W klimacie strachu

Nie wiem jak wy, ale ja uważam, że zwykłe rozmowy przy kolacji mogą zboczyć w dzisiejszych czasach na dziwne tory. Jak na przykład ta, w której mój przyjaciel tłumaczył mi, że terroryści, którzy nazywają siebie Państwem Islamskim, mogliby bez przeszkód wysłać jednego ze swoich ludzi do Afryki Zachodniej, doprowadzić do tego, że zarazi się wirusem ebola, a potem wsadzić go na przykład do jednego z wagonów metra w Londynie, Paryżu lub Nowym Jorku, gdzie będzie stał wciśnięty między innych pasażerów w godzinach szczytu i... bingo!


Reklama

- Nie mogę być chyba pierwszą osobą, która o tym pomyślała. To proste. Oni przecież i tak dążą do popełnienia samobójstwa, prawda? - pytał mnie przyjaciel.

Prawda. W obliczu wielu zagrożeń jesteśmy bezbronni i mniej bezpieczni niż nam się wydaje.

Z buzią pełną makaronu kontynuował swoją opowieść o tym, jakie teraz mamy czasy, że cały Bliski Wschód jest w rozsypce, że fatalnie wygląda rynek energii, bo Saudyjczycy próbują obniżyć ceny, aby kosztowna produkcja amerykańskiej ropy z łupków była coraz mniej rentowna. A robią tak, bo ma to sprawić, że USA nadal będą kupować saudyjską ropę - nawet teraz, kiedy to właśnie Stany Zjednoczone stały się największym światowym jej producentem.

Oczywiście, Rosjanie nie są zbyt zadowoleni z taniej ropy, tak samo jak Irańczycy, i w rezultacie panuje chaos, a rekiny finansjery pożerają siebie nawzajem. Nic nie dzieje się przez przypadek, a już na pewno spadek cen o 25 proc. nie jest przypadkiem. Ktoś zapłaci za ten spisek.

Życie w zacofaniu, przemocy i paranoi

Ostatnio przypomniałem sobie historię pewnego mężczyzny, który - przepełniony idealizmem - porzucił dobrą pracę w sektorze bankowym, by pojechać na Bliski Wschód i zainwestować swoją energię w przeprowadzenie tam demokratycznych zmian, w walkę o wolność prasy i o nowy porządek. Swierdził, że przyszedł już czas - i dla regionu, i dla jego kraju - na to, aby w końcu stać się częścią współczesnego świata. Arabskie dziedzictwo nigdy przecież nie skazywało tego regionu na wieczne życie w zacofaniu, przemocy i paranoi.

Jego wiara była gorliwa. Ten człowiek był oddany sprawie. Wszedł na ścieżkę zmian. Byłem pełen podziwu.

Jednak nad światem zawisło ponure widmo: aneksje, egzekucje, epidemia, Syria, Strefa Gazy i powrót środkowowschodnich terrorystów. Nadzieja ustąpiła miejsca panice. Jeśli nawet w Kanadzie dzieją się złe rzeczy, to oznacza koniec.

Jesteśmy bezbronni i pełni strachu. To nasz nowy "duch czasu" - przynajmniej na Zachodzie. Fanatyzm żywi się frustracją, a frustracja rozprzestrzenia się, ponieważ ludziom żyje się coraz gorzej. Są zaniepokojeni.

"Byliśmy naiwni"

Jeśli się dobrze zastanowić - a nasza rozmowa nie była szyfrowana - to byliśmy naiwni, bo przecież każdy mógłby ją podsłuchać, a czarne prognozy mojego przyjaciela mogły zostać przechwycone i przeanalizowane przez bandę szpiegów, którzy bez problemu mogli włamać się do jego telefonu, a później postawić mu zarzut, na przykład, spiskowania przeciwko Zachodowi, za jego słowa na temat możliwego rozprzestrzenienia wirusa ebola.

Teraz wszędzie są kamery i podsłuchy. Wystarczy spojrzeć w górę czy rozejrzeć się dookoła. Błędem jest mówienie czegokolwiek, jeśli ma się swój telefon w pobliżu. Tak wielu ludzi jest bezbronnych... Każdy może się włamać do komputera w twoim samochodzie czy do kroplówki przy twoim szpitalnym łóżku i zniszczyć cię całkowicie.

Jak do tego doszło? Co się stało, że obawiamy się teraz takich dziwnych zagrożeń?

Chyba otworzyliśmy jakąś puszkę Pandory. Jakiś obezwładniający i pochłaniający wszystko duch, wypuszczony z tej puszki, zamienił się teraz w potwora.

Dał zabijającym w imię kalifatu nowe środki do rekrutacji, dyktatorom nowe drogi do stosowania represji, szpiegom nowe narzędzia do szpiegowania, podżegaczom nowe środki do wszczynania alarmu, bogatym możliwości wzbogacania się kosztem klasy średniej, sprzedawcom nowe środki do ogłupiania, oszustom podatkowym pole do popisu, wirusom sposoby na rozprzestrzenianie się, a niepokojom możliwość do mieszania nam w głowach.

Superpołączenie równa się izolacja. Taka jest prawda. Cóż za dziwna sztuczka, niemal zabawna. Kryzys - mówił Antonio Gramsci w XX wieku - pojawia się wtedy, kiedy stare umiera, a nowe nie może się urodzić.

Wielu ludzi, z którymi rozmawiam, nie tylko przy kolacji, nigdy wcześniej nie czuło się tak niepewnie w sprawie przyszłości świata. Coś wisi w powietrzu. To koniec jakiejś epoki. W puszce Pandory pozostawiliśmy ducha nadziei.

A propos powietrza: ostatnio wicedyrektor firmy Google skoczył ze spadochronem z wysokości 41 km, pobijając rekord prędkości 1322 km/h i wylądował z uśmiechem na twarzy.

Technologia daje więc także wolność, ale jeszcze jej teraz nie czujemy. Ciągle trwają poszukiwania kogoś, kto przywróci ludziom nadzieję w świat.

Roger Cohen/The New York Times
tłum. KK

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje