagierka - Sasza - zostali zamordowani na lotnisku w Zaventem przez terrorystów z tej samej komórki. Oprócz nich, w atakach zginęło jeszcze 159 innych osób, a ponad 600 zostało rannych.

Przez te wszystkie miesiące udręki odczuwałyśmy pokusę, by przypisywać komuś winę - władzom, które zawiodły, bo nie zwracały uwagi na ostrzeżenia dotyczące podejrzanych terrorystów; politykom rządowym, którzy nie zapewnili skutecznego nadzoru nad planującymi ataki; i oczywiście terrorystom z tzw. Państwa Islamskiego, którzy zamordowali naszych bliskich. Naszą główną motywacją w podejmowaniu działań nie jest jednak obwinianie innych. Chcemy po prostu, aby kolejne rodziny nie musiały cierpieć z podobnych powodów w przyszłości.

Bliscy ofiar składają pozew

Właśnie dlatego 9 stycznia złożyłyśmy federalny pozew cywilny w Południowym Dystrykcie Stanu Nowy Jork przeciwko Twitterowi za dostarczanie tzw. Państwu Islamskiemu wsparcia i środków, co doprowadziło do zamordowania Nohemi, Aleksandra i Saszy.

W następstwie ataków z 11 września 2001 roku Kongres Stanów Zjednoczonych przyjął przepisy w zakresie zwalczania terroryzmu. Zakazują one wszelkim podmiotom lub osobom związanym z USA udzielania pomocy materialnej lub dostarczania środków określonym, zagranicznym organizacjom terrorystycznym. Zazwyczaj mamy w tym przypadku na myśli takie jednostki, które zajmują się praniem brudnych pieniędzy albo nielegalnie handlują ropą naftową. Prawo powinno jednak mieć zastosowanie również do tych podmiotów, które świadczą usługi, zapewniają środki i są platformą do komunikacji, jak Twitter.

Nie jest to decyzja, którą podjęłyśmy z łatwością. Jesteśmy tak samo użytkownikami Twittera. To jeden z najbardziej efektywnych serwisów umożliwiających natychmiastowe komunikowanie się na całym świecie. Ale jest to jednocześnie jedno z najbardziej preferowanych miejsc przez dżihadystów.

Twitter narzędziem terroryzmu

Państwo Islamskie, znane również jako ISIS, oraz jego zwolennicy, wykorzystują Twittera do rekrutacji, planowania, niesienia zagrożeń i publikowania informacji o odpowiedzialności za zamachy. Mówiąc najprościej, bojownicy z ISIS używają Twittera jako narzędzia terroryzmu. Powinno się im odebrać dostęp do tej broni.

"Jeśli chcesz porozmawiać z terrorystą, nie ma potrzeby, by wysłać do kogoś e-maila" - powiedział krótko dyrektor FBI James B. Comey po atakach w Paryżu. "Wystarczy, że śledzisz terrorystę na Twitterze, a następnie możesz mu bezpośrednio przesłać wiadomość". Dodał, że "działa to jak sposób do społecznościowego poszerzania terroryzmu, sprzedawania morderstwa".

Przedstawiciele rządu skrytykowali Twittera za umożliwienie terrorystom dostępu do serwisu.

Kongresman Ted Poe, członek Izby Spraw Zagranicznych i podkomisji ds. terroryzmu, proliferacji i handlu, skarżył się w sierpniu 2012 roku na Twittera za to, że konta terrorystów nie są zamykane. Stwierdził, że używanie przez nich serwisu jest "naruszeniem prawa Stanów Zjednoczonych". We wrześniu tego samego roku Poe i kilku innych członków Kongresu napisało do dyrektora FBI z prośbą, by zażądał zablokowania na Twitterze kont różnych grup terrorystycznych.

Twitter od dawna promował znaczenie swobodnego i otwartego dyskursu. W czerwcu 2014 roku w raporcie CNN współzałożyciel serwisu Biz Stone powiedział: "Jeśli chcesz stworzyć platformę, która pozwala na swobodę wypowiedzi dla setek milionów ludzi na całym świecie, to naprawdę trzeba pogodzić się z tym, że nie zawsze wszystko idzie dobrze".

W listopadzie 2014 roku, czasopismo Mother Jones (ukazujące się w USA i zajmujące się sprawami społecznymi - przyp. red. Interia) zacytowało anonimowego przedstawiciela Twittera, który powiedział: "Dla jednego terrorysta, dla innego bojownik walczący o wolność".

Jak podkreślono w artykule opublikowanym w Mother Jones, użytkownicy Twittera "nie mogą podszywać się pod innych, publikować materiałów chronionych prawem autorskim bez uzyskania zgody, ujawniać prywatnych i poufnych informacji o innych, przesyłać gróźb zastosowania przemocy".

Niewystarczające i opóźnione działania

W lutym 2016 roku Twitter wydał oświadczenie i potwierdził, że zagrożenie terrorystyczne uległo zmianom i zapewnił, że dostosuje się do nich. Firma ogłosiła, że zawiesiła ponad 125 tysięcy kont od połowy 2015 roku z powodu "zagrożenia lub wspieranie aktów terrorystycznych". Powiększyła też zespoły, które zajmują się przeglądaniem raportów związanych z terroryzmem. W związku z tym, Twitter potwierdził też, że współpracuje z organami ścigania i organizacjami w celu zwalczania treści ekstremistycznych treści w internecie. W sierpniu Twitter potwierdził, że zablokował dodatkowe 235 tysięcy kont powiązanych z terroryzmem.

Uważamy jednak, że Twitter nie robi wystarczająco dużo, aby aktywnie monitorować, rozpoznawać i usuwać konta osób powiązanych z terroryzmem. Nie podjął też skutecznego i długotrwałego wysiłku, by zapewnić, że konta te nie zostaną przywrócone. Krótko mówiąc, działania Twittera są niewystarczające i podejmowane zbyt późno.

Hany Farid, doktor Wydziału Nauk Komputerowych w Dartmouth College, zasugerował jednoznacznie, że Twitter mógłby zrobić więcej. Jak poinformowała agencja prasowa Bloomberg, opracował on oprogramowanie, które umożliwia śledzenie ekstremistycznych treści w internecie. Można je wykorzystać do automatycznego blokowania w mediach społecznościowych treści mających związek z terroryzmem.

Obie korzystałyśmy z mediów społecznościowych, w tym z Twittera, gorączkowo szukając naszych bliskich w godzinach po zamachach. Wiemy, że nasz pozew nie ograniczy siły serwisów społecznościowych. Jeśli jednak zajęcie przez nas jasnego stanowiska pozwoli zmniejszyć zdolność Państwa Islamskiego i jego szatańskich bojowników do przeprowadzania przyszłych morderczych kampanii, być może oszczędzimy innym takiego losu, jaki spotkał Nohemi, Aleksandra i Saszę.

Anne Cameron Cain and Beatriz Gonzalez
(Anne Cameron Cain jest byłą kierowniczką w Asia Society w Nowym Jorku. Beatriz Gonzalez jest właścicielką małej firmy w Kalifornii).

"The New York Times"
Tłum. JM

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy