Unijni dyplomaci odrabiają pracę domową

Studenci pozbawieni wakacyjnego wypoczynku w związku z odrabianiem zaległych zajęć pracują w tym roku w doborowym towarzystwie. Czołowi europejscy dyplomaci będą musieli pożegnać się z perspektywą wylegiwania na plaży, by móc wkuwać francuskie czasowniki nieregularne.

Przyznając, że jej zdolności językowe pozostawiają sporo do życzenia, Catherine Ashton - szefowa unijnej dyplomacji - obiecała kilka dni temu, że popracuje nad nimi w ciągu letnich miesięcy.

Reklama

Gdzie i kiedy uczęszczać będzie na zajęcia wyrównawcze - to pozostaje tajemnicą. Wiadomo tylko, że pani Ashton, Brytyjka z pochodzenia, nie przyjmie propozycji francuskich polityków, którzy zaproponowali jej kurs w jednym z malowniczych zamków na południu Francji.

Poruszenie, jakie wywołały zmagania baronessy Ashton z językiem Moliera, dowodzi niesłabnącego przeczulenia francuskich oficjeli na punkcie ich ojczystej mowy. Chociaż Catherine Ashton nie ma problemów z rozumieniem pisanej i mówionej francuszczyzny, sama nie posługuje się biegle tym językiem i mówi z silnym akcentem.

Jeszcze nie tak dawno takie braki zdyskwalifikowałyby ją jako unijną dyplomatkę.

Język francuski był niegdyś niekwestionowanym lingua franca procesu europejskiej integracji. Aż do 1995 roku dominował w pokoju prasowym Komisji Europejskiej, gdzie anglojęzyczni dziennikarze musieli zadawać pytania po francusku nawet angielskim rzecznikom.

W połowie lat 90., gdy UE rozszerzyła się o Szwecję i Finlandię, i później, gdy do Wspólnoty dołączyło dziesięć wschodnioeuropejskich państw, okazało się, że pozycji francuszczyzny nie da się obronić. W wielu spośród nowych krajów członkowskich to angielski jest najpopularniejszym językiem po mowie ojczystej. Francuski plasuje się o dobrych kilka miejsc dalej.

Według oficjalnych danych, odsetek dokumentów Komisji Europejskiej przetłumaczonych z angielskiego oryginału wyniósł w 2008 roku 72,5 proc. - tyle samo, ile w roku poprzedzającym. Odsetek tekstów, których językiem oryginalnym był francuski, spadł z 12,2 proc. w 2007 roku do 11,8 proc. w 2008 roku.

W marcu francuski sekretarz stanu ds. europejskich, Pierre Lellouche, zaprosił Catherine Ashton i Jerzego Buzka - przewodniczącego Parlamentu Europejskiego - do uczestnictwa w kursie języka francuskiego nieopodal Awinionu. Niektórzy dopatrywali się w tym geście dwuznacznego przytyku, który miał obnażyć lingwistyczne niedociągnięcia zaproszonych, kwestionując szczerość tej manifestacji wielkoduszności. Tym bardziej, że wcześniej z Paryża napływały krytyczne głosy na temat pierwszych miesięcy pracy pani Ashton na stanowisku, które objęła w grudniu zeszłego roku.

W ubiegłym tygodniu na konferencji prasowej Catherine Ashton zapowiedziała więc - po francusku zresztą - że "w czasie wakacji" będzie doskonalić swoje zdolności językowe. Poskąpiła jednak dziennikarzom informacji na temat czasu i miejsca tego przedsięwzięcia.

Uważa się, że uczestnictwo w kursie w zamku Correnson pod Awinionem uniemożliwiły pani Ashton zmiany w jej grafiku. Osoby upoważnione nie chcą mówić o jej planach, powołując się na względy bezpieczeństwa. Nie wykluczają jednak, że baronessa zapisze się na kurs językowy w Wielkiej Brytanii.

- Pani Ashton zobowiązała się uczęszczać na lekcje francuskiego - mówi rzeczniczka szefowej unijnej dyplomacji, Maja Kocijancic - i dotrzyma tego zobowiązania. Przeznaczy na to okres letni.

W zeszłym tygodniu w bardziej szarmancki ton uderzył Pierre Lellouche, który zdradził dziennikarzom, iż uczy się niemieckiego - i podkreślił, że pani Ashton radzi sobie z francuskim o wiele lepiej, niż on z mową swoich wschodnich sąsiadów. W ubiegłym roku Lellouche udowodnił natomiast swoją biegłą znajomość angielskiego. Było to wówczas, gdy wygłosił ostrą krytykę pod adresem brytyjskiej Partii Konserwatywnej po tym, jak jej członkowie opuścili główną centroprawicową frakcję w Parlamencie Europejskim. Francuski polityk oskarżył Williama Hague'a - obecnie ministra spraw zagranicznych w rządzie Davida Camerona - o "dziwaczny autyzm" i "praktyczne wykastrowanie" brytyjskich wpływów w PE, jakiego dopuściło się jego ugrupowanie.

W Brukseli nie brak głosów współczucia dla pani Ashton, która w 2009 roku, przyjmując nominację na wysokiego przedstawiciela UE do spraw zagranicznych, zgodziła się pełnić dwie funkcje. Jej rodak i poprzednik na stanowisku unijnego komisarza ds. handlu, Peter Mandelson, nie mówił po francusku w ogóle. Hiszpan Javier Solana, który kierował unijną dyplomacją do momentu wejścia w życie traktatu lizbońskiego, posługiwał się angielskim i francuskim, ale w jego wystąpieniach słychać było ciężki, obcy akcent.

Tymczasem Jerzy Buzek nie planuje powrotu do szkolnej ławy. - Jest bardzo zapracowanym człowiekiem - tłumaczy jego rzecznik, Robert Golański - i dlatego też, dopóki pełni funkcję przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, jest mało prawdopodobne, że wygospodaruje dodatkowy czas na naukę francuskiego.

- Pan Buzek bardzo dobrze mówi po angielsku - dodaje Golański - a oprócz swojego ojczystego języka może porozumiewać się również w języku czeskim i słowackim.

Touché! - punkt dla tego pana, jak powiedzieliby Francuzi.

Stephen Castle

"New York Times" / "International Herald Tribune"

Tłum. Katarzyna Kasińska

New York Times/©The International Herald Tribune
Dowiedz się więcej na temat: zdolności | Catherine Ashton | dyplomaci

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje