W Chinach tradycja publicznego piętnowania ma się świetnie

Zostałem przyłapany na wagarowaniu. Mój nauczyciel był dobrze zbudowanym 30-latkiem. Ja byłem 14-letnim chudzielcem. Złapał mnie za ciuchy i zaciągnął z internatu do klasy. Tam przed całą klasą i innymi nauczycielami powiedział, co zrobiłem.

Dwa dni później wezwał mnie do siebie i kazał napisać samokrytykę. Miałem ją odczytać na szkolnym apelu. Przyznałem się do lenistwa. Napisałem, że nie szanuję dyscypliny i że zawiodłem moich nauczycieli i rodziców. Kiedy to czytałem, moi koledzy wydawali się rozbawieni, ale nauczyciel był zadowolony. Ja natomiast czułem się, jakbym stał przed nimi wszystkimi nagi.

Tego typu sceny nie są niczym nadzwyczajnym. Od podstawówki do szkoły wyższej byłem świadkiem niezliczonej liczby tego typu upokorzeń: za bójki, ściąganie albo drobne wykroczenia. Jeśli zostałeś złapany na tego typu przewinieniach mogłeś wylądować przed całą szkołą krytykując swoje "moralne wady", potępiając ułomności swojego charakteru, nie okazując sobie żadnej litości, a nawet wyolbrzymiając swoją winę. Tylko ci, którzy to przeżyli, znają rozmiar towarzyszącego wstydu.

Reklama

W ciągu ostatnich dwóch lat, od objęcia władzy przez prezydenta Xi Jinpinga, ta chińska tradycja przybrała nowe formy. Partia Komunistyczna pod jego rządami uczyniła z publicznego piętnowania wyrafinowaną formę chińskiej sztuki, jak nasz jedwab czy porcelana.

Wyrok w telewizji jeszcze przed procesem

W porównaniu z brutalnymi rytuałami z przeszłości nowoczesne transmitowane przez telewizję samokrytyki mogą wydawać się łagodniejsze, bardziej szczere, a nawet inspirujące. Jednak ich częstotliwość dowodzi, że nasza "władza ludowa" tak naprawdę nie dba o prawa indywidualne, godność i prywatność swoich obywateli. 

Główna telewizja CCTV udostępnia platformę dla wielu z tych publicznych upokorzeń m.in. biznesmenów, pisarzy, celebrytów, wydawców i dziennikarzy - słowem każdego, kto myśli inaczej niż samolubna Partia Komunistyczna. Składają oni samokrytyki zza więziennych krat, ich status więźnia podkreślają właściwe zakładom karnym uniformy i (czasem) ogolone głowy, ich poważne miny i zapłakane twarze.

CCTV ma wpływy sięgające znacznie dalej niż jakiejkolwiek inna stacja na świecie. Jej reporterzy mają dostęp do ściśle strzeżonych aresztów, gdzie zmuszają podejrzanych do mówienia. Stary człowiek może na przykład opowiedzieć o swojej skłonności do nagabywania prostytutek, a młoda kobieta oskarżona o prostytucję może zostać zmuszona do opowiedzenia, jak spotykała się z klientami. W czasie, gdy materiały te są emitowane, ich bohaterowie nadal oczekują na proces, ale reporterzy już wydali swój wyrok.

Upokarzani na potrzeby władzy

Prawie wszystkie z tych publicznych spowiedzi są wykorzystywane dla poparcia jakiejś z rządowych kampanii. We wrześniu 2013 roku, kiedy władza walczyła z czymś, co określała mianem bagna internetowej krytyki, CCTV wyemitowała publiczną samokrytykę przedsiębiorcy i blogera Charlesa Xue, który został aresztowany pod zarzutem korzystania z usług prostytutek. Xue miał udziały w chińskim rynku internetowym i ponad 12 milionów subskrybentów w serwisie społecznościowym  Sina Weibo.

Jako część kampanii prezydenta Xi mającej na celu utrzymanie w ryzach mediów, CCTV wyemitowała skruszone wypowiedzi dziennikarzy Chen Yongzhou i Gao Yu oraz szanowanego wydawcy Shen Hao. Te wpływowe osoby przyznały przed kamerą, że brały udział w szantażowaniu firm albo że doprowadziły do ujawnienia tajemnicy państwowej.

70-letnia Gao Yu, aresztowana za przekazanie zagranicznym mediom ściśle tajnych informacji, ubrana w więzienie ubranie, mówiła: “Przyznaję, że to, co zrobiłam, łamie prawo i zagraża narodowym interesom". "Postąpiłam bardzo źle. Dostałam nauczkę i przyznaję się do winy" - dodała.

Jej adwokat przyznał potem, że zdecydowała się na telewizyjne oświadczenie, tylko dlatego, że władze zagroziły jej synowi. Jeśli chodzi o Charlesa Xue i innych nie mamy dowodów, że użyto wobec nich podobnej taktyki, ale biorąc pod uwagę dramatyczną sytuację, w jakiej się znaleźli po aresztowaniu, brak współpracy z władzą wymagałby wielkiego aktu odwagi.

Sen o wolności

Kraje socjalistyczne mają skłonność do podkreślania nadrzędności narodowego i zbiorowego interesu wobec godności osobistej i praw indywidualnych. Ta kwestia nie ulegała zmianie przez 66 lat rządów komunistów w Chinach, jednak w ciągu ostatnich dwóch lat nabrała ostrości. Przypadki publicznego piętnowania pokazują nam, jak w imię jakiejś większej sprawy poświęcane są prawa osobiste, godność i prywatność obywateli.

Poszanowanie praw poszczególnych obywateli - nawet przestępców - to podstawowa zasada etycznego społeczeństwa. Jednak dla rządu Chin nie ma to najmniejszego znaczenia. Mimo że nasz kraj chlubi się obecnie drugą co do wielkości gospodarką na świecie, nasza wolność wcale się nie zwiększyła, i nadal pozostaje zagrożona.

Żyjemy w otoczeniu ogromnych plakatów z hasłem “Chiński sen", które wzywają nas do wzmocnienia i odmłodzenia chińskiego narodu, jednak w Chinach słowo "naród" to synonim komunistycznego rządu. Według mnie, jeśli "silniejsze" państwo nie oznacza większej wolności, to nie jest to miły sen. 

16 kwietnia ubiegłego roku Xue - wtedy 61-letni - został zwolniony z więzienia z powodów zdrowotnych. W ciągu kilku dni zaczął być aktywny na Weibo, przeprosił swoją rodzinę i miliony subskrybentów. Potem obiecał nigdy więcej nie rozsiewać plotek. Zamiast tego chciał "roztaczać pozytywną energię" i pomagać młodym ludziom w określeniu ich własnego "chińskiego snu".

Murong Xuecun

2015 The New York Times

tłum. awt, śródtytuły od redakcji Interii

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje