Walka o życie w Aleppo

Aleppo, największe miasto Syrii, od wielu miesięcy jest areną walk rebeliantów z reżimem Baszara al-Assada. Najwyższą cenę płaci ludność cywilna, pozbawiona środków do życia i nadziei na szybkie zakończenie wojny domowej - donosi korespondent "New York Timesa".

Klęcząca na dachu kobieta stara się wepchnąć pokaźnych rozmiarów kij w blaszany komin. Aleppo, największe miasto Syrii, zostało pozbawione elektryczności. Mieszkańcy wykorzystują w celach opałowych olej napędowy, który pozostawia w kominach gęsty osad. Niedaleko, na ulicy Bab al-Nayrab, można dostrzec niecodzienny widok: stado kóz plądruje olbrzymią górę śmieci. Wydzielany przez nie odór zgnilizny czuć w promieniu dobrych dwóch kilometrów.

Reklama

Walki w Aleppo trwają już szósty miesiąc. Pod względem gospodarczym miasto praktycznie zamarło. Ceny podstawowych produktów, jak chleb czy olej spożywczy, osiągają zawrotne pułapy. Mieszkańcy sprzedają, co tylko mogą, by przetrwać.

Początkową nadzieję na szybkie zwycięstwo, żywioną przez tutejszych rebeliantów, zastąpiła świadomość brutalnej rzeczywistości: końca wojny domowej nie widać. Chociaż powstańcy opanowali niedawno dwa obiekty położone na obrzeżach miasta - bazę lotniczą w Szejk Suleiman i szkołę piechoty - siły rządowe wciąż kontrolują ogromne połacie metropolii, a na obszary znajdujące się w rękach przeciwników reżimu nieustannie spadają pociski.

Powołanie powstańczego rządu i utworzenie wspólnego dowództwa operacyjnego praktycznie w żadnym stopniu nie wpływa na położenie rodzin walczących o przetrwanie na linii frontu. Im pozostała już tylko rozpaczliwa nadzieja, że kolejny pocisk nie wyląduje w jednym z pomieszczeń w ich domu. Od nowo powołanej Syryjskiej Koalicji Narodowej na rzecz Opozycji i Sił Rewolucyjnych nie mogą oczekiwać ani pomocy materialnej, ani zapewnienia im poczucia bezpieczeństwa, za którym tak tęsknią.

Ahmad Mustafa pracuje w fabryce produkującej dżinsy. 30-letni ojciec dziesięciorga dzieci nie brał udziału w antyrządowych protestach, które poprzedziły wybuch konfliktu zbrojnego. - Ja chcę tylko w spokoju pracować - zapewnia.

Ponieważ telewizor Ahmada z powodu braku prądu od blisko miesiąca stoi wyłączony, mężczyzna nie śledzi najnowszych doniesień. - Nie wiem nic o poczynaniach Koalicji ani o tym, co dzieje się w polityce - mówi, głaszcząc po głowie jedną ze swoich córeczek. - Koncentruję się tylko na tym, żeby przetrwać.

Kolejki za chlebem pita, w których czeka się nawet do siedmiu godzin, to nowy "element krajobrazu" w każdej dzielnicy kontrolowanej przez rebeliantów. W tej sytuacji niektóre piekarnie organizują loterie, w których można wygrać pieczywo. Te, które nie zdecydowały się na to dość kontrowersyjne rozwiązanie, codziennie po otwarciu swoich podwoi przeżywają szturm. Co bardziej agresywni osobnicy prą ku drzwiom wejściowym, a tłum za ich plecami popycha ich do przodu, miażdżąc przy okazji innych kolejkowiczów. Salwa Badri, 36-letnia matka, stoi z tyłu, obserwując to zbiorowe szaleństwo. - To jakiś koszmar! - krzyczy. - Dlaczego Allah nas opuścił?

Tymczasem to siły podległe reżimowi prezydenta Baszara al-Assada opuściły wschodnią część miasta, pozostawiając ją opozycyjnej Wolnej Armii Syrii, która nie ma pojęcia o sprawnej organizacji życia codziennego i takich jej przejawach, jak dostarczanie mieszkańcom mąki czy oleju. - Nie sądziliśmy, że Wolna Armia Syrii okaże się aż tak bezradna - mówi Musab Muhammad, wykładowca na państwowym Uniwersytecie w Aleppo. - Przez swoje błędy traci poparcie ludności cywilnej.

A na coś takiego Syryjska Koalicja Narodowa nie może sobie pozwolić. Nie dysponuje ona żadnymi środkami, które mogłaby przeznaczyć na zaspokajanie codziennych potrzeb mieszkańców miasta. Jeśli Koalicja chce pozyskać przychylność obywateli, musi działać na ich rzecz w sposób bardziej zauważalny. Oznacza to większe zaangażowanie w tak prozaiczne czynności, jak dystrybucja mąki - kosztem czasu spędzanego w zachodnich stolicach, gdzie opozycjoniści szukają wsparcia. Wsparcie, o które zabiegają, nie zmieni jednak nic w życiu Ahmada Mustafy i Salwy Badri.

W położonej w południowej części miasta dzielnicy Fardus, na gruzach dawnego centrum kultury, kilkaset osób demonstruje przeciwko reżimowi Assada. - Naprzód, Wolna Armio!... Odzyskasz swoją ziemię poprzez ofiarę z krwi! Powstańcie, nie poddawajcie się! - krzyczy młody mężczyzna imieniem Faisal Abdallah. Zagadnięty, odwraca się i wyjaśnia: - Nie chcemy już dłużej znosić ucisku ze strony reżimu.

Faisal Abdallah ma 21 lat; inni demonstranci nie sprawiają wrażenia o wiele starszych. Z pewnej odległości przyglądają się im mężczyźni w dojrzałym wieku. Jeden z nich, trzymający w ręku torbę pełną pomidorów i ogórków, szybko wycofuje się na widok zbliżającego się doń obcokrajowca. - Nie chcę kłopotów - mamrocze, ewidentnie obawiając się, że rozmowa z nieznajomym może potoczyć się w niebezpiecznym kierunku. Nie chce wypowiadać się na temat sił rządowych, które wciąż przecież nie zostały wyparte z miasta. Poprzez dystansowanie się od opozycyjnych wieców, ta milcząca większość daje do zrozumienia, że nie jest jeszcze gotowa na to, by związać swój los z losem rebeliantów.

Zachodnie media często informują, że reżim Assada chyli się ku upadkowi; że po serii zwycięstw odniesionych przez opozycjonistów siły rządowe są bliskie złożenia broni. W Aleppo jednak wszystko zdaje się temu przeczyć.

Po początkowych sukcesach powstańców na początku grudnia ubiegłego roku działania wojenne utknęły w martwym punkcie. Sytuację na frontach przebiegających przez dzielnice Bustan al-Pasza i Salahedin można określić jednym słowem: impas. Dopóki będzie się on utrzymywał (a jest bardzo prawdopodobne, że potrwa to jeszcze długo), Ahmad Mustafa i Salwa Badri nie obudzą się z wojennego koszmaru i nie wrócą do domów, w których znów zagości ogrzewanie i elektryczność.

Barak Barfi

© 2013 The International Herald Tribune

Tłum. Katarzyna Kasińska

New York Times/©The International Herald Tribune
Dowiedz się więcej na temat: Syria | konflikt | Baszar al-Assad | rebelianci | Aleppo | sztuki walki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje