Ukraina na krawędzi

Ukraina stoi przed trudnym wyborem - opowiedzieć się za nowoczesnością podpisując umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską czy znów skierować się w stronę Rosji wstępując do Unii Celnej?

Prezydent Wiktor Janukowycz wybrał najgorszą opcję. Zapowiedział, że nie podpisze umowy stowarzyszeniowej na szczycie w Wilnie na Litwie, ale równocześnie nie dał wyraźnego sygnału, co zamierza robić dalej. Za takie postępowanie Ukraina zaczęła płacić wysoką cenę.

Ogłoszona w ubiegłym tygodniu decyzja prezydenta zdenerwowała obywateli. Setki ludzi, marzących o bezpiecznej przyszłości w Europie, wyszły na ulice Kijowa.

Reklama

W weekend do protestujących na majdanie zaczęli przyłączać się kolejni zwolennicy europejskiej przyszłości Ukrainy - kilkadziesiąt tysięcy osób przyszło wyrazić swoją wolę. Manifestacje zorganizowano także w innych miastach. Doszło do starć z policją.

Przedstawiciele opozycji oskarżyli Janukowycza o to, że ugiął się pod presją ze strony Rosji. Prezydent odpowiadał, że unijni przywódcy nie obiecali pomocy finansowej, jaka jest potrzebna do pokrycia przez Ukrainę kosztów przystąpienia do Unii Europejskiej.

Bałagan i puste obietnice

Wiktor Janukowycz może winić tylko siebie za ten bałagan. Nie udało mu się nakreślić wiarygodnej wizji swojego kraju. Przystąpienie do Unii Europejskiej oznacza reformy polityczne, narażenie ukraińskich firm na ostrą konkurencję i powoduje presję ze strony Rosji, między innymi wyższe koszty importu gazu.

Ale to jest dobre dla Ukrainy w dłuższej perspektywie. Zapewni przyspieszenie procesu demokratyzacji, poprawę klimatu inwestycyjnego oraz wzmocnienie konkurencyjności gospodarczej.

Z drugiej strony, Ukraina ma do wyboru Unię Celną. Rosja obiecuje natychmiastową pomoc - niższe ceny gazu, obniżenie taryf i łatwiejszy dostęp do strefy wolnego handlu.

Ale efekty będą krótkotrwałe, a obietnice są puste, ponieważ obecne wysokie ceny gazu i ograniczenia handlu są wynikiem starań Władimira Putina, który nie chce, by Ukraina podpisała porozumienia z UE.

Kolesiostwo i nepotyzm polityczny

Jeśli Janukowycz podda się tej presji, to i tak nie ma żadnej gwarancji, że Putin będzie utrzymywać niskie ceny w długim okresie. Co więcej, przystąpienie do Unii Celnej Rosji sprawi, że Ukraina najprawdopodobniej zostanie zablokowana w systemie gospodarczym opartym na kolesiostwie i nepotyzmie politycznym.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że Ukrainie brakuje przywództwa, które podejmowałoby odważne decyzje i obierało dalekowzroczny kurs.

Elity polityczne wydają się być zainteresowane tylko bogactwem. Od czasu, gdy Janukowycz został prezydentem w 2010 roku, jego krewni osiągnęli nadzwyczajne zyski finansowe, podczas gdy jego administracja wykazała się uderzającym brakiem ambicji i pomysłu na prowadzenie polityki zagranicznej.

Odwaga Polski, bezwzględność Rosji

To zupełnie inna sytuacja niż ta, która miała miejsce u dwóch najważniejszych sąsiadów Ukrainy. Od czasu, gdy rozpadł się blok sowiecki, Polska ma jedną wizję i przyświeca jej niezmienny cel - odzyskać należne sobie miejsce w rodzinie narodów europejskich.

Jej elity polityczne, mimo ogromnych różnic ideologicznych, są zjednoczone w tej sprawie, która cieszy się zdecydowanym poparcie. Nie ugięły się pod presją, zdecydowały się na reorientację handlu ze Wschodu na Zachód. Polska poradziła sobie z konkurencją ze strony innych firm europejskich i przyjęła trudne wymogi członkostwa w Unii Europejskiej.

Stać się jednym z najważniejszych europejskich graczy - to nadal pozostaje głównym celem Warszawy.

Z drugiej strony Ukrainy jest Rosja, która jest równie bezwzględna w realizacji swojego celu.

Dba o to, by Kijów bał się tego "wielkiego mocarstwa z wielkimi ambicjami i globalnym zasięgiem" i szanował je. Moskwa chce być postrzegana jako przeznaczenie Ukrainy i stara się udowodnić, że autorytarne rządy Putina są skuteczne, ponieważ uosabia on tę wizję.

Zagrożenie dla Janukowycza

A co z Ukrainą? Wydaje się, że jedyną wizją jaką mają jej elity polityczne, jest utrzymanie władzy za wszelką cenę. Najlepszym przykładem na to jest sprawa byłej premier Julii Tymoszenko, która jest największym zagrożeniem dla urzędującego prezydenta. Siedzi w więzieniu przez zarzuty, które wydają się być rażąco polityczne.

Mimo żądań Unii Europejskiej uwolnienia Tymoszenko, Janukowycz trzyma ją za kratkami. Była premier ogłosiła parę dni temu strajk głodowy na znak solidarności z protestującymi. W międzyczasie, na swojej stronie internetowej, Wiktor Janukowycz opublikował, pełne frazesów, przesłanie do narodu ukraińskiego.

Europa apeluje, ludzie protestują na ulicach, a przywódcy Ukrainy tkwią w przeszłości. Takie podejście może, w najlepszym razie, pozwolić na przetrwanie kraju. W najgorszym wypadku, pozostawia przyszłość Ukrainy na łasce sił zewnętrznych.

Niewykorzystany potencjał

Jest to bardzo irytujące mając na uwadze potencjał kraju: położenie geograficzne, zasoby, rozmiar, sieci transportowe, kapitał ludzki, więzy historyczne i kulturowe. To wszystko mogłoby czynić Ukrainę znaczącym graczem na scenie światowej. Ale jej wpływy są marginalne.

To prawda, że Ukraina jest podzielona przez język, pochodzenie etniczne, religię, kulturę i historię.

Walka o jednoczącą tożsamość od dawna dzieli Ukraińców. I nadal będzie dzielić dopóki elity polityczne zajmują się tylko własnymi interesami. Tymczasem kraj zostaje w tyle w światowym wyścigu dobrobytu i wpływów.

Czas na negocjacje minął. Jeśli Wiktor Janukowycz pragnie dostatniej przyszłości dla Ukrainy i chce uspokoić coraz bardziej rozgniewany naród, powinien podpisać umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską.

Inne działanie jest zdradą nadziei narodu.

Roman Wolczuk/The New York Times

Tłum. AK

(Śródtytuły pochodzą od INTERIA.PL)

The New York Times
Dowiedz się więcej na temat: Ukraina w UE | Wiktor Janukowycz | Władimir Putin

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama