Wczesne przygotowania do post-putinowskiej polityki

Choć można się spodziewać, jaki będzie wynik marcowych wyborów prezydenckich w Rosji, polityczni reformatorzy wciąż mają nadzieję na prawdziwą walkę o zwycięstwo, kiedy tylko Władimir Putin zejdzie ze sceny - pisze na łamach "The New York Times" Sylvie Kauffmann.

Wybory prezydenckie są zwyczajowo ważnym wydarzeniem. Konkurencja może być mniej lub bardziej otwarta, kandydaci mniej lub bardziej ekscytujący, wynik mniej lub bardziej niepewny, ale wybór głowy państwa przyciąga uwagę narodu. W te dni w Moskwie, gdy w centrum miasta świecą się błyszczące znaki "2018", ktoś mógłby pomyśleć, że to Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, organizowane przez Rosję, są najważniejszym wydarzeniem, które należy zobaczyć w tym roku.

Reklama

Władimir Putin jest tak przyzwyczajony do wyborów prezydenckich, że prawie zapomniał ogłosić swoją kandydaturę w następnym starciu. Jednak 6 grudnia w końcu potwierdził, że będzie ubiegał się o czwartą kadencję w wyborach 18 marca 2018 roku - nawiasem mówiąc, w czwartą rocznicę aneksji Krymu przez Rosję. Jako że jego poparcie waha się w okolicach 80 procent, oznacza to, że może pozostać na stanowisku aż do 2024 roku. Byłby wówczas u władzy przez 24 lata. Nic dziwnego, że tym razem startuje jako niezależny kandydat. Putin nie potrzebuje partii, która by go poparła. Wystarczy, że kandyduje jako Putin. Jego legitymacja wynika z bycia u władzy od początku 2000 roku.

Apatia wyborców i znudzenie Putina

Według sondaży opinii publicznej, nastroje wyborców najlepiej opisuje słowo "apatia". Dziennikarze zauważyli, że sam prezydent wyglądał na lekko znudzonego podczas swojej dorocznej konferencji prasowej zorganizowanej 15 grudnia, choć wytrzymał 3 godziny i 40 minut. Jego pierwsza kadencja była poświęcona przywróceniu porządku w rosyjskim chaosie po Jelcynie. Druga dotyczyła gospodarki. Podczas trzeciej kadencji Putin uczynił Rosję znów wielką ("Make Russia Great Again") - za granicą. Jego kolejny cel, jak dotąd, jest owiany tajemnicą. Brak haseł wyborczych, brak głównego tematu kampanii. Jeśli kandydat ma wielki pomysł na swoją czwartą kadencję, zachowuje go dla siebie.

Prawdziwe pytanie dotyczy zatem nie tego, co stanie się 18 marca, ale tego, co będzie w 2024 roku. Idea post-putinizmu powoli kształtuje się jako przedmiot politycznych badań. Konstytucja nie pozwala prezydentowi piastować urzędu dłużej niż dwie kadencje z rzędu, ale Putin stosował już strategię wymiany stanowisk ze swoim premierem Dmitrijem Miedwiediewem w latach 2008-2012. Opinii publicznej oświadczył, że nie zmieni konstytucji, by pozostać u władzy w nieskończoność.

Wyczekiwany post-putinizm

Sześć lat w polityce może wydawać się wiecznością. Ale nie w Rosji. Podczas gdy eksperci spekulują, jakiego następcę przygotuje prezydent Putin albo które grupy mogą przejąć nieuniknione konflikty po jego odejściu, inni widzą w tym "fin de règne" nowe otwarcie. Całe pokolenie z niecierpliwością oczekuje post-putinizmu. Jego przedstawiciele nie zostali jeszcze dopuszczeni na scenę, ale już ćwiczą swoje role.

Ich najbardziej widocznym aktorem jest Aleksiej Nawalny. To jedyny kandydat, który do tej pory prowadził prawdziwą kampanię prezydencką. Jak można było się spodziewać, 30 grudnia rosyjski Sąd Najwyższy zakazał mu udziału w wyborach ze względu na ciążące na nim wyroki sądowe. Sąd powołał się m.in. na wyrok o oszustwie finansowym, który według Nawalnego było oparty na sfingowanych zarzutach. Nawalny natychmiast wezwał do bojkotu wyborów. 41-letni prawnik kandydował już na mera Moskwy w 2013 roku i zajął drugie miejsce, zdobywając około 30 procent głosów.

Od tego czasu stał się "numerem jeden" wśród opozycji, która go skrzywdziła - czasami jest wsadzany na krótko do więzienia, często atakowany, stale nękany - ale jednocześnie chroniła go: zamiast uczynić z niego męczennika już rok temu, sąd zawiesił wyrok przy wątpliwych zarzutach o defraudację i wysłał do więzienia jego brata, Olega, w tej samej sprawie na trzy i pół roku. Wszystko po to, by wywierać presję na Aleksieju. 

Od ponad roku Nawalny przemierza Rosję, by zbudować organizację polityczną z siecią regionalnych sztabów i setkami tysięcy wolontariuszy. Tłumy na jego zgromadzeniach nie są ogromne, ale to młodzi i zaangażowani ludzie, co sprawia, że operacja ta wygląda jak bardzo solidna inwestycja.

Ksenia Sobczak - rywalka czy marionetka?

Jest też zaskakująca uczestniczka marcowych wyborów, która niespodziewanie pojawiła się pod koniec października i ogłosiła swoją kandydaturę. 36-letnia Ksenia Sobczak to nazwisko znane w Rosji. Jej ojciec, Anatolij Sobczak, był pierwszym wybranym postsowieckim burmistrzem Petersburga. Reformista, który mianował Putina swoim zastępcą i pozostawali przyjaciółmi aż do śmierci Sobczaka w 2000 roku. Ksenia Sobczak była zaangażowana w szereg lukratywnych biznesów i stała się gwiazdą narodowej telewizji. Jednak za udział w protestach politycznych w 2012 roku zapłaciła swoją pracą. Od tego czasu jest dziennikarką niezależnego kanału telewizyjnego TV-Dozhd. Przez Moskwę przetacza się największe, nieuniknione pytanie: czy Sobczak jest marionetką Kremla?

Nawalnemu nie zajęło dużo czasu, by się tego domyślić. Niektórzy obserwatorzy zakładają, że Sobczak została poproszona o kandydowanie po prostu po to, by urozmaicić nudną kampanię wyborczą i zwiększyć frekwencję. Inni spekulują, że jest fałszywą kandydatką, szukającą możliwości powrotu do narodowej telewizji. Niemniej jednak - jak podkreśla analityk polityczny Nikołaj Pietrow - wnosi do kampanii "pomysły niemożliwe do przedyskutowania w przestrzeni publicznej".

Odważna i elokwentna Sobczak kwestionuje aneksję Krymu i nieskończone panowanie Putina. Porusza też kwestię więźniów politycznych. Podczas grudniowej konferencji prasowej zapytała nawet prezydenta, dlaczego tak trudno jest prowadzić kampanię opozycyjnym kandydatom i wspominała przy tym nazwisko Nawalnego. Wszystko wyemitowała narodowa telewizja. Nawalny jeszcze tego samego dnia podziękował jej na Twitterze. 

Sobczak przejdzie prawdziwy test w przyszłym miesiącu, 9 lutego. Do tego czasu musi zebrać 100 tysięcy podpisów z całego kraju, by móc zarejestrować się jako kandydatka na prezydenta. Niewielu wierzy w to, że uda się jej to osiągnąć bez zielonego światła z Kremla.

Co się stanie, jeśli rzekomo fałszywa kandydatka naprawdę wystartuje w wyborach? Z pewnością pracuje nad tym Witalij Szklarow - obywatel Białorusi, który studiował w Niemczech i twierdzi, że nauczył się polityki w dobie internetu, pracując nad kampaniami Baracka Obamy i Berniego Sandersa. Przekazał swoją wiedzę Kseni Sobczak, pracując jako jej doradca.

"Jest wytrwała i skupiona" - powiedział Europejskiej Radzie Spraw Zagranicznych, z którą spotkał się w połowie grudnia w Moskwie. "Zgodziłem się, ponieważ uważam, że kraj potrzebuje zmiany. Rosja to polityczna pustynia. Wszystko jest trudne, od wynajmu przestrzeni po pozyskanie pieniędzy" - dodał szczerze.

Szklarow jest przekonany, że stworzenie "politycznego Ubera" i zarządzanie kampaniami "jak start-upami" ostatecznie zmieni proces polityczny w Rosji, chociaż - jak mówi - "potrwa to nieco dłużej". I tu znów wyłania się perspektywa 2024 roku. Szklarow twierdzi przy tym, że Sobczak zgromadziła już wokół siebie załogę około 70 osób i ponad tysiąca wolontariuszy. Program gospodarczy ma dla niej napisać znany ekonomista i gorący zwolennik demokracji - Vladislav Inozemtsev.

Oddolny aktywizm i nadzieja opozycji

Inni aktorzy także analizują sytuację. Ostatnie wrześniowe wybory lokalne w Moskwie dały cień nadziei działaczom opozycji, nawet przy rekordowo niskiej frekwencji, która wyniosła zaledwie 15 procent. Z ponad tysiąca niezależnych kandydatów wybranych zostało 267. Inny młody opozycyjny polityk - 37-letni Dmitrij Gudkow, syn podpułkownika KGB - zaaranżował ten ruch. We wrześniu zamierza ubiegać się o stanowisko burmistrza Moskwy. 

36-letnia Olga Mostińska, jedna z nowo wybranych doradców okręgowych i była tłumaczka w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, utworzyła nieformalną organizację, która zajmuje się sprawami lokalnymi. Mówi entuzjastycznie o "różnorodnej grupie młodych ludzi, którzy weszli do polityki tej jesieni". "Ludzie są zmęczeni reżimem, ale cenią sobie stabilność" - powiedziała. 

Apatia ma swoje granice. Kiedy nic nie zmienia się na szczycie, oddolny aktywizm może być najlepszym sposobem na przygotowanie się do post-putinizmu.

Sylvie Kauffmann / © 2018 The New York Times

Tłum. JM

Sylvie Kauffmann - publicystka, dyrektor redakcyjną i była redaktor naczelną francuskiego dziennika "Le Monde". Śródtytuły pochodzą od redakcji Interia Fakty.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy