​W więzieniach Erdogana

Recep Tayyip Erdogan /AFP

Tysiące aresztowanych po nieudanym ubiegłorocznym puczu w Turcji jest przetrzymywanych w fatalnych więziennych warunkach - czytamy na łamach "The New York Times".

Reklama

Przez ostatnie sześć lat byłam członkiem tureckiego parlamentu reprezentując Stambuł z ramienia opozycyjnej Republikańskiej Partii Ludowej. To zmusiło mnie do zostania specjalistką w kwestii tureckiego systemu więziennego, ponieważ partia Recepa Tayyipa Erdogana AKP uwielbia oskarżać polityków, aktywistów, specjalistów i innych obywateli, którzy sprzeciwiają się jego rządom. Erdogan doprowadził już do aresztowania tysięcy osób po nieudanym puczu, do którego doszło w lipcu ubiegłego roku.

Mój dzień zaczyna się od przeglądania wiadomości;szukam dat przesłuchań zatrzymanych parlamentarzystów, dziennikarzy i naukowców; sprawdzam stronę internetową, na której rząd publikuje swoje dekrety i nazwiska osób, które mają zostać usunięte z rządu, sił zbrojnych, szpitali, banków, szkół i innych instytucji.

Reklama

Zezwolenie na wizytę w tureckim więzieniu przyznawane jest przez ministra sprawiedliwości po złożeniu wniosku, w którym należy wymienić imię i nazwisko więźnia, którego chce się odwiedzić oraz proponowane terminy wizyt. Przy tej liczbie aresztowań, która rośnie każdego dnia, trzeba uważać, aby nie pomylić nazwiska lub miejsca. Najmniejszy błąd powoduje unieważnienie zezwolenia.

W 2011 roku zaczęłam odwiedzać pięciu więźniów politycznych. Teraz odwiedzam ponad 50, którzy stanowią niewielką część zatrzymanych. Wśród tych, z któymi się widuje, są dziennikarze z gazet "Cumhuriyet" i "Birgun", którzy krytykują rząd Erdogana. Jednym z nich jest Musa Kart, rysownik komiksów w "Cumhuriyet", który został uwięziony wraz z 11 kolegami w październiku ubiegłego roku. Są oskarżeni o "pomaganie zbrojnej organizacji terrorystycznej, nie będąc jej członkami". Prokuratorzy domagają się dla nich 29 lat pozbawienia wolności.

Zarzuty przeciwko aresztowanym pisarzom i dziennikarzom są w dużej mierze absurdalne. Dowody przeciwko Atillowi Tas, uwięzionemu felietoniście, zawierały tylko jeden z jego wpisów na Twitterze, który głosił: "Gdyby Edison żył w dzisiejszych czasach, nie wynalazłby żarówki!". Symbol wyborczy AKP to żarówka. Sąd nakazał uwolnienie Tasa po pierwszym przesłuchaniu pod koniec marca tego roku. Sędziowie, którzy orzekali w tej sprawie, zostali usunięci z urzędu jeszcze tego samego dnia. Śledztwo zostało wznowione i mężczyzna został aresztowany po raz drugi. Nadal przebywa w więzieniu oczekując na proces.

W tureckich więzieniach jest tak wielu pisarzy, dziennikarzy i innych specjalistów, że 38 tysięcy więźniów skazanych za oszustwa, gwałty, kradzieże i wymuszenia, zostało wypuszczonych na wolność przed zakończeniem odsiadki, aby zwolnić dla nich miejsce.

Odwiedzający dostają 20 minut z więźniem. Przeprowadzenie więźnia z celi do sali wizyt i z powrotem trwa około godziny. Aby odwiedzić 20 więźniów, trzeba koczować na miejscu nawet kilka dni. Do więzienia nie wolno wnosić napojów i jedzenia, dlatego herbatniki przechowuję w swoim samochodzie.

Często odwiedzam więzienie Silivri, które znajduje się około 60 mil od mojego domu w Stambule. Przechodzę przez różnego rodzaju kontrole bezpieczeństwa, w tym skanowanie siatkówki oka. Kontrole, które są przeprowadzane przy wejściu są dla mnie najtrudniejsze. Odkąd kilka lat temu miałam wypadek, mam protezy, które powodują głośne wycie urządzeń zabezpieczających.

Mogę wnieść ze sobą tylko notatnik i pióro. Więźniowie nie mogą pisać w moim notatniku ani udostępniać mi pisemnych notatek. To ja notuję to, co chcieliby przekazać swoim bliskim i prawnikom.

Reguły wizyt ciągle się zmieniają. Na przykład: dni odwiedzin są w środy i w czwartki, ale urzędnicy więzienni mogą zdecydować się interpretować to jako "i" albo "lub". Nawet strażnicy się boją. Jeśli poprosisz o szklankę wody, nie dadzą ci jej, aby uniknąć oskarżeń o współczucie dla opozycji. Po zamachu stanu zresztą wielu z nich zostało zwolnionych.

Rozbieranie więźniów do naga i przeszukiwanie ich jest normą. Rząd regularnie publikuje zdjęcia więźniów, którzy mają skute ręce za swoimi plecami. Amnesty International i Human Rights Watch zgłosiły już złe traktowanie i tortury więźniów. Nie zdało się to jednak na nic. Więźniowie klęczą, są bici pałkami i pozbawiani snu, dopóki nie podpiszą zeznań, które zostały im podsunięte.

Dostęp do opieki zdrowotnej w więzieniu jest arbitralny. Objawy choroby nie są rozpoznawane przez lekarza, ale przez ministerstwo sprawiedliwości. Aby udać się do lekarza, ciężko chorzy więźniowie spędzają godziny upchnięci w furgonetce z rękami skutymi za plecami.

Osoby LGBT są izolowane, tak aby "nie zarażały AIDS i syfilisem". W 2015 roku 43 osoby popełniły samobójstwo w tureckich więzieniach. Według rządowych danych 2016 roku liczba ta wzrosła do 66.

Więźniowie nie mają prywatności, ani nawet dostępu do prywatnej toalety. Kamery przez cały czas są skierowane na drzwi, okna i łóżka. Więźniowie są obserwowani nawet wtedy, gdy śpią. Zabrania się zasłaniania okien w celach gazetami, nie mówiąc już o zasłonach. 

Pomimo długotrwałych aresztowań - w niektórych przypadkach trwających nawet 10 miesięcy - nie przygotowano aktów oskarżenia. Więźniowie mogą rozmawiać z prawnikami tylko przez godzinę w tygodniu. Wielu z nich nie może sobie pozwolić na adwokata, a niektórzy prawnicy przypisani do więźniów przez państwo wykazują niewielkie zainteresowanie.

Więźniom nie wolno pisać listów. Nie są wypuszczani na spacerniak. Teoretycznie mogą czytać 10 książek tygodniowo, ale w praktyce dostają jedną na miesiąc. Usłyszałam kiedyś, jak jeden ze strażników mówił więźniowi: "Książka nie jest u nas dostępna, ale autor też tutaj przebywa, jeśli jesteś aż tak zainteresowany".

Şafak Pavey - turecka polityk, dyplomata i dziennikarka. Deputowana do Wielkiego Zgromadzenia Narodowego Turcji z ramienia największej partii opozycyjnej Republikańskiej Partii Ludowej.

Şafak Pavey/The New York Times

Tłum.: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje