Ukraińscy działacze walczą z czasem

Ukraińscy aktywiści ścigają się z czasem. Chcą wprowadzić demokratyczne reformy nim będzie za późno. Biorąc pod uwagę okoliczności, Hanna Hopko, ekspert do spraw zdrowia publicznego i demokratyczna działaczka, nie ma powodów do zadowolenia.

Premier Rosji Dmitrij Miedwiediew ostrzegł niedawno, że jej ukochana Ukraina jest "na krawędzi wojny domowej" - jest to lekka przesada, ale w taki sposób nazwał walki o władze toczące się na wschodzie kraju. Prorosyjscy bojówkarze zaatakowali budynki rządowe i lokalne posterunki policji w kilku miastach, a Moskwa, po przejęciu Krymu, nadal straszy rząd w Kijowie koncentrując tuż przy granicy 40 tysięcy żołnierzy.

Reklama

Z 32-letnią Hanną Hopko rozmawiałam przez telefon. Była we Lwowie, w zachodniej Ukrainie, gdzie spędzała święta wielkanocne z rodziną. Pierwszy raz od miesięcy zobaczyła swoją 3,5-letnią córkę. Z tonu rozmowy wywnioskowałam, że nie jest zniechęcona.

Dla niej szklanka jest do połowy pełna. Bo choć destabilizacja na wschodzie rośnie, to jednak dzięki rewolucji na Majdanie udało się w lutym obalić prezydenta Wiktora Janukowycza. I to teraz przynosi owoce.

"Przełomowe wydarzenie"

Działacze, tacy jak Hanna Hopko, przygotowują reformy i "przepychają" je w parlamencie, który jeszcze kilka miesięcy temu był bardziej zainteresowany osobistymi korzyściami niż zmienianiem kraju.

W ubiegłym miesiącu udało się zagwarantować prawo do niezależności nadawania mediów publicznych. Dla 30-letniej Natalii Gumenyuk, dziennikarki telewizji publicznej, która współtworzyła niezależną internetową telewizję Hromadske, jest to przełomowe wydarzenie.

 "Czekaliśmy na to od lat" - powiedziała. "Nawet nie marzyłam, że to stanie się rzeczywistością. Dzięki presji społeczeństwa obywatelskiego, rząd faktycznie zrezygnował z kontroli nad mediami państwowych" - wyjaśniła.

Parlament przyjął również ustawę o zamówieniach publicznych, a także dotyczącą mianowania sędziów - to część walki z korupcją zakorzenioną w życiu publicznym na Ukrainie.

Co więcej, w parlamencie zakończyło się czytanie projektu ustawy o szkolnictwie wyższym, która ma dać większą autonomię uczelniom. Z drugiej strony toczy się walka o decentralizacje i o to, by dać większą niezależność regionom.

Kolejny etap rewolucji

Hanna Hopko i jej przyjaciele, którzy uczestniczyli w opracowywaniu tych dokumentów i którzy wspierają prace legislacyjne, uważają, że jest to kolejny etapu rewolucji rozpoczętej 21 listopada na placu Niepodległości w Kijowie. Tego dnia prezydent Wiktor Janukowycz odrzucił umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską.

Działacze społeczeństwa obywatelskiego, którzy angażują się w pracę dla lokalnych organizacji pozarządowych, byli na Majdanie od pierwszego dnia.

Ale po tym, jak prezydent uciekł i stracił władzę, zaczęli się niepokoić - polityczny establishment, w tym partie opozycyjne, które nie doprowadziły do pospolitego ruszenia, ale starały się czerpać z niego korzyści, mogłyby zacząć wszystko od nowa, zachowując ten sam fatalny system polityczny.

Działacze mieli powody do zmartwień: Taka sytuacja miała już miejsce po pomarańczowej rewolucji w 2004 roku. Postanowili, że tym razem będzie inaczej, jeśli energia ruchu zostanie szybko przekuta w rzeczywiste zmiany instytucjonalne.

Dlatego utworzono "grupę ekspertów" składającą się z wysoko wykwalifikowanych specjalistów wywodzących się ze społeczeństwa obywatelskiego, ośrodków analitycznych, organizacji pozarządowych, mediów i uczelni, którzy nie należą do partii politycznych i opowiadają się za rządami prawa i demokratyczną przyszłością swojego kraju.

Pokolenie Majdanu

Niektórzy z nich studiowali za granicą. Gumenyuk uzyskała tytuł magistra dziennikarstwa na uniwersytecie w Szwecji. 26-letnia Daria Kaleniuk była na stypendium w Chicago-Kent College of Law. To ona stoi na czele grupy zajmującej się korupcją w sektorze usług finansowych. Większość osób to 30-latkowie, na pierwszej linii frontu są kobiety.

To pokolenie Majdanu. Są za młodzi, żeby być obciążeni doświadczeniami Związku Radzieckiego, ale na tyle dojrzali, aby pamiętać niepowodzenie pomarańczowej rewolucji. Nie chcą, by ich dzieci ponownie za 15 lat stały na Majdanie.

Zaczęli od znalezienia kilkudziesięciu ekspertów. Miesiąc temu było ich ponad 80. Dziś jest co najmniej 150. Świadczy to o tym, że mają dużą siłę przebicia. Utworzyli "komitet wspierania reform", który co dwa tygodnie będzie spotykać się z tymczasowym rządem i grupami parlamentarnymi.

Dla nich jest to wyścig z czasem. Niezależnie od wydarzeń na wschodzie, uważają, że muszą zbudować podstawy dla zmian strukturalnych przed wyborami prezydenckimi 25 maja. Więc pracują przez całą dobę, organizują spotkania z opinią publiczną i niezmiennie naciskają na rząd i parlament.

Aby "ożywić" proponowane zmiany działacze zaproponowali "reanimację" pakietu reform wraz ze szczegółowym harmonogramem ich przyjęcia. W tym tygodniu, niektórzy z nich udali się do Odessy i Dniepropietrowska, by zaprezentować swoje propozycje ludziom na wschodzie, którzy, jak mówią, są "zaniepokojeni korupcją i nadużywaniem władzy".

"Musimy walczyć"

Ukraińscy politycy zauważają tą aktywność. Julia Tymoszenko, która walczy o odzyskanie wiarygodności, powiedziała Hopko w popularnym programie “Shuster Live," że jest gotowa współpracować z grupą i wdrażać przygotowane przez nią zmiany.

Hopko wyjaśniła, że ich strategia jest taka, że pytają wszystkich kandydatów na prezydenta czy publicznie zobowiązują się do wspierania reform. "Musimy szybko wykorzystać sytuację, zanim będzie za późno. System nas atakuje. Musimy walczyć" - mówi.

To pokolenie działaczy jest antidotum na system Władimira Putina. "Kreml chce stworzyć wrażenie, że Ukraina to państwo upadłe" - mówi Gumenyuk. Oni chcą udowodnić, że prezydent Rosji się myli.

Oni są przyszłością Ukrainy. A ludzie powinni pomagać.

Sylvie Kauffman / The New York Times

Tłum. AK, śródtytuły pochodzą od INTERIA.PL

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje